Boty zbierają dace naukowe. Czy otwartość nauki staje się jej największym zagrożeniem?
Ponad 90% otwartych repozytoriów naukowych pada ofiarą botów. Czy dzielenie się danymi, fundament odkryć, obraca się przeciwko nauce?
Czy otwierając swoje dane, nauka nieopatrznie otworzyła puszkę Pandory? Dla pokoleń badaczy dzielenie się wynikami było świętością — fundamentem postępu. Dziś maszyny czyhają na te skarby. Jak donosi „Nature”, boty drążą otwarte repozytoria w tempie, którego nie nadążamy kontrolować: ponad 90% instytucji zrzeszonych w Confederation of Open Access Repositories doświadcza regularnego skanowania przez automatyczne programy. Czy fundament wiarygodnej nauki — otwartość — staje się jej największym zagrożeniem?
Dane na wagę odkryć — i na pastwę botów
→ Czytaj też: Humanoidalny robot asystuje przy operacji. Badanie na żywych tkankach ujawnia, co już potrafi
Idea open data jest prosta: im więcej oczu patrzy na surowe wyniki, tym szybciej znajdziemy lek na raka czy trop zmian klimatu. I przez lata to działało. Dziś jednak, gdy modele językowe potrafią połykać całe bazy danych w godzinę, krajobraz się zmienia. Andrea Howard, psycholog z Carleton University w Ottawie, nie ma wątpliwości: „To całkiem poważny problem, nad którym każdy powinien się zastanowić — niezależnie, czy jest za AI, czy przeciw”.
Co gorsza, boty nie tylko gromadzą dane do trenowania kolejnych modeli. Coraz częściej analizują je i łączą, by wypluwać nowe artykuły naukowe — szybciej, niż człowiek zdążyłby przeczytać abstrakt. To właśnie nazywa się AI slopem: rzekomymi badaniami, które nie przeszły ludzkiej weryfikacji, ale zaśmiecają literaturę. Miri Forbes, psychometria z Macquarie University, oddaje sedno: „Zakres i szybkość, z jaką zautomatyzowane potoki potrafią wyczerpać pytania badawcze, na które dany zbiór może odpowiedzieć, to ogromna zmiana. Zmniejsza to przestrzeń dla prawdziwych naukowców.”
Między dobrem a naruszeniem prywatności
→ Czytaj też: Zarejestrowali, jak pęka dno oceanu. „Nie śniliśmy o takim wydarzeniu”
Zwolennicy otwartości, zwłaszcza w medycynie, wskazują na potencjał: automatyczne skanowanie może przyspieszyć identyfikację nowych celów dla leków. To argument. Jest jednak druga strona medalu. Boty nie rozróżniają danych wrażliwych. Usuwanie danych pacjentów z publicznych zbiorów bywa niedoskonałe, a algorytmy potrafią ponownie identyfikować osoby na podstawie pozornie anonimowych informacji.
Presja na publikowanie otwartych danych jest ogromna — grantodawcy, tacy jak Komisja Europejska czy NIH, wręcz wymagają udostępniania wyników. Badanie opublikowane w czerwcu 2025 r. przez Confederation of Open Access Repositories ujawnia, że część placówek widzi abnormalnie wysoką aktywność botów przynajmniej raz w tygodniu. Aż 90% respondentów raportuje jakąś formę skanowania.
Naukowcy zaczynają więc zadawać niewygodne pytanie: czy każde dane powinny być otwarte od razu, czy może lepiej wprowadzić opóźnienie, zanim trafią w ręce algorytmów? Nie chodzi o zamknięcie nauki, ale o nowy system reguł dla maszyn. Bez tego — ostrzegają Howard i Forbes — ryzykujemy utonięcie w błocie slopu, a prawdziwe odkrycia zostaną zagłuszone przez stertę artykułów napisanych przez AI.
Jak badacze mogą się bronić?
Rozwiązania są techniczne i organizacyjne. Część repozytoriów wprowadza systemy CAPTCHA dla botów, inne stawiają na tzw. API z kluczami dostępu — zamiast otwartej strony, dane udostępniane są przez interfejs programistyczny, co pozwala monitorować, kto i w jakim tempie pobiera dane. Coraz głośniej mówi się też o embargach czasowych: okresie ochronnym, w którym tylko ludzie-badacze mogą przeglądać świeże wyniki. To trudny kompromis, bo opóźnia szeroką współpracę.
Howard zaznacza, że kluczowa jest edukacja i zmiana kultury: badacze muszą zdawać sobie sprawę, że wrzucenie pliku do sieci nie jest końcem, ale początkiem wyścigu z botami. Miri Forbes uzupełnia: „Automatyczne potoki potrafią w kilka dni wyeksploatować cały zestaw danych, który my planowaliśmy analizować przez lata. To zmienia reguły gry.”
Musimy więc odpowiedzieć sobie na pytanie: czy chcemy, by AI korzystało z dorobku nauki bez ograniczeń, póki nie zaleje nas fala bezwartościowych treści? A może nadszedł czas, by maszyny prosiły o pozwolenie, tak jak robią to ludzie? Otwartość jest święta, ale i krucha. Bez mądrych zabezpieczeń może zostać zniszczona przez tych, którzy mieli jej służyć.


