Przejdź do treści
Biologia

50% więcej zgonów wśród dorosłych. Operacje ratujące życie nie nadążają za potrzebami

W latach 1999-2020 śmiertelność związana z uleczalnymi nagłymi schorzeniami chirurgicznymi wzrosła w USA o połowę. Na terenach wiejskich rosła dwukrotnie szybciej niż w miastach.

3 min read
W społecznościach wiejskich opóźnienie w dotarciu na stół operacyjny wciąż zabija pacjentów z uleczalnymi schorzeniami.
W społecznościach wiejskich opóźnienie w dotarciu na stół operacyjny wciąż zabija pacjentów z uleczalnymi schorzeniami. Fot. USDAgov, Wikimedia Commons, Public domain
Spis treści

W społecznościach wiejskich opóźnienie w dotarciu na stół operacyjny wciąż zabija pacjentów z uleczalnymi schorzeniami. Fot. USDAgov, Wikimedia Commons, Public domain

Śmierć nie jest sprawiedliwa. W Stanach Zjednoczonych rośnie liczba zgonów, którym można było zapobiec - i to w przypadku najprostszych, rutynowych wręcz operacji ratujących życie. Zespół badawczy przeanalizował niemal 20 tysięcy przypadków i odkrył trend, który powinien nas zaniepokoić.

W latach 1999-2020 śmiertelność związana z trzema powszechnymi, uleczalnymi nagłymi schorzeniami chirurgicznymi wzrosła w USA o około 50% wśród dorosłych w wieku 18-64 lat. Co gorsza, w społecznościach wiejskich rosła ona niemal dwukrotnie szybciej niż w miastach. To nie są suche statystyki - to ludzie, którzy umierali na stole operacyjnym lub tuż po nim, choć medycyna od dawna zna skuteczne metody leczenia.

Co to za schorzenia?

→ Czytaj też: Niemcy budują cyfrową arkę dla amerykańskich danych klimatu. Czy to jedyny sposób, by ocalić naukę?

Badanie opublikowane na łamach MedicalXpress skupia się na trzech stanach wymagających natychmiastowej interwencji chirurgicznej: ostrym zapaleniu wyrostka robaczkowego, przepuklinie uwięźniętej i niedrożności jelit. Wszystkie trzy są dobrze znane, a ich leczenie - choć wymaga sprawnej opieki - stanowi standard w chirurgii ogólnej. Dlaczego zatem coraz więcej chorych umiera?

Naukowcy wskazują na splot przyczyn. Kluczową rolę odgrywa ograniczony dostęp do opieki. Szpitale wiejskie zamykają oddziały chirurgiczne, brakuje specjalistów, a czas dojazdu do placówki zdolnej przeprowadzić zabieg wydłuża się. W przypadku ostrego zapalenia wyrostka każda godzina zwłoki zwiększa ryzyko pęknięcia i zakażenia otrzewnej.

„Wzrost śmiertelności był niemal dwukrotnie szybszy na obszarach wiejskich niż w miastach” - podkreślają autorzy analizy.

Miejsce zamieszkania decyduje o życiu

→ Czytaj też: USA potwierdziły: broń w kosmosie już jest. Co to oznacza dla świata?

Miejsce zamieszkania decyduje o życiu.
Miejsce zamieszkania decyduje o życiu. Fot. Nikodem Nijaki, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Dysproporcje geograficzne są uderzające. W społecznościach oddalonych od dużych centrów medycznych pacjenci często trafiają na izbę przyjęć ze znacznym opóźnieniem. Objawy - ból brzucha, nudności - bywają bagatelizowane lub błędnie diagnozowane przez mniej doświadczony personel. Gdy w końcu zapada decyzja o transporcie, na przeszkodzie stają odległości i braki kadrowe.

Do tego dochodzą czynniki ekonomiczne. Osoby żyjące na wsi częściej nie mają ubezpieczenia zdrowotnego lub są objęte programami o ograniczonym zakresie. Odkładają wizytę u lekarza, licząc, że dolegliwości miną. W przypadku nagłych schorzeń chirurgicznych to strategia skazana na porażkę.

System, który zawodzi w kryzysie

Analiza uwidacznia też słabość amerykańskiego systemu ratownictwa. W latach objętych badaniem liczba łóżek szpitalnych na wsi zmalała, a wiele małych placówek przekształcono w ośrodki bez całodobowej chirurgii. Pacjent w stanie nagłym bywa odsyłany między placówkami, co dramatycznie pogarsza rokowania.

Z danych wyłania się obraz pogłębiającej się nierówności. Podczas gdy w miastach śmiertelność rosła w tempie około 3% rocznie, na wsiach sięgała blisko 6%. To przepaść, która w ciągu dwóch dekad urosła do rozmiarów trudnych do zaakceptowania w kraju o najwyższych wydatkach na opiekę zdrowotną na świecie.

Czy można to odwrócić?

Eksperci nie mają wątpliwości: potrzebne są inwestycje w chirurgię ogólną na prowincji. Telemedycyna, mobilne zespoły chirurgiczne i programy zatrzymujące lekarzy w mniejszych ośrodkach mogłyby spowolnić ten trend. Bez szybkich działań kolejne osoby będą umierać na choroby, które od pokoleń potrafimy leczyć. A miejsce zamieszkania nadal będzie wyrokiem.

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

AUTHOR

Wydawca i redaktor noktus.pl. Piszę o nauce od strony tego, co z badania realnie wynika, i tego, czego z niego jeszcze nie wiadomo. Prowadzę też serwis promptowy.com. Znalazłeś błąd w tekście? Napisz na admin@noktus.pl - sprostowania mają u mnie pierwszeństwo przed wszystkim innym.

Redaguje