Boja, która paraliżuje meduzy polem elektromagnetycznym. Ale ma jeden haczyk
Hiszpańscy naukowcy stworzyli boję, która pola elektromagnetycznego używa, by unieruchomić meduzy zbliżające się do plaży. Rocznie na świecie dochodzi do 150 mln poparzeń. Czy to koniec problemu?

Rocznie dochodzi na świecie do około 150 mln poparzeń przez meduzy. Hiszpańscy inżynierowie proponują rozwiązanie, które brzmi jak science fiction: pływającą boję, która polem elektromagnetycznym unieruchamia parzydełkowce, zanim dotrą do kąpieliska.
Jak pole elektromagnetyczne zatrzymuje meduzę
→ Czytaj też: Zamrozili światłowód do -196°C. Efekt może zmienić komputery na zawsze
Urządzenie opracowali badacze z Universitat Politècnica de València oraz Uniwersytetu w Alicante. Sekret tkwi w sposobie poruszania się meduz. Zwierzęta przemieszczają się dzięki pulsowaniu — kurcząc dzwon, wypychają wodę i napędzają się do przodu.
Boja emituje pola elektromagnetyczne, które zaburzają ten mechanizm. „Generując pola elektromagnetyczne, można zmniejszyć liczbę pulsacji meduz, a nawet je sparaliżować, ograniczając ich zdolność ruchu i utrzymywania pozycji” — tłumaczy Jaime Lloret, koordynator zespołu z instytutu badawczego UPV zajmującego się zintegrowanym zarządzaniem strefą brzegową.
Efekt jest odwracalny. Gdy prąd wyniesie meduzę poza zasięg pola, zwierzę odzyskuje pełną sprawność. „System jest całkowicie nieszkodliwy i po opuszczeniu zasięgu urządzenia meduzy mogą poruszać się normalnie” — dodaje César Bordehore, koordynator naukowy Laboratorium Badań Morskich Uniwersytetu w Alicante.
Jak zbudowana jest boja
→ Czytaj też: Most z drukarki 3D w 20 godzin. MIT tnie beton o 76% i zmienia budownictwo
Każde urządzenie składa się z trzech elementów:
- pływającej boi z nadajnikami elektronicznymi i zasilaniem;
- obciążonego łańcucha zakotwiczonego na dnie, który stabilizuje układ;
- zanurzonych cewek rozmieszczonych na różnych głębokościach, emitujących pola w całej kolumnie wody.
Po aktywacji boja tworzy wirtualną barierę o długości od 200 do 300 metrów, sięgającą w dół wzdłuż łańcucha. W odróżnieniu od fizycznych siatek, które oddziałują na wszystkie zwierzęta, urządzenie celuje wyłącznie w meduzy. Zasila je czysta energia — panele słoneczne i mechanizmy pozyskujące energię fal, bez kabli i paliwa.
Boja mierzy też temperaturę, mętność, poziom chlorofilu i tlenu. Konstrukcja jest modułowa: łącząc kilka urządzeń, można stworzyć dłuższą zaporę, a układając więcej cewek — powiększyć zasięg pola.
Haczyk, którego nie da się obejść samą technologią
Pozostaje jeden zasadniczy problem. Meduzy to także bierni dryfterzy — często niesione ku brzegowi przez silne prądy morskie. Urządzenie działa wyłącznie na ich dobrowolny, pulsujący ruch. Gdy zwierzę przemieszcza się z prądem, boja jest bezradna.
Fale poniosą sparaliżowane ciała na brzeg. A nawet martwe meduzy potrafią parzyć. Badacze pośrednio przyznają się do tego ograniczenia, zalecając rozwiązanie hybrydowe: połączenie boi z klasycznymi siatkami na najbardziej zatłoczonych plażach turystycznych.
Nie tylko plaże
Autorzy widzą dla urządzenia szersze zastosowania. Boje mogłyby chronić rury poboru wody w odsalarniach i elektrowniach, które meduzy potrafią zatykać całymi rojami. Przydałyby się także w akwakulturze — do ochrony hodowlanych zagród rybnych przed uszkodzeniami.
Skala problemu jest realna. Większość z 150 mln rocznych poparzeń kończy się jedynie podrażnieniem, ale niektóre gatunki są groźne. Jad australijskiej osy morskiej porównywano do uderzenia biczem zanurzonym w płonącym kwasie — potrafi zabić dorosłego człowieka w ciągu dwóch minut.
Projekt pozostaje na etapie prototypu. Wszystkie udane testy paraliżu przeprowadzono dotąd wyłącznie w kontrolowanych akwariach. Zespół szuka teraz partnerów komercyjnych gotowych sfinansować i zbudować pierwsze jednostki działające w otwartym morzu. Czy pole elektromagnetyczne rzeczywiście oczyści kąpieliska — pokażą dopiero próby w wodach oceanu.


