Przejdź do treści
Fizyka

Polska chce strącać drony laserem. Do drzwi Agencji Uzbrojenia ustawiło się 20 firm

Polska armia szuka laserów do niszczenia dronów. Zgłosiło się 20 wykonawców, w tym najwięksi gracze świata zbrojeniówki. Dlaczego wiązka światła ma odwrócić matematykę wojny?

3 min read
Polska chce strącać drony laserem. Do drzwi Agencji Uzbrojenia ustawiło się 20 firm

Tani dron za kilka tysięcy dolarów zmusza obrońcę do wystrzelenia rakiety wartej dziesiątki razy więcej. Polska armia chce tę nierówną kalkulację odwrócić — za pomocą wiązki światła.

Czego właściwie szuka Wojsko Polskie?

Czytaj też: Drony i lasery na tropie wulkanów. Nowa metoda pomiaru groźnych gazów

Agencja Uzbrojenia prowadzi konsultacje rynkowe w sprawie laserowego systemu broni skierowanej energii (LSBSE). Jak opisuje serwis Spider’s Web, do programu zgłosiło się już 20 potencjalnych wykonawców — krajowych i zagranicznych.

Na liście są ciężkie nazwiska: Kongsberg Defence & Aerospace, Rheinmetall Polska, RTX, Hanwha Aerospace Europe, izraelski Rafael Advanced Defense Systems, MBDA czy AeroVironment. Z polskiej strony zgłosiły się m.in. Wojskowa Akademia Techniczna, ITWL, Hertz Systems i KIMLA.

To skala mówiąca sama za siebie. Polska nie sprawdza, czy lasery w ogóle istnieją. Sprawdza, kto dostarczy system mający sens wojskowy, logistyczny i przemysłowy.

Jak miałby działać taki laser?

Czytaj też: Ważki walczą jak piloci myśliwców. Ich taktyka może odmienić drony

Agencja bada dwa warianty zasięgu. Pierwszy ma razić cele na dystansie minimum 1 km, drugi — minimum 3 km. Odległości wydają się skromne, ale w zupełności wystarczą do osłony konkretnych obiektów przed nadlatującymi dronami.

Systemy mają zwalczać przede wszystkim platformy bezzałogowe, lecz nie tylko. Dokumenty wspominają też o amunicji artyleryjskiej i rakietowej, czyli o zdolnościach C-RAM. Chodzi o ostatnie, bardzo krótkie piętro obrony przed tym, co leci szybko, nisko i tanio.

Najbardziej do wyobraźni przemawia liczba: zamawiający poprosił o wstępną wycenę zakupu do 150 systemów w obu wersjach, wraz z kosztami eksploatacji przez 10 lat. W wymaganiach pojawiają się platformy kołowe, gąsienicowe, kontenerowe oraz rozwiązania morskie. Armia nie szuka jednej zabawki na ciężarówkę, lecz technologii wpinanej w różne warstwy obrony.

Dlaczego laser ma sens ekonomiczny — i gdzie jego granice?

Wojna na Ukrainie pokazała brutalną arytmetykę. Dron za kilkanaście tysięcy dolarów potrafi zmusić obrońcę do użycia efektora wielokrotnie droższego. Atakujący wysyła kolejne fale tanich celów, a obrońca przepala zapasy drogiej amunicji.

Laser odwraca tę kalkulację. Po zbudowaniu całego systemu pojedyncze użycie wiązki ma być znacznie tańsze niż odpalenie rakiety. Nie trzeba magazynować tysięcy pocisków ani dowozić ich na front. Jest energia, optyka, czas naświetlania i cel, który ma zostać przegrzany lub unieruchomiony.

Wiązka ma jednak swoje ograniczenia. Potrzebuje linii widzenia do celu i gorzej radzi sobie we mgle, dymie, pyle, deszczu czy śniegu. Musi utrzymać się na celu odpowiednio długo, by zadziałała, a do tego wymaga zasilania, chłodzenia i precyzyjnego śledzenia. Dlatego laser nie zastąpi klasycznej obrony przeciwlotniczej — raczej dołoży kolejną warstwę.

Co dalej?

Tak duże zainteresowanie nie bierze się z przypadku. Polska jest dziś jednym z najważniejszych rynków zbrojeniowych w Europie, z granicą z Rosją, Białorusią i Ukrainą oraz doświadczeniem wojny tuż obok.

Kierunek wyznaczają inni. Izrael od lat rozwija Iron Beam — 100-kilowatową broń laserową do zwalczania dronów, rakiet i moździerzy. RTX ma za sobą amerykańskie lasery wysokiej energii, a Rheinmetall pokazuje podejście hybrydowe, w którym wiązka współpracuje z armatą i rakietami. Agencja Uzbrojenia pyta nie tylko o cenę zakupu, ale też o eksploatację, transfer technologii i poziom gotowości — bo w broni laserowej obietnice producentów potrafią wyglądać lepiej niż rzeczywistość.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje