Przejdź do treści
Fizyka

Chińska bateria jądrowa działa tysiące lat bez ładowania. Jest bezpieczna

Naukowcy z Chin zaprezentowali prototyp Tianshu – baterię, która wykorzystuje rozpad radioaktywny do produkcji prądu. Może zasilać implanty medyczne i czujniki przez setki lat bez wymiany.

3 min read
Chińska bateria jądrowa działa tysiące lat bez ładowania. Jest bezpieczna
Czy ta maleńka bateria naprawdę może działać bez ładowania przez 1000 lat?

Chińscy inżynierowie pokazali baterię, która nie potrzebuje ładowarki, wymiany ani kabli – i może zasilać urządzenia przez tysiące lat. Prototyp o nazwie Tianshu wykorzystuje energię rozpadu radioaktywnego, ale jest tak bezpieczny, że naukowcy chcą go stosować nawet wewnątrz ludzkiego ciała.

Jak to jest możliwe? Radioaktywna bateria w kieszeni

Czytaj też: Największy otwarty model AI ma 2,8 biliona parametrów. Chiny rzucają wyzwanie USA

Bateria wykorzystuje technologię betawoltaiczną. W jej wnętrzu znajduje się cienka warstwa izotopu niklu-63, który emituje niskoenergetyczne cząstki beta. Te elektrony trafiają na półprzewodnik wykonany z diamentu, gdzie zostają zamienione na prąd elektryczny. Diament, jako wyjątkowo odporny i wydajny materiał, sprawia, że ogniwo działa stabilnie przez tysiąclecia – okres połowicznego rozpadu niklu-63 wynosi ponad sto lat, a po jego upływie bateria nadal generuje energię, tylko wolniej. „To jak powolny, ale nieprzerwany ogień” – mówią badacze. W praktyce oznacza to, że pojedyncze ogniwo może zasilać mikroczujnik przez 1000 lat bez utraty mocy.

Bateria betawoltaiczna może w przyszłości zasilać implanty medyczne, eliminując potrzebę operacji wymiany.
Bateria betawoltaiczna może w przyszłości zasilać implanty medyczne, eliminując potrzebę operacji wymiany.

Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu – czy promieniowanie nie szkodzi?

Czytaj też: Chińscy fizycy zapisali dane na jednym elektronie. Jak to możliwe?

Na myśl o „jądrowej baterii” wiele osób wyobraża sobie mały reaktor. Ale technologia betawoltaiczna działa zupełnie inaczej. Cząstki beta, które emituje nikiel-63, są tak słabe, że zatrzymuje je kartka papieru lub kilka centymetrów powietrza. W obudowie baterii zastosowano dodatkową warstwę osłonową, która całkowicie blokuje promieniowanie – urządzenie nie stanowi żadnego zagrożenia nawet przy długotrwałym kontakcie ze skórą. Dlatego chińska firma Qianjiyuan już teraz myśli o wszczepialnych implantach medycznych: rozrusznikach serca, pompach insulinowych czy neurostymulatorach. Dziś pacjenci z takimi urządzeniami muszą co kilka lat przechodzić operację wymiany baterii. Tianshu mogłaby rozwiązać ten problem na całe życie.

W leśnictwie takie ogniwa mogą monitorować wilgotność i temperaturę przez dziesięciolecia.
W leśnictwie takie ogniwa mogą monitorować wilgotność i temperaturę przez dziesięciolecia.

Do czego jeszcze może się przydać? Internet Rzeczy i trudno dostępne miejsca

Zasięg baterii betawoltaicznych wykracza poza medycynę. Dzięki miniaturowym rozmiarom i zerowym kosztom utrzymania ogniwa znalazłyby zastosowanie w milionach czujników Internetu Rzeczy – od monitoringu mostów i zapór, przez systemy wczesnego ostrzegania w lasach, po urządzenia rolnicze rozsiane po polach. Wszędzie tam, gdzie doprowadzenie zasilania jest niemożliwe, a wymiana zwykłych baterii po prostu za droga lub niebezpieczna. Chińskie ogniwo ma też szansę trafić do sektora kosmicznego: satelity, sondy i łaziki mogłyby pracować przez dziesiątki lat bez ryzyka awarii źródła prądu.

Kiedy kupimy je w sklepie? Na razie tylko prototyp

Według informacji serwisu chip.pl, firma Qianjiyuan zaprezentowała prototyp Tianshu i zapowiada masową produkcję pierwszych baterii w 2028 roku. Trzeba jednak pamiętać, że obecna wersja dostarcza zaledwie mikrowaty mocy – to za mało, by zasilić współczesny smartfon, który potrzebuje kilku watów. Równolegle trwają prace nad zwiększeniem gęstości energii, co w przyszłości może otworzyć drogę do dłużej działających laptopów czy nawet samochodów elektrycznych. Na razie jednak Tianshu pozostaje technologią dla wąskiej grupy urządzeń. „To krok, który zmienia nasze myślenie o zasilaniu” – powiedział przedstawiciel firmy na konferencji prasowej.

Co to oznacza dla zwykłego człowieka?

Wizja baterii, która przeżyje kilkanaście pokoleń, brzmi jak science fiction. Ale za kilka lat możesz spotkać ją w rozruszniku swojej babci, w czujniku dymu na suficie czy w oponie samochodu, która sama z siebie wyśle alert o zbyt niskim ciśnieniu. Najważniejsze, że chiński prototyp udowadnia jedno: energię można czerpać z procesów, które do tej pory kojarzyliśmy wyłącznie z groźnym promieniowaniem. A jeśli uda się podnieść moc – może nadejść dzień, w którym zapomnimy, gdzie odłożyliśmy ładowarkę.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje