Jak narysować muzykę? Twórcy komiksów odkrywają, że cisza na kartce gra głośniej niż dźwięk
Komiks nie ma dźwięku. A mimo to potrafi oddać atmosferę albumu Bowiego czy Battiato lepiej niż klip. Twórcy graphic novel tłumaczą, jak to działa.

Komiks nie wydaje żadnego dźwięku. A mimo to potrafi sprawić, że niemal słyszymy gitarę Davida Bowiego albo głos Johnny’ego Casha. Jak to możliwe?
Pustka między kadrami
→ Czytaj też: Pozycja na brzuchu, twarzą do przodu: dlaczego ten elektryczny trójkołowiec ma dawać uczucie latania?
Paradoks jest oczywisty: graphic novel to medium ciche. Nie ma w nim ścieżki dźwiękowej ani melodii. A jednak, jak zauważa włoski Wired, to właśnie komiks stał się jednym z najlepszych nośników opowieści o rocku i jego gwiazdach.
Sekret tkwi w tym, czego na kartce brakuje. Andrea Guglielmino, scenarzysta komiksu o albumie zespołu Timoria, wskazuje na biel między kadrami: „Komiks to jedno z najpotężniejszych mediów, jakie istnieją, dzięki białej przestrzeni między ramkami, w której może się wydarzyć wszystko”. To czytelnik wypełnia tę lukę własną wyobraźnią — i własną muzyką.
Skupić się na tym, czego piosenka nie mówi
→ Czytaj też: Serce resetuje mózg co chwilę. Szybszy puls zmienia twoją rzeczywistość
Brak dźwięku okazuje się atutem. Lorenzo Coltellacci, autor scenariusza komiksu o berlińskim okresie Bowiego, tłumaczy, że cisza pozwala przenieść opowieść gdzie indziej.
„Komiks, właśnie dlatego, że nie ma dźwięku, pozwala skupić narrację na wszystkim, co krąży wokół muzyki i artystów: ich prywatnym, najbardziej intymnym życiu, relacjach, udrękach i myślach”.
Tak powstała jego trylogia — od Joy Division, przez The Cure, aż po Bowiego. Bohaterami nie są dźwięki, lecz dwudziestolatkowie, którzy tworzyli historię muzyki.
Onomatopeje, ikony i gra ze słowami
Nie znaczy to, że twórcy całkowicie rezygnują z dźwięku. Guglielmino przypomina o onomatopejach, które go symulują, oraz o nutach i didaskaliach sugerujących przebieg melodii. Reinhard Kleist, autor komiksów Starman i Low o Bowiem, poszedł jeszcze dalej — przy biografii Casha wplótł teksty piosenek bezpośrednio w narrację, jak krótkie opowiadania.
„To działa tylko wtedy, gdy muzycy są dobrymi narratorami” — zastrzega Kleist. W przypadku Casha wykorzystał słynny koncert w więzieniu Folsom jako element fabuły, by pokazać, że muzyka bywa wielką przygodą.
Drugą bronią jest ikonografia. Kleist sięgał po słynne pozy z okładek Bowiego i Iggy’ego Popa, choć — jak przyznaje — musiał uważać, by nie naruszyć praw autorskich. Mógł czerpać z tych obrazów, nie cytując ich wprost.
Synestezja: gdy ucho i oko się mieszają
Skąd bierze się ta zdolność widzenia dźwięku? Andrea Manfredini, rysownik komiksu o Timorii, opisuje własny umysł niemal jak przypadek synestezji. „Odkąd pamiętam, mój umysł działa poprzez obrazy — myślę o liczbach skojarzonych z kolorem, podobnie z literami”. Ludzie, koncepty, dźwięki — wszystko ma u niego barwę.
Dla rysownika Maurizio Di Bony, autora trzytomowej serii o Franco Battiato, sztuki wizualne i muzyka zawsze grały w berka. „Dźwięki, grafika, rysunek i piosenki zawsze inspirowały się nawzajem, aż zaczęły płynąć jak naczynia połączone”. Jak to się dzieje? „Wyjaśnienie zostawiłbym tym, którzy zajmują się synestezją i być może alchemią między uchem a okiem”.
Może więc komiks o muzyce nie odtwarza dźwięku, lecz coś trudniejszego — wspomnienie i emocję, które ten dźwięk w nas wywołał. A te, jak się okazuje, dają się narysować.


