🔥 Gemini Pro 170 zł -43% CapCut Pro 450 zł -25% do niedzieli Zobacz →
Przejdź do treści
Technologia

KUKA po chińsku: pięć lat po przejęciu patenty wciąż śpią w Augsburgu

Pięć lat po przejęciu KUKA przez chiński koncern Midea, prezes Peter Mohnen ujawnia kulisy transformacji. Czy niemieckie patenty przetrwały zderzenie z chińską kulturą biznesową?

3 min read
KUKA po chińsku: pięć lat po przejęciu patenty wciąż śpią w Augsburgu
Czy pomarańczowe ramię robota KUKA to wciąż symbol niemieckiej inżynierii, czy już chińskiej ekspansji?

„Chińska kultura biznesowa jest szybsza, bardziej skoncentrowana na wzroście i gotowa do podejmowania ryzyka” – mówi Peter Mohnen, prezes KUKA AG, najlepiej oddając istotę wstrząsu, jaki przeszedł przez niemiecki przemysł robotyczny po przejęciu przez chiński koncern Midea. Pięć lat po transakcji, która wzbudziła polityczną burzę w Berlinie, już można ocenić, czy spełniły się czarne scenariusze o wyprzedaży technologii.

Od rodzinnej firmy do globalnego koncernu

Czytaj też: Największy otwarty model AI ma 2,8 biliona parametrów. Chiny rzucają wyzwanie USA

Założona w 1898 roku w Augsburgu firma KUKA przez dekady stanowiła symbol niemieckiej inżynierii. Jej pomarańczowe ramiona robotów spawały karoserie w fabrykach Volkswagena i BMW, a precyzja wykonania budziła podziw inżynierów na całym świecie. W 2016 roku chiński gigant AGD Midea Group złożył ofertę przejęcia, wyceniając firmę na około 4,5 miliarda euro.

Reakcja niemieckiego rządu była gwałtowna. Minister gospodarki Sigmar Gabriel apelował o znalezienie europejskiego inwestora, obawiając się drenażu technologicznego. Transakcję sfinalizowano, a Midea objęła blisko 95 procent akcji. Dziś, jak analizuje Heise Online, bilans jest bardziej złożony niż czarno-biała opowieść o technologicznej grabieży.

Chińska kultura zarządzania kontra niemiecka precyzja

Czytaj też: Chińscy fizycy zapisali dane na jednym elektronie. Jak to możliwe?

Zderzenie kultur korporacyjnych było nieuniknione. Mohnen, który objął stery po przejęciu, mówi wprost: chińscy właściciele oczekiwali szybszego tempa ekspansji. „Niemieckie firmy często planują w cyklach pięcioletnich, podczas gdy chińskie myślą w perspektywie roku lub dwóch” – zauważa. Efekt? Zatrudnienie w KUKA wzrosło z 13 tysięcy do ponad 15 tysięcy pracowników, a centrum badawczo-rozwojowe w Augsburgu nie tylko przetrwało, ale rozbudowano je o nowe laboratoria.

„Nie straciliśmy ani jednego kluczowego patentu na rzecz Chin. Wszystkie prawa własności intelektualnej pozostają w Niemczech, chronione chińskim murem prawnym, który sami zbudowaliśmy” – podkreśla Mohnen w rozmowie z Heise.

To kluczowa deklaracja, bo właśnie o patenty toczyła się największa batalia. KUKA zachowała pełną autonomię w zarządzaniu portfolio technologicznym, a dostęp chińskich inżynierów do newralgicznych projektów podlega ścisłej kontroli wewnętrznej. Mimo to firma otworzyła nową fabrykę w Szanghaju, która w 2025 roku wyprodukowała 40 tysięcy robotów – głównie na rynek azjatycki.

Roboty idą do Chin, know-how zostaje

Sedno paradoksu? Geograficzne przesunięcie produkcji bez utraty kontroli nad technologią. KUKA stała się pomostem między niemiecką inżynierią a chińskim rynkiem, który odpowiada dziś za 35 procent globalnego popytu na roboty przemysłowe. W samych Chinach firma zwiększyła udziały rynkowe z 7 do 14 procent, wyprzedzając lokalnych rywali takich jak Siasun.

W Augsburgu powstało centrum kompetencyjne dla robotów współpracujących (cobotów), które mają pracować ramię w ramię z człowiekiem bez barier ochronnych. To odpowiedź na europejskie regulacje i rosnące koszty pracy. „Niemcy pozostają naszym mózgiem, Chiny – mięśniami” – kwituje Mohnen, choć przyznaje, że utrzymanie tej równowagi wymaga nieustannej uwagi.

Co dalej z europejską autonomią?

Przypadek KUKA rodzi pytanie o przyszłość strategicznych technologii w rękach kapitału spoza Unii. Czy model „chińskie pieniądze, niemiecka myśl” jest skalowalny? Analitycy przypominają, że podobne obawy pojawiały się przy japońskich inwestycjach w latach 80., które ostatecznie nie doprowadziły do upadku europejskiego przemysłu. Różnica tkwi w skali – Midea to nie tylko inwestor finansowy, ale gracz z własnymi ambicjami technologicznymi.

Dla samej KUKA najbliższe lata przyniosą test prawdziwej niezależności. Firma planuje wejście na giełdę w Szanghaju, co może dać chińskim właścicielom jeszcze większą kontrolę. Równocześnie rozwija autonomiczne roboty mobilne i systemy sterowania oparte na sztucznej inteligencji – technologie podwójnego zastosowania, które mogą ponownie rozbudzić polityczne emocje. Na razie jednak pomarańczowe ramiona spawają karoserie jak dawniej, a patenty śpią bezpiecznie w Augsburgu.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje