Centra danych popłyną w ocean. Energia fal ma zasilić chmurę bez konfliktów z ludźmi
Amerykański startup Panthalassa zebrał 140 mln dolarów na autonomiczne centra danych pływające po Pacyfiku i zasilane ruchem fal. Pierwszy test ma ruszyć jeszcze w 2026 roku.

Centra danych zżerają coraz więcej prądu i wody, a kolejne inwestycje budzą opór mieszkańców. Amerykański startup proponuje wyjście z tego klinczu — wypłynięcie na pełne morze.
140 milionów dolarów na chmurę z dala od lądu
→ Czytaj też: Oceaniczny efekt motyla: nawet kilkucentymetrowe wiry zmieniają klimat w ciągu dekady
Firma Panthalassa pozyskała 140 mln dolarów na rozwój autonomicznych centrów danych działających na oceanie i zasilanych energią fal. Pieniądze mają przyspieszyć budowę platform oraz przygotować przedsiębiorstwo do produkcji na większą skalę.
W planach jest nowe centrum montażowe w rejonie Portland w stanie Oregon. Jednostki powstają z blachy stalowej w nadmorskich zakładach, co — według firmy — ma ułatwić seryjne wytwarzanie. Po odholowaniu na pełne morze platformy działają samodzielnie.
Kluczowym sprawdzianem ma być pilotażowe data center uruchamiane na otwartym Pacyfiku. Test zweryfikuje, czy energia z fal wystarczy do zasilania zaawansowanych systemów obliczeniowych.
Jak to ma działać?
→ Czytaj też: Gdy leje jak w tropikach, rekiny podpływają bliżej. Zmiany klimatu zwiększają ryzyko ataków?
Prąd wytwarzają mechanizmy zamieniające ruch fal na energię elektryczną, zużywaną od razu na miejscu. Środowisko morskie daje też naturalną przewagę: łatwiejsze odprowadzanie ciepła. Dzięki temu ograniczana ma być potrzeba czerpania wody pitnej z lądu do chłodzenia sprzętu IT.
Łączność z klientami na lądzie ma zapewnić sieć satelitów na niskiej orbicie. To one przesyłają dane i polecenia między platformami a odbiorcami. W skrócie cała architektura opiera się na trzech filarach:
- autonomiczne platformy stalowe pracujące z dala od zabudowy,
- zasilanie wyłącznie z energii fal, bez podłączenia do krajowej sieci,
- komunikacja przez satelity, eliminująca potrzebę kabli podmorskich.
Panthalassa podkreśla, że sprawdzanie technologii trwa od kilku lat. W 2021 i 2024 roku prowadzono próby prototypów Ocean-1, Ocean-2 oraz Wavehopper. Pozwoliły one dopracować zarówno pozyskiwanie energii, jak i autonomiczną nawigację.
Dlaczego ocean zamiast lądu?
Tradycyjne centra danych coraz częściej budzą sprzeciw lokalnych społeczności. Mieszkańcy wskazują na wzrost kosztów energii, hałas i ogromne zużycie wody. W wersji morskiej te napięcia mają być mniejsze, bo platformy pracują z dala od ludzi.
Inwestorzy widzą w tym sposób na rozproszenie rosnącego zapotrzebowania na prąd dla infrastruktury IT — bez dokładania obciążenia sieciom energetycznym. Przenoszenie mocy obliczeniowych na ocean ma być jedną z realnych dróg rozwoju globalnej infrastruktury, która rzadziej wchodzi w konflikt z interesami okolicznych miejscowości.
Szef Panthalassy Garth Sheldon-Coulson ocenił, że firma zbudowała technologię wykorzystującą „najbogatsze energetycznie falowe regiony na Ziemi”. Według niego przedsiębiorstwo jest gotowe dostarczać czystą energię oraz rozwijać flotę i zaplecze produkcyjne.
Co dalej?
Zapowiadany na najbliższe miesiące pilotaż Ocean-3 ma potwierdzić możliwości obliczeniowe systemu. Jednocześnie ma otworzyć drogę do szerszej produkcji i komercjalizacji planowanej od 2027 roku.
Pytań pozostaje wiele. Czy fale dostarczą stabilnego prądu przez całą dobę? Jak platformy poradzą sobie ze sztormami, korozją słonej wody i serwisem setek kilometrów od brzegu? Odpowiedzi przyniesie dopiero próba na otwartym Pacyfiku. Jeśli się powiedzie, ocean może stać się nie tylko źródłem energii, lecz także miejscem, gdzie fizycznie zamieszka część cyfrowej chmury.


