Most w mózgu szukany od 1856 roku. MRI potwierdził hipotezę sprzed 150 lat
Anatom z Wiednia w ciągu roku zbadał ponad tysiąc mózgów, szukając rzadkiego „mostu”. Współczesny rezonans przyznał mu rację — i dorzucił trop, którego nie mógł przewidzieć.

W 1856 roku anatom z Getyngi zauważył w mózgu dziwny szczegół: cienki mostek przerzucony nad jedną z najgłębszych bruzd. Sto pięćdziesiąt lat później rezonans magnetyczny potwierdził, że miał rację — i dorzucił trop, którego nie mógł znać.
Mózg geniusza, który nim nie był
→ Czytaj też: Badanie DNA 142 średniowiecznych grobów. Co odkryto w parze dorosły-dziecko?
Historia zaczyna się od pomyłki. Rudolf Wagner, anatom z Getyngi, badał mózg, który uznawano za należący do matematyka Carla Friedricha Gaussa. Dostrzegł w nim coś niespotykanego: fizyczne połączenie nad bruzdą środkową, czyli głębokim rowkiem oddzielającym płat czołowy od ciemieniowego. Nazwał je „mostem”.
Tyle że mózg nie należał do Gaussa. Jak ustaliła w 2013 roku Renate Schweizer, w latach 60. XIX wieku doszło do zamiany — analizowany narząd był mózgiem lekarza C. H. Fuchsa. To właśnie unikatowy „most” stał się kluczem, który zdradził pomyłkę.
Tysiąc mózgów w rok
→ Czytaj też: Trzy geny decydują, kiedy dostaniesz Alzheimera. Kto powinien to sprawdzić?
Dwie dekady po Wagnerze, w 1876 roku, wiedeński anatom Richard Heschl postanowił sprawdzić, jak częsty jest ten dziwny szczegół. Zbadał 1087 mózgów zmarłych pacjentów wiedeńskiego szpitala ogólnego — w ciągu jednego roku. Most znalazł zaledwie sześć razy, co dawało częstość 0,6 procent.
Heschl postawił też hipotezę. Sądził, że most to zwykła głęboka fałda mózgu, obecna u wszystkich, która czasem wyrasta nietypowo wysoko i przebija się na powierzchnię. Jego metoda była zaskakująco nowoczesna jak na epokę. „Uderzające w tym historycznym badaniu jest zdumiewająco nowoczesne rozumienie dużej próby jako podstawy badania statystycznego” — zauważa Schweizer.
Rezonans przyznaje rację po 150 latach
Zespół z Niemieckiego Centrum Naczelnych i Uniwersytetu w Getyndze, kierowany przez Schweizer, powtórzył badanie Heschla nowoczesnymi narzędziami. Naukowcy przeanalizowali skany rezonansu magnetycznego 1112 zdrowych dorosłych z zestawu danych Human Connectome Project.
Wyniki niemal idealnie się pokryły. Tam, gdzie Heschl znalazł sześć mostów (0,6 procent), współczesna próba dała dziewięć przypadków — częstość 0,8 procent. Potwierdzono też związek między głęboką fałdą a pełnym mostem na powierzchni: wysokość fałdy rosła aż tuż pod powierzchnię mózgu, dokładnie tak jak przewidział Wiedeńczyk. Praca, za którą zespół otrzymał Replication Prize organizacji Organization for Human Brain Mapping, ukazała się w 2025 roku w czasopiśmie Brain Structure and Function.
Trop, którego XIX wiek nie mógł znać
Współczesna próba miała coś, czego Heschl nie miał do dyspozycji: 40 procent badanych stanowiły bliźnięta. To pozwoliło dostrzec nowy wzorzec. Most pojawiał się częściej u bliźniąt — w 1,8 procent przypadków u bliźniąt dwujajowych i 1,1 procent u jednojajowych.
Najciekawsze jest jednak to, że most zwykle występował tylko u jednego z pary. Gdyby decydowały geny, bliźnięta jednojajowe powinny mieć go oboje. Tak się nie działo. Wniosek? Most nie jest zapisany w DNA, lecz kształtowany przez mikrośrodowisko w macicy — przez naciski przestrzenne i drobne stresory rozwoju prenatalnego.
Schweizer podkreśla, że nie ma się czym niepokoić. „Mostek w bruździe środkowej to wariant anatomiczny, a nie anomalia, i dlatego nie ma znanych obecnie konsekwencji funkcjonalnych — ani w postaci ograniczeń, ani wzmocnienia jakichkolwiek zdolności”. Innymi słowy: ciekawostka, nie wada.
Ta historia pokazuje coś więcej niż jeden zakręt mózgu. Hipoteza postawiona w XIX wieku przetrwała półtora stulecia i obroniła się przed rezonansem magnetycznym — a przy okazji ujawniła, że nawet drobne szczegóły anatomii rzeźbi środowisko, zanim jeszcze przyjdziemy na świat.


