Gdy leje jak w tropikach, rekiny podpływają bliżej. Zmiany klimatu zwiększają ryzyko ataków?
Gwałtowne ulewy biją rekordy, a w ślad za nimi pojawiają się rekiny. Naukowcy sprawdzają, czy zmiany klimatu zwiększają ryzyko spotkania z drapieżnikiem u wybrzeży – i co możemy z tym zrobić.
Styczeń 2026 roku, wschodnie wybrzeże Australii. W ciągu 48 godzin rekordowe ulewy zalewają Sydney, a cztery osoby zostają pogryzione przez rekiny. 12-letni chłopiec ginie. Przypadek? Coraz więcej badań sugeruje, że nie – i stawia przed nami niewygodne pytanie: czy zmiany klimatu spowodują, że ataki rekinów staną się częstsze?
Chemia deszczu i mętna woda
→ Czytaj też: Upadek czterech cywilizacji w jednym momencie. Archeolodzy rozwiązali zagadkę epoki brązu
Mechanizm jest zaskakująco prosty, choć jego konsekwencje bywają dramatyczne. Gwałtowne opady deszczu – takie, które biją rekordy i zdarzają się coraz częściej – spłukują do oceanu ścieki, nawozy i inne odpady organiczne. Ta nagła dostawa substancji odżywczych wywołuje błyskawiczny zakwit życia: najpierw fitoplanktonu, potem zooplanktonu, a w końcu małych ryb, które przyciągają większych drapieżników.
– Możliwe, że z powodu deszczu rekiny były wtedy bardziej skoncentrowane w jednym miejscu – komentuje w rozmowie z Scientific American Charlie Huveneers, dyrektor Marine and Coastal Research Consortium na Uniwersytecie Flindersa, odnosząc się właśnie do styczniowej tragedii. Efekt potęguje spływ osadów: woda staje się mętna, widoczność spada do minimum, a rekiny – które i tak nie słyną z doskonałego wzroku – zaczynają mylić sylwetkę pływaka z foką lub dużą rybą. Wcześniejsze analizy potwierdzają tę zależność, wskazując, że ukąszenia rekinów tygrysich są częstsze właśnie po intensywnych opadach.
Gorętsza planeta, więcej spotkań z drapieżnikiem
→ Czytaj też: Zaginione Miasto pod Atlantykiem. Naukowcy przewiercili się do systemu, który je zasila
To jednak nie koniec łańcucha przyczynowo-skutkowego. Ocieplający się ocean wypycha rekiny w nowe rejony. W 2022 roku badanie opublikowane przez Neila Hammerschlaga, dyrektora Shark Research Foundation, śledzące ruchy rekinów tygrysich u wschodnich wybrzeży USA, ujawniło wyraźny trend: w ciągu dekady populacja tych drapieżników przesunęła się znacząco na północ. Wody, które kiedyś były zbyt zimne, dziś stają się dla nich dostępne.
Co więcej, rekordowe temperatury powietrza powodują, że ludzie tłumniej szukają ochłody w morzu. Nakładają się na siebie dwa zjawiska: więcej rekinów w nowych miejscach i więcej plażowiczów w wodzie. – Wszystko sprowadza się do nakładania się obecności ludzi i rekinów – podkreśla Huveneers. Już dziś 60% światowych ataków rekinów odnotowuje się w Stanach Zjednoczonych. Jeśli prognozy meteorologów się potwierdzą, statystyka ta może zacząć dotyczyć jeszcze większej liczby regionów.
John Nielsen-Gammon, meteorolog z Texas A&M University, przypomina o podstawowym prawie fizyki: – Cieplejsza atmosfera może pomieścić więcej pary wodnej. A więcej pary wodnej oznacza bardziej ekstremalne opady. Z kolei bardziej ekstremalne opady to gwałtowniejszy spływ do oceanu. Samonapędzająca się pętla, w której każdy kolejny element zwiększa ryzyko spotkania z rekinem.
Czy naprawdę mamy się czego bać?
Mimo niepokojących sygnałów naukowcy studzą emocje. Catherine Macdonald, dyrektorka Shark Research and Conservation Program na Uniwersytecie Miami, zwraca uwagę, że wciąż zbyt mało wiemy o tym, co konkretnie prowokuje rekina do ataku. Różne gatunki – a nawet różne osobniki w obrębie tego samego gatunku – reagują odmiennie na te same zmiany środowiskowe. Wzrost temperatury wody może jedne rekiny przyciągać bliżej brzegu, a inne wypychać na głębsze wody.
Słodka woda z ulewnych deszczów obniża zasolenie przybrzeżnych wód, co dla wielu gatunków stanowi barierę fizjologiczną. Związek między opadami a ukąszeniami nie jest więc prosty ani liniowy. – Każdy warunek środowiskowy, który zwiększa nakładanie się obecności ludzi i rekinów, zwiększy szansę na interakcję – tłumaczy Hammerschlag, ale zaznacza przy tym suchą statystykę: ryzyko, że skończysz jako liczba w policyjnym raporcie, jest mniejsze niż prawdopodobieństwo śmierci od uderzenia pioruna.
Co dalej z naszymi plażami?
Wiedza o tym, jak zmiany klimatu kształtują zachowanie rekinów, przestaje być już tylko akademicką ciekawostką – staje się elementem zarządzania ryzykiem na wybrzeżach. Hammerschlag zaleca, by plażowicze stawali się „shark smart”: unikali kąpieli o świcie i zmierzchu, gdy rekiny są najbardziej aktywne, trzymali się z dala od ujść rzek po intensywnych deszczach i zwracali uwagę na lokalne ostrzeżenia.
Dla władz lokalnych to sygnał, by włączyć dane o trendach pogodowych i migracjach morskich drapieżników do systemów wczesnego ostrzegania. Nie chodzi o wywoływanie paniki – spotkania z rekinami pozostają ekstremalnie rzadkie – ale o dostosowanie się do nowej rzeczywistości, w której granica między lądem a coraz cieplejszym i bardziej burzliwym oceanem staje się coraz mniej przewidywalna. Planeta nie pyta nas o zdanie; zmienia reguły gry, a my musimy nauczyć się w nią grać.


