🎬 Higgsfield Plus na rok 549 zł 1 990 zł -72% zostało 10 szt. albo Gemini Pro na 18 miesięcy 170 zł Kup teraz →
Przejdź do treści
Kosmos

Miało wybuchnąć w lutym 2024. Kosmiczna nowa wciąż milczy, ale naukowcy wskazali kluczową datę

T Coronae Borealis, układ podwójny oddalony o 3 tysiące lat świetlnych, miał rozbłysnąć jako „nowa gwiazda” już dwa lata temu. Milczenie obiektu zaskoczyło astronomów. Teraz jeden z modeli przesuwa okno erupcji na czerwiec 2026 roku.

3 min read
Miało wybuchnąć w lutym 2024. Kosmiczna nowa wciąż milczy, ale naukowcy wskazali kluczową datę
Czy 25 czerwca na niebie pojawi się gwiazda dorównująca jasnością Polarnej?

T Coronae Borealis miało rozbłysnąć w lutym 2024 roku. Przynajmniej tak przewidywały modele oparte na historycznych obserwacjach, według których układ podwójny eksploduje w regularnym, 80-letnim rytmie. Poprzednia erupcja dotarła do Ziemi w 1946 roku. Minęły dwa lata od tamtej prognozy, a T CrB wciąż milczy, wymykając się kolejnym próbom uchwycenia momentu kataklizmu. Teraz Jean Schneider z Obserwatorium Paryskiego zaproponował nowy termin erupcji: 25 czerwca 2026 roku – i jeśli ma rację, niebo dosłownie za kilka dni może rozświetlić nowa gwiazda.

Kosmiczny wampir i jego 80-letni cykl

Czytaj też: Odkryto 17 cząsteczek życia wokół młodej gwiazdy. To zmienia wiedzę o początkach Ziemi

Układ T Coronae Borealis to jedna z pięciu znanych w Drodze Mlecznej gwiazd nowych powrotnych. Tworzą go dwa składniki: rozrośnięty czerwony olbrzym u schyłku życia oraz biały karzeł – ziemskich rozmiarów pozostałość po gwieździe, która wypaliła całe paliwo jądrowe. Karzeł zachowuje się jak kosmiczny wampir: siłą grawitacji wysysa materię z rozdętej atmosfery swojego towarzysza. Warstwa skradzionego wodoru gromadzi się na jego powierzchni, nagrzewa i gęstnieje, aż w końcu osiąga masę krytyczną. Reakcja termojądrowa w jednej chwili rozrywa zewnętrzną powłokę białego karła. To właśnie erupcja nowej – zjawisko, podczas którego jasność układu rośnie z magnitudo +10 do +2, czyli z obiektu widocznego tylko przez teleskop do blasku porównywalnego z Gwiazdą Polarną.

Błysk trwa niecały tydzień. Potem układ stopniowo ciemnieje i wraca do punktu wyjścia, by przez kolejne osiem dekad przygotowywać się do następnego wybuchu – procesu opisywanego przez naukowców jako „wampiryczne żerowanie”, za pomocą którego biały karzeł odzyskuje utraconą w erupcji materię.

Złamana regularność i orbitalny trop

Czytaj też: Odkryto imię majańskiego matematyka-astronoma. Żył 1300 lat temu

Poprzedni rozbłysk T CrB zaobserwowano w 1946 roku. Wcześniejsze erupcje odnotowano w dokumentach historycznych, co pozwoliło ustalić średnią regularność cyklu. Na tej podstawie część astronomów w 2024 roku spodziewała się powtórki. Nie doczekali się. Astrofizyczka Elizabeth Hays z teleskopu Fermi ujęła to krótko: „Wiemy, że do wybuchu dojść musi. Po prostu nie potrafimy określić tego z dokładnością do miesiąca”.

Tu właśnie pojawia się Schneider. Jego model uwzględnia hipotetyczne trzecie ciało orbitujące wokół układu – nieznanego towarzysza, który miałby rytmicznie zaburzać przepływ materii między olbrzymem a białym karłem. W opublikowanej pracy badacz wyznaczył cztery potencjalne okna erupcji. Ostatnie z nich przypada na 25 czerwca 2026 roku. Większość środowiska podchodzi do tej hipotezy sceptycznie: nie znaleziono dotąd żadnych obserwacyjnych dowodów na istnienie owego trzeciego składnika. Schneider obstaje jednak przy swoim. Jeśli jego wyliczenia są poprawne, to niebo nad naszymi głowami wchodzi w gorący okres.

Gdzie szukać i co zobaczysz

T Coronae Borealis leży w gwiazdozbiorze Korony Północnej, między Herkulesem i Wolarzem. Przed erupcją jest niewidoczna gołym okiem – potrzeba lornetki 10×50 lub małego teleskopu, by dostrzec układ o jasności +10 magnitudo. Najłatwiej namierzyć go, odszukując gwiazdę Epsilon Coronae Borealis o jasności 4,28 mag, czyli drugą od lewej w łuku tworzącym charakterystyczny półokrąg Korony. T CrB świeci około jednego stopnia w prawo i w dół od Epsilon – to mniej więcej szerokość małego palca wyciągniętej ręki.

Gdy dojdzie do wybuchu, układ stanie się widoczny bez żadnego sprzętu. Przez kilka dni będzie rywalizował jasnością z Polaris, po czym zacznie gasnąć – proces ten śledzić można dłużej przez lornetkę. Amerykańskie Stowarzyszenie Obserwatorów Gwiazd Zmiennych na bieżąco aktualizuje krzywą blasku na podstawie raportów z całego świata. Warto tam zaglądać, bo takie oddolne dane często wyprzedzają oficjalne alerty.

Nawet jeśli model Schneidera okaże się błędny, a wybuch przeciągnie się o kolejne tygodnie czy miesiące, T CrB i tak pozostaje jednym z najbardziej nieprzewidywalnych spektakli dostępnych w skali ludzkiego życia. I dowodem, że nawet w najdokładniej wymierzonej kosmicznej maszynerii wciąż jest miejsce na niespodziankę.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje