🔥 5 promocji w KinetyceGemini Pro 170 zł -91%Adobe CC 169 zł -84%Brain.fm 109 zł -70%i 2 więcej do 13.09 Zobacz →
Przejdź do treści
Kosmos

Tesla wyceniła ten gadżet na 800 zł. Czy to kpina z klientów?

Firma Elona Muska wprowadza do sprzedaży przedmiot, który nie ma silnika, pedałów ani systemu balansowania, a kosztuje ponad 800 złotych. Czy fanów marki czeka rozczarowanie, czy to kolejny genialny chwyt marketingowy?

3 min read
Tesla wyceniła ten gadżet na 800 zł. Czy to kpina z klientów?
Czy nowy gadżet Tesli za 800 zł to genialny marketing czy zwykłe przepłacenie?

Tesla znów zaskakuje. Firma Elona Muska wprowadziła do sprzedaży produkt, który na pierwszy rzut oka wygląda jak kpina z klientów. Kosztuje ponad 800 złotych, a nie ma w nim ani silnika, ani pedałów, ani nawet systemu samobalansowania. Czy to kolejny pomysł na wyciągnięcie pieniędzy od fanów marki, czy może genialny chwyt marketingowy?

Czym właściwie jest ten gadżet?

Czytaj też: Pozew za pedofilskie treści z Groka. Czy twój chatbot jest bezpieczny?

Nowy produkt Tesli to przedmiot, który na pierwszy rzut oka może kojarzyć się z popularnymi elektrycznymi hulajnogami czy deskorolkami. Jednak różnica jest zasadnicza – brak w nim jakiegokolwiek napędu. To zwykła deska z kółkami, bez silnika, bez pedałów, bez systemu balansowania. Jedynym wyróżnikiem jest logo Tesli umieszczone na powierzchni. Producent wycenił go na ponad 800 złotych, co budzi zdziwienie nawet wśród zagorzałych fanów marki.

Zakup nowego gadżetu Tesli to przede wszystkim decyzja emocjonalna, nie racjonalna.
Zakup nowego gadżetu Tesli to przede wszystkim decyzja emocjonalna, nie racjonalna.

Dlaczego Tesla to robi?

Czytaj też: Zegarek za 2 mln zł bije na nadgarstku. Co w nim takiego?

Firma od lat słynie z nietypowych gadżetów. W przeszłości sprzedawała już m.in. kurtkę za 1500 dolarów czy szklane kieliszki w kształcie błyskawicy. Każdy z tych produktów budził kontrowersje, a jednocześnie rozchodził się błyskawicznie. Strategia jest prosta – ograniczona dostępność i rozpoznawalne logo sprawiają, że przedmioty stają się kolekcjonerskie. Fani marki kupują je nie dla funkcjonalności, ale dla prestiżu posiadania czegoś z symbolem Tesli.

Co oznacza ta cena dla portfela klienta?

800 złotych za deskę bez napędu to kwota, która może przyprawić o zawrót głowy. Dla porównania, za podobne pieniądze można kupić porządną elektryczną deskorolkę lub hulajnogę z silnikiem. W przypadku nowego gadżetu Tesli płaci się wyłącznie za markę i unikatowość. Eksperci zwracają uwagę, że to typowy przykład ekonomii prestiżu – klient kupuje przede wszystkim emocje i poczucie przynależności do elitarnej grupy posiadaczy produktów Muska.

Czy to się opłaca?

Z czysto praktycznego punktu widzenia – absolutnie nie. 800 złotych za przedmiot, który nie ma żadnej funkcji poza wyglądem i logo, to przepłacenie. Jednak w świecie kolekcjonerów i fanów marki logika rządzi się innymi prawami. Podobne gadżety po wyprzedaniu często osiągają na wtórnym rynku wielokrotność pierwotnej ceny. Dla wielu osób to więc nie wydatek, a inwestycja. Tesla doskonale to rozumie i konsekwentnie buduje wokół swoich produktów aurę niedostępności i luksusu.

Niezależnie od tego, czy uznamy to za kpinę, czy genialny marketing, jedno jest pewne – Tesla po raz kolejny udowodniła, że potrafi sprzedać zwykły przedmiot za cenę, która w innych okolicznościach budziłaby śmiech. Klient, który zdecyduje się na zakup, dostaje przede wszystkim historię i emocje, a nie funkcjonalność. Czy to wystarczy? Rynek pokaże, ale biorąc pod uwagę dotychczasowe sukcesy podobnych produktów, można spodziewać się, że gadżet zniknie z półek w ciągu kilku godzin.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje