Hodowla owadów miała uratować klimat. Nowy raport ujawnia, że nie zawsze jest lepsza od mięsa
Przemysłowa hodowla owadów na żywność nie jest aż tak ekologiczna, jak sądzono dotychczas. W niektórych systemach emisje z nią związane zbliżają się do tych generowanych przez produkcję mięsa. Czy owady rzeczywiście zastępują krowy, czy tylko je dokarmiają?

Przez lata powtarzano nam, że owady to białko przyszłości – ekologiczne, oszczędne i ratujące klimat przed katastrofą napędzaną przez przemysłową hodowlę bydła. Co jednak, gdyby się okazało, że w niektórych przypadkach talerz larw wcale nie jest tak zielony, jak obiecywano? Nowy raport Stockholm Environment Institute podważa fundamenty tego entuzjazmu, pokazując, że ślad węglowy owadziej farmy może zbliżyć się do emisji generowanych przez chów świń.
Od 3 do 35 kilogramów CO₂. Skąd ten rozstrzał?
→ Czytaj też: Gdy leje jak w tropikach, rekiny podpływają bliżej. Zmiany klimatu zwiększają ryzyko ataków?
Zespół naukowców przeanalizował dostępne dane dotyczące wpływu środowiskowego hodowli owadów w Europie i Ameryce Północnej. Wnioski są dalekie od jednoznacznych. W zależności od systemu produkcji emisje mogą wynosić od około 3 do nawet 35,5 kg CO₂ na kilogram wyprodukowanego białka. Dla porównania, drób wiąże się z emisjami na poziomie 18–36 kg CO₂, a wieprzowina 21–53 kg CO₂. W najlepszych warunkach owady wypadają więc korzystnie. W tych mniej efektywnych ich przewaga po prostu znika.
„Korzyści środowiskowe zależą od tego, w jaki sposób produkuje się owady i co dokładnie zastępują one w diecie” – zaznaczył Camilo Garzón, jeden z autorów raportu. Kluczowym czynnikiem okazuje się lokalizacja. Najwyższe emisje generuje hodowla w chłodniejszych regionach świata, gdzie konieczne jest stałe ogrzewanie obiektów gospodarczych. Dodatkowym minusem jest to, że w Europie i Ameryce Północnej energia odnawialna nadal ma bardzo niewielki udział w zasilaniu tego typu instalacji.
Zamiast zastąpić mięso, wspiera jego produkcję
→ Czytaj też: Fizycy chcą zgasić El Niño, zasłaniając Słońce nad Pacyfikiem. Symulacje mówią: to działa
To jednak nie koniec rozczarowań. Hodowla owadów bywa promowana jako sposób na ograniczenie konsumpcji mięsa. W praktyce znaczna większość produkcji trafia nie do ludzi, lecz do pasz dla zwierząt gospodarskich oraz ryb. Oznacza to, że zamiast wypierać hodowlę krów czy świń, sektor pośrednio ją wspiera.
„Jeśli owady są wykorzystywane głównie jako pasza dla innych zwierząt, wcale nie prowadzi to do spadku konsumpcji mięsa. Decydenci powinni więc zadać sobie pytanie, czy takie inwestycje rzeczywiście zmieniają system żywnościowy, czy wręcz go utrwalają” – skomentowała współautorka badania Cleo Verkuijl. To mocny cios w marketingową narrację, która przedstawiała owadzie farmy jako bezpośrednią konkurencję dla przemysłowych chlewni.
Rynek, który nie może się przebić
Raport wskazuje też na problem akceptacji konsumenckiej. Rynek produktów z owadów pozostaje ograniczony i trafia do bardzo wąskiej grupy odbiorców. Mimo wieloletniego wsparcia inwestorów i instytucji publicznych, sprzedaż jest niska, co spowalnia rozwój całego sektora. Istnieje ryzyko, że rosnące inwestycje w hodowlę owadów odciągają środki finansowe i uwagę polityków od innych technologii alternatywnego białka, takich jak białko roślinne czy mięso hodowane komórkowo, które mogą mieć większe szanse na masową produkcję.
Autorzy raportu poruszyli również kwestie etyczne. Coraz więcej badań sugeruje, że owady mogą posiadać zdolność odczuwania bólu i reakcji stresowych. To stawia pytanie o moralną akceptowalność ich przemysłowej hodowli na dużą skalę. Wizja miliardów larw przetwarzanych w sterylnych halach przestaje być tylko technicznym wyzwaniem, a staje się dylematem etycznym, którego nie da się dłużej ignorować.
Co dalej z owadzim białkiem?
Wnioski z raportu nie przekreślają całkowicie idei hodowli owadów. Brutalnie weryfikują jednak jej obecny kształt. Kluczem do rzeczywistej redukcji emisji jest przestawienie się na odnawialne źródła energii i wykorzystanie odpadów organicznych jako paszy, zamiast polegania na zbożach. Przede wszystkim jednak branża musi odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czy chce zastępować mięso na talerzach konsumentów, czy jedynie taniej karmić zwierzęta, które i tak trafią pod nóż. Bez tej zmiany akcentów owadzia rewolucja pozostanie jedynie niszą, która generuje więcej marketingowego szumu niż klimatycznych korzyści.


