Amazonia bliżej punktu krytycznego. Wylesianie obniża próg ocieplenia o 2°C
Amazonia może runąć przy niższym poziomie globalnego ocieplenia, niż dotąd zakładano – wszystko przez wylesianie. Nowe badanie ujawnia, że próg temperaturowy, po przekroczeniu którego las straci odporność, jest dziś tylko nieznacznie wyższy od obecnego poziomu ocieplenia wywołanego przez człowieka.
Kiedy mówimy o punktach krytycznych klimatu, Amazonia pojawia się w rozmowie zawsze. Dotąd uwaga skupiała się głównie na tym, jak bardzo może się ocieplić, zanim las zamieni się w sawannę. Nowa analiza, opublikowana w Nature, ujawnia, że pytanie brzmi nie tylko „jak bardzo”, ale też „przy jakim stanie lasu”.
Zespół Nico Wunderlinga z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu połączył analizę danych pomiarowych z symulacjami komputerowymi. Wynik? Wylesianie może obniżyć próg ocieplenia, przy którym Amazonia traci odporność, o około 2°C w porównaniu ze scenariuszem zakładającym minimalne zmiany w pokryciu terenu. To oznacza, że katastrofa może nadejść szybciej i przy mniejszym globalnym wzroście temperatury, niż sądziliśmy.
Dwa stopnie, które zmieniają wszystko
→ Czytaj też: Upadek czterech cywilizacji w jednym momencie. Archeolodzy rozwiązali zagadkę epoki brązu
Dotychczasowe modele koncentrowały się na czystym wpływie wzrostu temperatury na las deszczowy. Badanie Wunderlinga idzie o krok dalej: pokazuje, że próg ten nie jest stały. Zależy od tego, ile lasu jeszcze stoi. Im więcej drzew pada pod piłami i w ogniu, tym niższa temperatura wystarczy, by reszta runęła.
Naukowcy obliczyli, że jeśli uwzględnimy skalę obecnego wylesiania, próg globalnego ocieplenia, po przekroczeniu którego pozostała część Amazonii może się załamać, jest tylko nieznacznie wyższy od poziomu ocieplenia, który już wywołaliśmy. Innymi słowy – balansujemy na krawędzi, a każde kolejne wycięte hektary przybliżają nas do przepaści.
Sprzężenie zwrotne: suchość rodzi suchość
→ Czytaj też: Zaginione Miasto pod Atlantykiem. Naukowcy przewiercili się do systemu, który je zasila
Mechanizm jest podstępny. Amazonia sama produkuje znaczną część opadów, które ją podtrzymują – wilgoć paruje z liści, tworzy chmury i wraca jako deszcz. Gdy wycinamy drzewa, ten obieg wody zostaje przerwany. Las staje się suchszy, bardziej podatny na pożary, a te pogłębiają suszę. To klasyczne sprzężenie zwrotne, które przyspiesza degradację.
Autorzy badania zaznaczają, że wzięli pod uwagę nie tylko bezpośrednie skutki wycinki, ale też efekty pośrednie – zmianę wilgotności gleby i atmosfery, która wynika z przekształcania lasu w pastwiska czy pola uprawne. W symulacjach uwzględnili także scenariusze przyszłego użytkowania ziemi. Wyniki są jednoznaczne: im więcej lasu znika, tym szybciej reszta traci zdolność do regeneracji.
„Po uwzględnieniu wylesiania globalny próg ocieplenia, przy którym pozostała część Amazonii mogłaby się załamać, jest szacowany na poziom tylko nieznacznie wyższy od obecnego poziomu ocieplenia wywołanego przez człowieka” – czytamy w komentarzu redakcyjnym Nature.
Konsekwencje wykraczające poza jeden kontynent
Upadek Amazonii to nie tylko lokalna tragedia bioróżnorodności. Las deszczowy przechowuje gigantyczne ilości węgla, a jego zniszczenie uwolniłoby je do atmosfery, jeszcze bardziej przyspieszając ocieplenie. Zmiana wzorców opadów w Ameryce Południowej odbiłaby się na rolnictwie i gospodarce wodnej całego regionu.
Badanie Wunderlinga pojawia się w momencie, gdy światowa polityka klimatyczna wciąż zmaga się z realizacją celów porozumienia paryskiego. Nawet jeśli uda się utrzymać wzrost temperatury poniżej 1,5°C, może to nie wystarczyć, by ocalić Amazonię – jeśli wylesianie będzie postępować. Oba czynniki, globalne ocieplenie i lokalna wycinka, działają razem i wzajemnie się wzmacniają.
Dla decydentów płynie stąd jasny wniosek. Ochrona klimatu i ochrona lasów to nie dwa oddzielne zadania. To dwie strony tego samego równania. I obie trzeba rozwiązać, zanim będzie za późno.


