Chleb faraona i mumia z Baltimore. Archeologia, którą można poczuć
Sam Kean, autor książki „Dinner with King Tut”, udowadnia, że archeologia to nie tylko praca z pędzelkiem. Dzięki eksperymentom z mumifikacją, pieczeniem chleba faraona i krzesaniem kamieni odkrywa, jak naprawdę wyglądało życie w starożytności.

Jak smakuje mumia? I co ma wspólnego z chlebem, który jadł faraon? Książka Sama Keana „Dinner with King Tut” zabiera czytelnika w podróż pełną zapachów, smaków i dźwięków starożytności — i udowadnia, że archeologia to nie tylko praca z pędzelkiem w pyle.
Archeologia, której można dotknąć
→ Czytaj też: Nowe grobowce w Sakkarze ujawniają związki Egiptu z Bliskim Wschodem
Większość z nas wyobraża sobie archeologa jako postać pochyloną nad wykopem, z pędzelkiem w dłoni. Sam Kean, autor książki „Dinner with King Tut: How Rogue Archaeologists Are Re-creating the Sights, Sounds, Smells, and Tastes of Lost Civilizations” (Little, Brown and Co., 2025), przyznaje, że sam tak myślał. „Za każdym razem, gdy odwiedzałem prawdziwe stanowisko archeologiczne, wydawało mi się to najnudniejszą pracą, jaką można sobie wyobrazić” — mówi w rozmowie z Live Science.
Kean znalazł jednak inną ścieżkę: archeologię eksperymentalną. Zamiast oglądać skorupy przez lupę, postanowił je tworzyć. W ramach pracy nad książką uczył się krzesać kamienne narzędzia jak wczesny Homo sapiens, zaplatał fryzury godne rzymskiej matrony, tatuował starożytnymi narzędziami, grał w aztecką grę w piłkę — i piekł chleb na zakwasie, jaki mógł jeść sam Tutanchamon.
Mumifikacja na nowo: czego nie wiedzieliśmy o Egipcie
→ Czytaj też: Egipskie księżniczki-wojowniczki. Nowe badania ujawniają, że władały bronią jak mężczyźni
Najbardziej kontrowersyjny eksperyment opisany w książce dotyczy mumifikacji. W latach 90. XX wieku egiptolog Bob Brier oraz Ronn Wade, szef stanowego biura anatomii w Maryland, postanowili odtworzyć proces mumifikacji na prawdziwym ludzkim ciele. Dawcą był 76-letni mężczyzna z Baltimore, który zmarł na atak serca. Naukowcy sprowadzili z Egiptu naturalny natron, wykonali repliki starożytnych narzędzi i krok po kroku przeszli przez wszystkie znane etapy mumifikacji.
Eksperyment wzbudził kontrowersje. „Niektórzy nazywali to ohydnym” — przyznaje Kean. Jednak przyniósł też konkretne wnioski. Okazało się, że miedziane ostrza, które archeolodzy znajdowali przy mumiach, nie nadawały się do cięcia. „Nie mogli przeciąć skóry i mięśni brzucha” — opowiada Kean. Znacznie lepiej sprawdziły się ostrza z obsydianu, czyli wulkanicznego szkła. To odkrycie byłoby niemożliwe bez praktycznego testu.
Co więcej, naukowcy zaobserwowali, że charakterystyczny wygląd mumii — cofnięte zęby, rzadkie włosy, napięte czoło — pojawia się już po pięciu tygodniach od zabalsamowania. To dowód, że nie tysiące lat w suchym klimacie, ale sam proces mumifikacji nadaje ciału ten rozpoznawalny wygląd.
Smak i zapach starożytności
Kean nie ogranicza się do dotyku i wzroku. W książce opisuje, jak pachniało w starożytnym Rzymie, jak smakował chleb faraona i jak brzmiała katapulta miotająca kamienie. „Ciągnięcie za spust tej katapulty było jak ożywienie majestatycznego smoka” — wspomina. Jego celem jest pokazanie, że przeszłość to nie tylko zbiór dat i artefaktów, ale przede wszystkim świat pełen bodźców.
Książka, która trafiła do finału nagrody PEN/E.O. Wilson Literary Science Writing Award w 2026 roku i została uznana przez The New Yorker za jedną z najlepszych książek 2025 roku, pokazuje, że archeologia może być dziedziną niezwykle zmysłową. „Archeologia eksperymentalna wydawała mi się o wiele bardziej żywa, bogata w bodźce” — zauważa Kean. „Można poczuć zapach przeszłości”.
Dlaczego to ważne?
Eksperymenty opisane przez Keana dowodzą, że rekonstrukcja dawnych technik to nie tylko zabawa. To metoda naukowa, która pozwala weryfikować hipotezy. Gdyby Brier i Wade nie spróbowali sami mumifikować ciała, wciąż moglibyśmy sądzić, że miedziane noże były podstawowym narzędziem egipskich balsamistów. Dzięki praktyce wiemy, że prawda była inna.
Archeologia eksperymentalna uczy nas pokory wobec dawnych mistrzów. I, jak dodaje Kean, pozwala na chwilę przenieść się w czasie — nawet jeśli kończy się to nieudanym chlebem lub obtartymi dłońmi.


