Prąd Golfsztromu może zwolnić o 80 procent. Ale naukowcy widzą też odwrót od katastrofy
Nowy model klimatyczny podważa scenariusz nagłego, nieodwracalnego załamania AMOC. Osłabienie ma być stopniowe - i odwracalne, jeśli przestaniemy spalać paliwa kopalne.

Spis treści
Golfsztrom jest częścią tej gigantycznej taśmy transportowej ciepła - czy słodka woda z Grenlandii zdoła ją zatrzymać?
Grenlandia traci 30 milionów ton lodu na godzinę. Część naukowców obawia się, że ta powódź słodkiej wody nagle zatrzyma prąd, który ogrzewa Europę. Nowa symulacja mówi jednak coś innego: załamanie nie musi być urwiskiem, z którego nie ma odwrotu.
Co zwalnia?
→ Czytaj też: Fala Kelvina zalewa Kalifornię. „To dopiero przedsmak tego, co zrobi zmiana klimatu”
Chodzi o Atlantycką Cyrkulację Południkową (AMOC) - system prądów, który wnosi ciepłą, słoną wodę tropikalną do północnego Atlantyku. Tam woda stygnie, gęstnieje, opada na dno i wraca na południe. To gigantyczna taśma transportowa ciepła, dzięki której zachodnia Europa ma łagodniejszy klimat niż wynikałoby z jej szerokości geograficznej.
Problem w tym, że słodka woda z topniejącej Grenlandii miesza się z gęstą, słoną wodą oceaniczną i spowalnia jej opadanie na dno. Ocieplająca się atmosfera dokłada swoje: gorzej schładza słoną wodę na północy i przynosi więcej deszczu, który dodatkowo ją rozcieńcza.
Model z Utrechtu: stopniowo, nie nagle
→ Czytaj też: Dziura wielkości Portugalii w lodach Antarktydy zimą. Teraz wiemy, dlaczego powstała
Zespół pod kierunkiem Olivera Mehlinga z Uniwersytetu w Utrechcie przeprowadził symulacje najnowszym modelem klimatycznym. Badanie opisane przez New Scientist pokazuje, że samo ocieplenie atmosfery osłabiłoby AMOC o 60 proc. do 2300 roku. Dodanie dużej i rosnącej ilości grenlandzkiej wody roztopowej zabrałoby kolejne 20 proc.
Kluczowy wniosek dotyczy jednak odwracalności. Gdyby stężenie dwutlenku węgla w atmosferze zaczęło spadać o 1 proc. rocznie od 2250 roku, prąd odbudowałby się w pełni około 2400 roku.
„Utarte przekonanie, że topnienie pokrywy lodowej Grenlandii mogłoby wywołać nieodwracalne załamanie AMOC w przyszłości, jest zdecydowanie zbyt uproszczone. Sama grenlandzka woda roztopowa nie wystarczy, by przepchnąć AMOC przez punkt krytyczny” - tłumaczy Mehling.
Osłabienie o 80 procent to wciąż nie żarty
Nawet „łagodny” scenariusz brzmi groźnie. Spadek siły AMOC o 80 proc. mógłby zamrozić uprawy w zachodniej Europie, pokryć Morze Północne lodem i zaburzyć monsuny w tropikach. Różnica polega na tym, że według modelu spadek byłby stopniowy, przewidywalny i odwracalny - jeśli ludzkość przestanie spalać paliwa kopalne.
Louise Sime z British Antarctic Survey, która nie brała udziału w badaniu, ujmuje to prosto: scenariusz, w którym AMOC „spada z urwiska”, tu nie występuje. Zamiast tego siła prądu okazuje się liniowo zależna od skumulowanych emisji CO₂.
Ostatnie słowo jeszcze nie padło
Wyniki nie zamykają jednak sporu. We wcześniejszej pracy René van Westena, również z Utrechtu, inny model przewidział, że masowe topnienie Grenlandii nieodwracalnie załamie AMOC. Różnica tkwiła w metodzie: tamten eksperyment dodawał wodę roztopową ze stałą prędkością, a nie stopniowo rosnącą, jak dzieje się to naprawdę.
„Inne modele klimatyczne przekraczają punkt krytyczny przy ociepleniu XXI wieku, więc wyniki zależą od modelu” - zaznacza van Westen. Do gry wchodzą też inne czynniki, jak topnienie Antarktydy, które w zależności od momentu może osłabić globalną cyrkulację albo - paradoksalnie - pomóc zachować AMOC.
Jonathan Baker z brytyjskiego Met Office widzi w tym raczej kolejny element układanki niż rozstrzygnięcie. Badanie opublikowane w Science Advances nie przesądza, czy próg krytyczny istnieje. Wskazuje za to coś ważnego: przyszłość Atlantyku wciąż zależy od tego, ile węgla wypuścimy w powietrze.


