Przejdź do treści
Klimat

NASA chce zatopić ISS w oceanie. „Luka w prawie międzynarodowym rzuca się w oczy”

Plan NASA zakłada kontrolowane sprowadzenie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do Punktu Nemo na Pacyfiku. Eksperci alarmują jednak, że międzynarodowe prawo nie chroni oceanów przed kosmicznymi śmieciami, a ekologiczne skutki tej operacji pozostają wielką niewiadomą.

4 min read
NASA chce zatopić ISS w oceanie. „Luka w prawie międzynarodowym rzuca się w oczy”
Czy dno oceanu w najbardziej odludnym miejscu na Ziemi powinno być traktowane jak kosmiczny śmietnik bez żadnych konsekwencji prawnych?

„Tam, gdzie agencje kosmiczne kontrolują miejsce upadku szczątków, celują w otwarte morza – i nie ponoszą żadnej prawnej odpowiedzialności za oczyszczanie czy rekultywację środowiska” – mówi wprost Mark Spalding, prezes The Ocean Foundation. Ta waszyngtońska organizacja od lat walczy o poprawę stanu globalnych oceanów. Teraz jej celownik skierował się na plan NASA dotyczący deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Sprawa jest bezprecedensowa – największa konstrukcja stworzona przez człowieka poza Ziemią ma zostać celowo rozbita o dno oceanu. I choć inżynierowie od dekad traktują odległy Punkt Nemo jako cmentarzysko statków kosmicznych, ekolodzy pytają: jakim prawem?

Kosmiczny pogrzeb w Punkcie Nemo

Czytaj też: Czy NASA znalazła już życie na Marsie? Naukowcy: byliśmy zbyt ostrożni

Zgodnie z harmonogramem NASA, Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) zacznie być stopniowo obniżana już na początku 2028 roku. W połowie 2029 roku do stacji przycumuje dostarczony przez SpaceX amerykański pojazd deorbitacyjny (USDV), wyposażony w 46 silników Draco. To one wykonają finalny manewr hamowania, spychając ISS w atmosferę ziemską. Celem jest Punkt Nemo – miejsce na południowym Pacyfiku oddalone od jakiegokolwiek lądu o ponad 2 600 kilometrów, nazywane „najbardziej samotnym punktem na Ziemi”. Tam, na głębokości około czterech kilometrów, spoczywają już szczątki ponad 260 innych kosmicznych obiektów.

Raport amerykańskiego Government Accountability Office (GAO) z końca czerwca 2026 roku potwierdza, że po wejściu w atmosferę części ISS i pojazdu deorbitacyjnego ulegną rozpadowi. Te, które przetrwają żar tarcia – przede wszystkim gęstsze, masywniejsze komponenty – runą wprost do oceanu. „Jako część procesu ponownego wejścia w atmosferę, NASA spodziewa się, że fragmenty ISS i pojazdu deorbitacyjnego rozpadną się i wpadną do odległej części oceanu, aby zminimalizować ryzyko dla zaludnionych obszarów” – cytuje dokument GAO. Tyle tylko, że minimalizowanie ryzyka dla ludzi nie oznacza minimalizowania go dla morskiego życia.

„Szczera odpowiedź brzmi: nie wiemy do końca. To głęboko niepokojące w przypadku konstrukcji wielkości boiska piłkarskiego. Wiemy, że nie wszystko spala się podczas ponownego wejścia w atmosferę. Gęstsze komponenty przetrwają i dotrą do dna morskiego” – przyznaje Mark Spalding.

Konwencje, które chronią ląd, ale nie wodę

Czytaj też: Sonda Juno zmierzyła podpowierzchniową temperaturę Io. Dlaczego to zaskakuje naukowców?

Kluczowy problem, jaki wyłania się z analiz prawników The Ocean Foundation, to strukturalna luka w międzynarodowych regulacjach. Konwencja o odpowiedzialności za szkody kosmiczne z 1972 roku stanowi jasno: jeśli kosmiczny odłamek spadnie na terytorium innego państwa lub uszkodzi jego mienie, państwo wysyłające płaci odszkodowanie – absolutnie i bez konieczności udowadniania winy. „Ale żadna równoważna ochrona nie istnieje dla oceanu” – podkreśla Spalding. W praktyce oznacza, że celując w międzynarodowe wody, agencje unikają jakichkolwiek zobowiązań finansowych za sprzątanie czy środowiskową remediację.

Prezes fundacji zwraca też uwagę na świeżo wynegocjowany traktat o ochronie bioróżnorodności na pełnym morzu (BBNJ Agreement). Wymaga on od stron przeprowadzania ocen oddziaływania na środowisko dla działań, które mogą wpłynąć na ekosystemy morskie poza jurysdykcją krajową – zwłaszcza gdy skutki są nieznane lub słabo rozpoznane. „Uczciwie można zapytać, czy deorbitacja ISS – największe takie ponowne wejście w atmosferę w historii, wymierzone w otwarte morza – powinna uruchomić ten obowiązek” – wskazuje Spalding. Pytanie pozostaje na razie bez odpowiedzi.

Niepewność jest problemem samym w sobie

Co konkretnie spadnie na dno? Jakie materiały przetrwają? Jaką szkodę wyrządzą głębinowym organizmom? Tego – jak przyznaje sam Spalding – „nie zbadano odpowiednio ani nie ujawniono. Ta niepewność jest problemem samym w sobie”. The Ocean Foundation domaga się zatem pełnej oceny oddziaływania na środowisko, publicznego ujawnienia wszystkich materiałów, które dotrą do dna, oraz rygorystycznej analizy prawnej zobowiązań wynikających z Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS) i Protokołu londyńskiego z 1996 roku, który zabrania zanieczyszczania oceanów przez dumping odpadów.

Do tego dochodzi kwestia skutków atmosferycznych. Spalanie się setek ton aluminium, tytanu i kompozytów w górnych warstwach atmosfery to zjawisko bez precedensu. Jak zauważa Spalding, „skumulowany wpływ atmosferyczny spadającego sprzętu ISS zasługuje na poważne badania”. Nikt dotąd nie modelował, co dokładnie uwolni się do stratosfery podczas największego w historii kontrolowanego niszczenia obiektu kosmicznego.

Kto upomni się o ocean?

Paradoks Punktu Nemo polega na tym, że jego absolutna izolacja – geograficzna i prawna – uczyniła go wygodnym śmietnikiem. „Odległości oceanu od ludzkiej infrastruktury nie należy mylić z brakiem wartości czy wrażliwości” – zaznacza Spalding. „Ocean i jego stworzenia zasługują na tę samą ochronę, jaką prawo międzynarodowe zapewnia terytoriom narodowym”.

Na razie jednak wysokie morza nie mają suwerena, który mógłby domagać się odpowiedzialności. The Ocean Foundation wierzy, że ta luka musi zostać zamknięta – a spektakularny koniec ISS jest „jaskrawą ilustracją dlaczego”. Jeśli procedury nie zmienią się przed 2031 rokiem, największy sztuczny obiekt, jaki kiedykolwiek okrążał Ziemię, zakończy swój żywot jako anonimowa sterta złomu na dnie Pacyfiku. A wraz z nim – być może – setki gatunków głębinowych, o których istnieniu nawet nie zdążyliśmy się dowiedzieć.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje