Przejdź do treści
Klimat

Uprawy wodorostów miały ratować klimat. Nowe modele pokazują, że plan może przynieść odwrotny skutek

Koncepcja oceanicznych farm wodorostów jako gigantycznych pochłaniaczy CO2 zdobyła miliony dolarów inwestycji. Dwa nowe badania ujawniają jednak, że ta technika może nie tylko nie pomóc, ale wręcz zwiększyć ilość dwutlenku węgla w atmosferze.

3 min read
Uprawy wodorostów miały ratować klimat. Nowe modele pokazują, że plan może przynieść odwrotny skutek
Czy podmorskie farmy wodorostów, zamiast ratować klimat, zagłodzą mikroskopijnych sprzymierzeńców oceanu?
Spis treści

Czy podmorskie farmy wodorostów, zamiast ratować klimat, zagłodzą mikroskopijnych sprzymierzeńców oceanu?

Wizja była prosta i kusząca: gigantyczne farmy wodorostów kołyszące się na oceanicznych falach, które niczym podmorskie lasy wysysają z atmosfery dwutlenek węgla, by po śmierci opaść na dno i pogrzebać go na wieki. Amerykański start-up Running Tide zebrał na ten cel 70 milionów dolarów, a holenderski Kelp Blue planował sekwestrować do 500 milionów ton CO2 rocznie. Dwa nowe badania opublikowane w Nature Communications i Biogeosciences każą jednak zrewidować te marzenia. Wynika z nich, że masowa uprawa morskich glonów może w wielu miejscach po prostu nie zadziałać - a w niektórych scenariuszach przyniesie efekt dokładnie odwrotny do zamierzonego.

Głód w podmorskim lesie

→ Czytaj też: Oceany pochłaniają 12 bomb atomowych na sekundę. I zaczynają oddawać ciepło

Wodorosty, z wyjątkiem dryfujących sargassowych łąk, żyją głównie w wodach przybrzeżnych, gdzie mają pod dostatkiem azotu, fosforu i żelaza. W trakcie fotosyntezy pochłaniają rozpuszczony w wodzie CO2, umożliwiając oceanowi absorpcję kolejnych porcji gazu z atmosfery. Problem w tym, że - jak podkreśla Manon Berger z Uniwersytetu w Bernie - dziewięć dziesiątych węgla z rozkładających się glonów i tak wraca do obiegu. Żeby naprawdę go uwięzić, biomasę trzeba transportować daleko od brzegu i tam zatapiać. A to właśnie na otwartych wodach rozpoczyna się problem z niedoborem kluczowych pierwiastków.

Zespół Berger zamodelował scenariusz, w którym rocznie uprawia się 20 miliardów ton wodorostów w pasie do 200 mil morskich od wybrzeży. Po 25 latach wzrost biomasy spadłby o 95 procent, zdławiony wyczerpaniem składników odżywczych. Jednocześnie globalna populacja fitoplanktonu - mikroskopijnych organizmów, które naturalnie sekwestrują węgiel - skurczyłaby się nawet o 8 procent. „W niektórych miejscach faktycznie zmniejszyłbyś ilość węgla pochłanianego przez ocean” - konkluduje badaczka w wypowiedzi dla New Scientist. Model wskazuje, że jedynymi miejscami, gdzie taki eksperyment nie zaszkodziłby drastycznie planktonowi, są niewielkie łaty oceanu u wybrzeży Senegalu i południowej Australii - zaledwie 0,05 procenta powierzchni mórz.

Więcej CO2 niż pożytku

→ Czytaj też: Młode łosie w Norwegii skurczyły się o 39 procent. Winne nie tylko upały

Jeszcze bardziej niepokojący wniosek płynie z analizy bilansu węgla. W zależności od gatunku wodorostów i tempa konsumpcji pierwiastków, każda tona węgla zmagazynowanego w glonach może oznaczać emisję dodatkowej połowy tony CO2 do atmosfery z powodu strat w planktonie. „Nie można po prostu hodować makroglonów i zakładać, że usuwa się CO2, ignorując spadek wzrostu fitoplanktonu” - ostrzega Chelsey Baker, współautorka drugiego z badań opublikowanego z udziałem brytyjskiego Narodowego Centrum Oceanografii.

Równoległy zespół pod kierownictwem Andrew Yoola sprawdził, co by się stało, gdyby obszary upraw nawozić żelazem. Owszem, dałoby się wtedy usunąć nawet 40 miliardów ton CO2 rocznie. Jednak ceną byłoby zmniejszenie populacji planktonu aż o połowę, co pociągnęłoby za sobą kaskadę konsekwencji dla całego morskiego łańcucha pokarmowego. „Okradasz powierzchnię oceanu ze składników odżywczych i przenosisz je w głębiny” - tłumaczy Yool. „Powoli dusisz naturalny ekosystem”. A jeśli oceanu nie nawozi się żelazem, usuwanie węgla przez wodorosty nie zrekompensuje strat w planktonie, windując stężenie CO2 w atmosferze nawet o 700 milionów ton rocznie.

Koniec złudzeń czy nowy początek?

Wieści są szczególnie gorzkie w kontekście niedawnych bankructw. Running Tide zakończył działalność w 2025 roku po wyczerpaniu finansowania, a obietnice Kelp Blue dotyczące setek milionów ton sekwestracji właśnie zderzają się z twardymi danymi modeli. To nie przekreśla całkowicie roli wodorostów - ale przesuwa akcent z prostego zalesiania oceanów na precyzyjne, lokalne działania. Naukowcy są zgodni: potencjał jest „ekstremalnie ograniczony”, a ryzyko ekologiczne wysokie. Kolejne lata badań muszą odpowiedzieć na pytanie, czy te kilka wyjątkowych miejsc na Ziemi wystarczy, by technologia kiedykolwiek zeszła ze strony marzeń inwestorów do arsenału realnych narzędzi klimatycznych. Bez tej wiedzy każda tona wodorostów może niechcący przybliżać nas do punktu, którego chcemy uniknąć.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR

Zbiorczy podpis pod tekstami z archiwum serwisu. Od września 2026 nowe teksty podpisuje z nazwiska Piotr Olszewski.

Redaguje