Kevin Parker z Tame Impala stworzył syntezator, który brzmi jak lata 70
Lider Tame Impala, mistyczny mistrz retro-brzmienia, wziął sprawy w swoje ręce i zaprojektował syntezator, który wygląda i brzmi jak żywcem wyjęty z psychodelicznej dekady. Czy to must-have dla fanów, czy tylko drogi gadżet?

To najbardziej retro syntezator, jaki zobaczysz w tym roku. I nie jest to ani zabytkowy Korg, ani wirtualny instrument na Nintendo. Stoi za nim Kevin Parker, lider Tame Impala – człowiek, który zdefiniował współczesne brzmienie psychodelicznego popu. Maszyna nie tylko wygląda jak eksponat z muzeum muzyki, ale też ma brzmieć jak żywcem wyjęta z lat 70. Pytanie tylko, czy to narzędzie do tworzenia hitów, czy kosztowny gadżet dla kolekcjonerów.
Jak wygląda syntezator od Tame Impala?
→ Czytaj też: Chleb zdradzi obcą cywilizację? Nowa teoria astrobiologów
Sprzęt został zaprojektowany z myslą o maksymalnym retro feelingu. Zamiast nowoczesnych, plastikowych paneli i matryc LED, dostajemy drewniane obudowy, przełączniki vintage i masywne pokrętła. Parker, znany z zamiłowania do analogowego brzmienia, poszedł o krok dalej – syntezator ma być nie tylko instrumentem, ale też obiektem pożądania. „To najbardziej retro syntezator, jaki zobaczysz” – piszą o nim recenzenci. Trudno się temu oprzeć, zwłaszcza gdy patrzy się na szczegóły: filcowe podkładki, chromowane elementy i matowe wykończenie, które przywodzi na myśl lata 70.
Ale wygląd to jedno. Prawdziwa magia dzieje się, gdy podłączysz go do prądu. Brzmienie ma być ciepłe, tłuste i nieprzewidywalne – dokładnie takie, jakie słyszymy na płytach Tame Impala. Parker nie ukrywa, że chciał odtworzyć dźwięk, który go fascynował, gdy zaczynał swoją przygodę z muzyką.

Dla kogo jest ten syntezator?
→ Czytaj też: Czy NASA znalazła już życie na Marsie? Naukowcy: byliśmy zbyt ostrożni
To nie jest instrument dla każdego. Cena z pewnością odstraszy przypadkowych kupujących – mówi się o kwotach rzędu kilku tysięcy dolarów. Jednak dla fanów Tame Impala i kolekcjonerów analogowego sprzętu to może być święty graal. Syntezator ma trafić do sprzedaży w limitowanej serii, co jeszcze bardziej podbije jego wartość. „Odważna maszyna do generowania pomysłów czy kosztowny gadżet? Różnie to bywa” – czytamy w opisie.
Dla muzyków to narzędzie, które może stać się kluczowym elementem ich brzmienia. Dla fanów – przedmiot pożądania i inwestycja. Parker udowadnia, że w erze cyfrowej wciąż jest miejsce na fizyczny, namacalny kontakt z dźwiękiem.

Czy to początek nowego trendu?
Syntezator Parkera wpisuje się w szersze zjawisko powrotu do analogowych brzmień. W dobie, gdy produkcja muzyki opiera się na laptopach i wtyczkach, coraz więcej artystów sięga po prawdziwe, stare instrumenty. Parker poszedł jednak o krok dalej – nie tylko używa vintage sprzętu, ale sam go projektuje. To może być sygnał, że kolejne gwiazdy pójdą w jego ślady, tworząc własne, limitowane serie instrumentów.
Na razie trudno powiedzieć, czy to jednorazowy projekt, czy początek nowej linii produktów. Jedno jest pewne: syntezator Tame Impala to już teraz jeden z najbardziej wyczekiwanych sprzętów muzycznych tego roku. Dla jednych to obiekt westchnień, dla innych – drogi gadżet. Ale jedno można mu przyznać: ma charakter.


