Przejdź do treści
Klimat

Kierowcy elektryków w UK oszczędzają 1100 funtów rocznie. Czy rząd mimo to osłabi cele sprzedaży?

Najnowsza analiza Carbon Brief ujawnia, że posiadacze aut elektrycznych w Wielkiej Brytanii oszczędzają na paliwie krocie. Paradoksalnie, doniesienia z rządu sugerują rychłe poluzowanie wymogów dla producentów. Co stoi za tą sprzecznością?

4 min read
Kierowcy elektryków w UK oszczędzają 1100 funtów rocznie. Czy rząd mimo to osłabi cele sprzedaży?
Czy podłączenie się do gniazdka zdetronizuje wreszcie wszechobecną w tym stuleciu pompę paliwową?

Wyobraźmy sobie technologię tańszą w zakupie od spalinowych odpowiedników, która kosztuje grosze w codziennym użytkowaniu. Wydawałoby się, że jej błyskawiczna dominacja jest przesądzona. A jednak w Wielkiej Brytanii toczy się cichy bój o przyszłość samochodów elektrycznych, gdzie twarde dane ekonomiczne zderzają się z polityczną presją i lobbingiem gigantów motoryzacji. Kluczowe staje się pytanie: czy rząd premiera Keira Starmera ugnie się pod naciskami i osłabi cele sprzedaży, mimo że Brytyjczycy już teraz masowo oszczędzają miliardy funtów na rezygnacji z benzyny?

Spektakularna ekonomia jazdy na prądzie

Czytaj też: 56% taniej. Ten robot sprzątający zmywa podłogę – promocja kończy się dziś o północy

Sceptycyzm wobec elektromobilności często topnieje w zderzeniu z prostą matematyką domowego budżetu. Gruntowna analiza opublikowana przez Carbon Brief nie pozostawia tu złudzeń. Przeciętny brytyjski kierowca w pełni elektrycznego bateryjnego pojazdu (BEV) oszczędza obecnie ponad 1100 funtów rocznie na samych kosztach paliwa w porównaniu z posiadaczem auta benzynowego. Kluczem jest czterokrotnie wyższa efektywność energetyczna napędu elektrycznego, co stało się szczególnie odczuwalne po niedawnym kryzysie irańskim, który wywindował ceny paliw kopalnych.

W skali całego kraju robi się z tego suma astronomiczna. Biorąc pod uwagę wszystkie zarejestrowane na Wyspach pojazdy (ponad 2 miliony „elektryków” bateryjnych, milion hybryd plug-in oraz 100 tysięcy elektrycznych furgonetek), całkowite oszczędności kierowców sięgają oszałamiających 3 miliardów funtów rocznie. Ten ekologiczny tabor pozwala uniknąć spalania blisko 2,5 miliarda litrów paliwa i redukuje emisję dwutlenku węgla o mniej więcej 7 milionów ton każdego roku. To nie futurystyczna wizja – to stan na połowę 2026 roku.

Kluczowa różnica między symbolem a realną oszczędnością

Czytaj też: Most z drukarki 3D w 20 godzin. MIT tnie beton o 76% i zmienia budownictwo

Analiza obnaża też fasadowość niektórych ekologicznych rozwiązań, które przemysł motoryzacyjny chętnie promuje jako „pomostowe technologie”. O ile posiadacze aut w 100% elektrycznych cieszą się trzycyfrowymi oszczędnościami, o tyle użytkownicy hybryd typu plug-in (PHEV) notują korzyści o dwie trzecie niższe. Rzeczywistość jest brutalna: jak wynika z danych, mniej niż jedna trzecia dystansu pokonywanego przez hybrydy plug-in zasilana jest energią z gniazdka, a resztę połyka silnik spalinowy.

Ta dysproporcja fundamentalnie znaczy dla polityki klimatycznej. Brytyjski rząd już w 2023 roku, za czasów konserwatystów, przyznawał w konsultacjach, że istnieją „dramatyczne różnice” między laboratoryjnymi cyklami testowymi PHEV a ich emisyjnością w realnym ruchu drogowym. Mimo to producenci, lobbując za poluzowaniem mandatu ZEV (Zero-Emission Vehicle), który wymaga 80% udziału aut elektrycznych w sprzedaży do 2030 roku, wskazują właśnie na konieczność szerszego uwzględnienia hybryd jako „wypełniaczy” norm. Tyle tylko, że te normy wtedy niewiele znaczą dla klimatu i portfeli obywateli.

Polityczna szarpanina przy kierownicy transformacji

Tu dochodzimy do paradoksu. Gdy korzyści dla konsumentów nigdy nie były bardziej oczywiste, z kręgów rządowych zaczęły wyciekać sygnały o planowanym wycofaniu się z ambitnych progów. Według doniesień BBC, administracja ma rozważać obniżenie celu sprzedaży BEV na 2030 rok z obiecanych 80% do przedziału 50–70%. Jak wskazuje Simon Evans z Carbon Brief, premier Keir Starmer miał ulec w tej kwestii silnemu lobbingowi koncernów motoryzacyjnych oraz związków zawodowych, takich jak Unite, ignorując sprzeciw własnego ministra ds. energii.

Narracja o rzekomym „braku popytu” na elektryki wydaje się przy tym kompletnie oderwana od faktów. Nie dość, że ceny zakupu samochodów na prąd stały się konkurencyjne wobec spalinowych, to sami producenci – według oficjalnych danych rządu – regularnie „nadmiernie wypełniają” (over-comply) dotychczasowe cele mandatu ZEV. Umożliwia im to system elastyczności i furtek prawnych, które wcześniej sami wywalczyli. Mimo to wciąż wywierają presję na dalsze spowalnianie transformacji.

Cisza w eterze i medialny paradoks

W całym tym zamieszaniu zastanawia stosunek opinii publicznej i mediów. Mimo że temat bezpośrednio uderza w domowe finanse, nie przebija się do głównego nurtu z należytą siłą. To o tyle zaskakujące, że – jak pokazują doświadczenia amerykańskich polityków – strach przed rosnącymi kosztami ubezpieczeń domów spowodowanymi zmianami klimatu staje się tam kwestią istotniejszą dla wyborców niż ceny artykułów spożywczych.

W Wielkiej Brytanii mamy zaś sytuację, w której jasno widać, że trzymanie się paliw kopalnych w transporcie to celowe windowanie kosztów życia obywateli. Decyzja o ewentualnym osłabieniu celów ZEV nie jest więc tylko suchym technicznym dostosowaniem rozporządzeń do „realnych możliwości przemysłu”. To decyzja o tym, ile pieniędzy przeciętna rodzina będzie musiała zostawiać na stacjach paliw. Walka o kształt mandatu to starcie między innowacją a potężnymi siłami dążącymi do utrzymania status quo, nawet jeśli ten status quo kosztuje Brytyjczyków dodatkowe 3 miliardy funtów każdego roku.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje