Neandertalczyk dentystą. 59 tysięcy lat temu ktoś nawiercił mu ząb, by uśmierzyć ból
W Jaskini Czagyrskiej na Syberii archeolodzy odkryli ząb neandertalczyka sprzed 59 000 lat z wyraźnymi śladami wiercenia. To najstarszy znany przypadek leczenia próchnicy – dowód na to, że nasi kuzyni potrafili planować skomplikowane zabiegi medyczne.
Ząb, który zmienia historię medycyny
→ Czytaj też: Archeolodzy odkryli cmentarz I wojny w Bieszczadach. Co kryją mogiły?
Ząb oznaczony jako Czagyrska 64 to dolny lewy drugi trzonowiec dorosłego osobnika. Na pierwszy rzut oka widać na jego powierzchni dużą, nieregularną dziurę – ma 4,2 mm długości, prawie 3 mm szerokości i ponad 2,5 mm głębokości. Sięga aż do komory miazgi. Gdyby powstała w wyniku naturalnego ścierania, brzegi byłyby płaskie i gładkie, a wewnątrz widoczna byłaby warstwa ochronnej zębiny wtórnej. Gdyby ząb pękł po śmierci – krawędzie byłyby ostre i postrzępione. Są jednak wygładzone i zaokrąglone, co wskazuje, że neandertalczyk używał zęba już po powstaniu ubytku.
Naukowcy zbadali znalezisko przy użyciu skaningowej mikroskopii elektronowej, mikrotomografii komputerowej i spektroskopii ramanowskiej. Wyniki były jednoznaczne: to zaawansowana próchnica, która dosłownie pożerała ząb od środka. Na ścianach wgłębienia odkryto mikroskopijne, równoległe rysy ułożone koncentrycznie – jakby ktoś obracał w dziurze coś ostrego.
Kamienne wiertło i 50 minut bólu
→ Czytaj też: Upadek czterech cywilizacji w jednym momencie. Archeolodzy rozwiązali zagadkę epoki brązu
W tej samej warstwie jaskini, co ząb, leżały małe kamienne narzędzia – miniaturowe perforatory i retuszowane punktaki z jaspisu, o długości zaledwie kilku centymetrów, z cienkim, szpiczastym czubkiem. Zespół badawczy postanowił sprawdzić, czy takie narzędzie mogło wywiercić dziurę w zębie. Wykonali repliki z lokalnego jaspisu i przystąpili do eksperymentu.
Już po kilku sekundach kamienne narzędzie przebijało powierzchnię szkliwa. Dotarcie do komory miazgi zajmowało od 5 minut (gdy zębina była miękka) do 50 minut (przy twardszej tkance). Ślady pozostawione przez eksperymentalne wiercenie były praktycznie identyczne z tymi na Czagyrska 64 – te same koncentryczne rysy, ten sam charakterystyczny kształt wgłębienia.
Plan, a nie odruch
Autorzy badania podkreślają, że ktoś musiał rozpoznać źródło bólu, podjąć decyzję o interwencji, wybrać odpowiednie narzędzie i przeprowadzić precyzyjny, bolesny zabieg. A to już plan, a nie odruch. Co więcej, na tym samym zębie znaleziono ślady regularnego używania wykałaczki – rowki i mikrorysy wskazujące na nawykowe czyszczenie przestrzeni międzyzębowych, zapewne przynoszące ulgę przy zapaleniu przyzębia.
Dotychczas za najstarszy udokumentowany przypadek leczenia próchnicy uchodził ząb człowieka współczesnego z włoskiej jaskini Ripari Villabruna, liczący sobie około 14 000 lat. Neandertalczyk z Czagyrskiej jest od niego starszy o ponad 40 000 lat. Co więcej, jego leczenie było technicznie bardziej zaawansowane – wymagało rotacyjnych ruchów narzędzia, precyzji i siły, a nie tylko prostego skrobania szkliwa.
Neandertalczycy – bardziej ludzcy, niż myślimy
To kolejne z serii odkryć pokazujących stopień zaawansowania neandertalczyków. Opiekowali się chorymi i starszymi członkami grupy, używali roślin leczniczych, tworzyli przedmioty symboliczne, a ich genom ujawnia zaskakującą złożoność społeczną. Teraz dowiadujemy się, że radzili sobie też z bólem zęba.
Naukowcy zastanawiają się, jaki był cel zabiegu i czy przyniósł ulgę. Głęboka próchnica z otwartą komorą miazgi powoduje bardzo silny ból. Odsłonięty nerw reaguje na każdy dotyk, temperaturę, nawet powietrze. Jeśli jednak zniszczyć nerw całkowicie, ból ustępuje. Masywne usunięcie tkanki zębowej mogło przyspieszyć ten proces. Czy neandertalczyk to rozumiał? Czy wiedział, że wiercąc głębiej, zmierza ku uldze? Tego nie da się dowieść z absolutną pewnością, ale badanie opublikowane w PLOS One dostarcza mocnych argumentów, że tak.
Ząb Czagyrska 64 to nie tylko najstarszy dowód leczenia próchnicy. To świadectwo empatii, planowania i umiejętności manualnych, które stawiają neandertalczyków w zupełnie nowym świetle. I choć nie wiemy, czy pacjent przeżył zabieg, wiemy jedno: ktoś się o niego zatroszczył.


