Miała działać 10 lat. Jeden manewr sprawił, że teleskop Romana posłuży 22 lata
Pierwsze testowe zdjęcie teleskopu Romana ukazało setki gwiazd jako zielone pączki. Kluczowy manewr korekcyjny zaoszczędził 90% paliwa, przedłużając misję z 10 do 22 lat.

Spis treści
Czy zielone obwarzanki na niebie to efekt błędu? Nie - to pierwsze światło teleskopu Romana, jeszcze nieostre, ale pełne obietnic. Fot. NASA, Wikimedia Commons, Public domain
Pierwsze światło Kosmicznego Teleskopu Nancy Grace Roman to zielone pączki. Setki gwiazd na testowym zdjęciu wyglądają jak neonowe obwarzanki, ponieważ instrument wciąż nie jest w pełni skalibrowany. Zespół NASA potwierdził jednak, że wszystkie systemy działają prawidłowo, a prawdziwy sukces misji rozegrał się poza kadrem.
Zielone pierścienie na niebie
→ Czytaj też: Brązowe karły są „trochę gotyckie”. Teleskop NASA zajrzał w ich samotną ciemność
Kamera WFI (Wide Field Instrument) teleskopu Romana ma 300 megapikseli i 18 detektorów. Na debiutanckim obrazie widać je jako wydłużone, zielone pierścienie - efekt niepełnego zogniskowania. Zdjęcie opublikowane przez NASA ma charakter czysto inżynieryjny, ale doskonale ilustruje potencjał instrumentu. Każdy z detektorów przechwytuje fotony z odległych źródeł i zamienia je w sygnały elektryczne, tworząc ogromne mapy nieba. Gdy kalibracja dobiegnie końca, Roman będzie rejestrować obrazy o ostrości porównywalnej z kosmicznym teleskopem Hubble’a - tyle że obejmujące stukrotnie większy obszar.
Josh Schlieder, główny naukowiec WFI z Centrum Lotów Kosmicznych Goddarda, nie krył podekscytowania.
„Po latach budowy i testów instrumentu na Ziemi mamy potwierdzenie, że działa w kosmosie. To ogromny kamień milowy. Przed nami jeszcze wiele pracy, ale jesteśmy na drodze do przełomowej nauki”
- podkreślił.
Manewr, który zmienił reguły gry
→ Czytaj też: Kosmiczne działo wycelowane w Ziemię. Astronomowie ogłaszają pierwszy mikroblazar w naszej galaktyce

Jeszcze większe znaczenie niż pierwsze zdjęcie ma pierwsza korekta trajektorii. Teleskop zmierza do punktu libracyjnego L2, oddalonego o 1,6 miliona kilometrów od Ziemi, gdzie będzie dzielił kosmiczne sąsiedztwo z Kosmicznym Teleskopem Jamesa Webba. Numerama donosi, że zaplanowana korekta pochłonęła zaledwie 18 kilogramów paliwa zamiast przewidzianych 200 kilogramów. Oznacza to oszczędność rzędu 90 procent, co fundamentalnie zmienia horyzont misji.
Inżynierowie NASA początkowo zakładali, że Roman będzie prowadził obserwacje przez dekadę. Teraz mówi się o 22 latach, a nawet więcej. Kolejny, drobny manewr zaplanowany na koniec września może dołożyć jeszcze cztery dodatkowe lata. Jeśli tak się stanie, teleskop stanie się kolejnym długodystansowym bohaterem, jak Hubble, który funkcjonuje od 1990 roku.
Co zbada teleskop Romana
Gigantyczne pole widzenia i podczerwony wzrok otwierają przed Romanem trzy główne obszary badań. Pierwszy to ciemna energia - tajemnicza siła przyspieszająca ekspansję wszechświata. Długoterminowe przeglądy odległych galaktyk pozwolą precyzyjniej zmierzyć tempo rozszerzania się kosmosu. Drugim celem są egzoplanety. Wbudowany koronograf umożliwi blokowanie światła gwiazd i bezpośrednie obrazowanie planet, co może zwiększyć znaną liczbę obcych światów z obecnych 6 tysięcy do ponad 100 tysięcy.
Trzecim polem będzie szeroko zakrojony przegląd Drogi Mlecznej i jej okolic. Roman będzie przesyłać na Ziemię około 1,4 terabajta danych dziennie - to pięć do dziesięciu razy więcej, niż mieści się w przeciętnym smartfonie. Astronomowie spodziewają się odkryć setki nowych obiektów - brązowych karłów, swobodnie dryfujących planet czy odległych gwiazd zmiennych.
Kiedy pierwsze naukowe zdjęcia?
W najbliższych miesiącach trwać będzie żmudna kalibracja zwierciadeł i detektorów. Pełna gotowość naukowa spodziewana jest na początek 2027 roku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, teleskop Romana będzie pracował nieprzerwanie przez dwie dekady, dokonując odkryć, o których dziś nawet nie śnimy. Zielone pączki to dopiero początek.


