Statki-giganty polują tam, gdzie żywią się wieloryby. Czy kryl wytrzyma?
Supertrawlery odsysają z wód Antarktyki nawet tysiąc ton kryla dziennie. Naukowcy ostrzegają, że konkurencja z wielorybami może zniweczyć ich powolny powrót.

„Nasze obliczenia wskazują na niepokojącą możliwość, że odławiamy kryl do punktu, w którym wyrządzamy realne szkody odbudowującym się populacjom wielorybów” — ostrzega Matthew Savoca ze Stanford University. Problem w tym, że człowiek i największe zwierzę na Ziemi polują dziś na tę samą zdobycz.
Maleńki skorupiak, który żywi cały ocean
→ Czytaj też: Upadek czterech cywilizacji w jednym momencie. Archeolodzy rozwiązali zagadkę epoki brązu
Kryl antarktyczny to przezroczyste, wielkości kciuka skorupiaki, które żyją w lodowatych wodach Oceanu Południowego w niewyobrażalnych ilościach. Pod względem biomasy uchodzą za najliczniejszy dziki gatunek zwierzęcia na świecie.
To gatunek kluczowy. Żywią się nim foki, pingwiny, ptaki i wieloryby fiszbinowe. Płetwal błękitny, ważący do 200 ton, potrafi pochłonąć nawet 16 ton kryla dziennie, przepuszczając wodę przez fiszbiny niczym przez sito.
Najwięcej kryla gromadzi się w Morzu Scotia, między Półwyspem Antarktycznym a Orkadami Południowymi. Region ten może zawierać nawet połowę światowej populacji — i właśnie tam zlatują się wieloryby. „To poziom migracji jak na Serengeti” — opisuje Savoca po powrocie z wyprawy badawczej.
Supertrawlery wielkości boiska
→ Czytaj też: Zaginione Miasto pod Atlantykiem. Naukowcy przewiercili się do systemu, który je zasila
Od około 15 lat na te same wody wpływają statki rybackie długie jak boisko piłkarskie. Wykorzystują echosondy, sonar, a nawet drony do namierzania gigantycznych rojów kryla. Niektóre odsysają go z wody hosą — metodą ciągłego pompowania prosto na pokład.
Najwięksi gracze potrafią wyłowić do 1000 ton kryla dziennie. Norweska firma Aker Biomarine przejmuje niemal dwie trzecie całkowitej kwoty połowowej Antarktyki, wynoszącej 620 tysięcy ton. Z kryla pozyskuje się olej bogaty w kwasy omega-3 — trafia do suplementów, karmy dla zwierząt i hodowli ryb. Branża warta jest nawet 900 milionów dolarów rocznie.
W tym roku limit połowowy osiągnięto trzy miesiące przed czasem. Stało się tak po raz pierwszy, bo trawlery skoncentrowały się w krylowych „hotspotach”. Część z 27 państw zrzeszonych w komisji CCAMLR domaga się teraz podniesienia kwoty.
Podwójne uderzenie: połów i topniejący lód
Kryl jest ściśle związany z lodem morskim. „Młody kryl musi ukrywać się pod lodem przed drapieżnikami i zjada glony z jego spodniej strony” — tłumaczy Savoca. Mniej lodu oznacza słabszą odbudowę populacji.
Skutki już widać. Ocieplenie zmienia rozmieszczenie i zachowanie kryla, a miejscami obniża jego liczebność nawet o 80 procent. Części Antarktyki ogrzewają się pięć razy szybciej niż średnia globalna.
„Biorąc pod uwagę egzystencjalne zagrożenie, jakie zmiany klimatu stanowią dla ekosystemu Antarktyki, nie powinniśmy dokładać kolejnych czynników ryzyka” — przekonuje Peter Hammarstedt z Sea Shepherd Global.
Wieloryby, które dopiero wracają
Masowe zgromadzenia wielorybów to efekt moratorium na ich połów z 1986 roku. Pozwoliło ono płetwalom, humbakom i wielorybom biskajskim na imponujący powrót. Płetwal błękitny wciąż jednak pozostaje zagrożony — jego populacja jest o 95 procent niższa niż przed erą wielorybnictwa.
Badania pokazują, że niedobór kryla obniża liczbę ciąż u humbaków. Foka antarktyczna i pingwin cesarski trafiły niedawno na listę gatunków zagrożonych IUCN, po części z powodu kurczących się zasobów pokarmu.
Unia Europejska przegłosowała w tym roku rezolucję wzywającą do pięcioletniego moratorium na połów kryla. To gest symboliczny — żaden kraj UE go nie łowi. Realny zakaz wymaga jednomyślnej zgody CCAMLR, a tej na razie brak.


