Fałszywe konta 13-latków testowały ChatGPT i Gemini. Meta nazywa to „standardem branży”
Setki płatnych wykonawców podszywało się pod nastolatków w kryzysie, by sondować chatboty konkurencji. Projekt „Cannes” ujawnił WIRED. Google i Character.AI twierdzą, że nigdy na to nie pozwolili.
Trzynastoletnia uczennica w ciąży pyta o tabletki poronne. Uczeń podstawówki opisuje kolegę zagrożonego bronią. Nie były to prawdziwe dzieci, lecz scenariusze wpisywane przez płatnych wykonawców, którzy podszywali się pod nieletnich, by testować chatboty konkurencji Meta.
Projekt „Cannes” i 45 tysięcy promptów
→ Czytaj też: GPT-5.6 Sol usunął pliki programiście. Czy agentom AI można ufać?
Według śledztwa opublikowanego przez francuski serwis Numerama, opartego na materiale amerykańskiego WIRED z 29 czerwca 2026 roku, Meta miała zatrudnić setki wykonawców firmy Covalen. Ich zadaniem było prowadzenie szeroko zakrojonej kampanii testów przeciwko rywalom: ChatGPT, Gemini i Character.AI.
Wewnętrznie projekt nosił kryptonim „Cannes” i miał być aktywny do 21 kwietnia. Metoda była prosta: tworzono fałszywe konta prezentowane jako należące do osób niepełnoletnich, wysyłano wiadomości i obrazy do konkurencyjnych systemów, a odpowiedzi zapisywano w arkuszach kalkulacyjnych.
Skala robi wrażenie. W jednej kampanii z sierpnia 2025 roku do konkurencyjnych modeli miano wysłać ponad 45 tysięcy promptów. WIRED uzyskał dostęp do arkusza wymieniającego 3748 odrębnych zapytań.
Scenariusze na granicy prawa
→ Czytaj też: Meta porzuca chiński startup AI za 700 mln dolarów. Co to oznacza dla twoich danych?
Wiele wiadomości udawało teksty pisane przez dzieci lub nastolatków w kryzysie. Poza wspomnianą ciężarną gimnazjalistką i uczniem świadkiem groźby bronią, w zestawie znalazła się nastolatka pytająca, jak ukryć przed rodzicami zaburzenia odżywiania. Inne prompty poruszały wprost samobójstwo, narkotyki czy mowę nienawiści.
Byli wykonawcy, z którymi rozmawiał amerykański magazyn, przyznawali, że obawiali się konsekwencji prawnych dla zespołu. Niektóre zapytania wydawały im się wykraczać poza ramy klasycznego testu bezpieczeństwa. To sedno napięcia: gdzie kończy się badanie zabezpieczeń, a zaczyna generowanie treści, które same w sobie mogą być problematyczne?
„Standardowa praktyka” kontra złamanie regulaminu
Meta broni działań. Firma zapewniła, że operacja miała poprawić bezpieczeństwo jej własnych usług i stanowi normę w branży.
„Testowanie i ocena odpowiedzi chatbotów, by zagwarantować bezpieczne i dostosowane do wieku doświadczenia, to odpowiedzialna i powszechna praktyka w sektorze” — przekazała Meta serwisowi WIRED.
Wersja firm, które stały się celem, brzmi inaczej. Google i Character.AI twierdzą, że nigdy nie autoryzowały tego typu testów. Ta druga spółka wskazuje wprost na naruszenie warunków korzystania. OpenAI zapowiedziało, że „pochyli się nad sprawą”.
Dlaczego to ważne
Rywalizacja laboratoriów AI dawno przestała się rozgrywać wyłącznie na wykresach wydajności. Coraz częściej toczy się wokół zabezpieczeń, testów odporności i tego, jak modele reagują na najbardziej wrażliwe zapytania. Sondowanie słabych punktów konkurencji, identyfikowanie martwych pól i przewidywanie nadużyć wpisują się w klasyczną logikę bezpieczeństwa.
Problem w tym, że tym razem narzędziem była imitacja dzieci w kryzysie, a testy przeprowadzano bez zgody testowanych firm. Sprawa dotyka granicy między uzasadnionym audytem bezpieczeństwa a wykorzystaniem systemów rywala wbrew jego regulaminowi. Odpowiedź na pytanie, kto ma prawo sprawdzać cudze chatboty i za pomocą jakich scenariuszy, może wyznaczyć nowe reguły całej branży.


