Przejdź do treści
Klimat

Wulkan Tonga oczyścił własny metan. Czy to przypadkowa wskazówka dla klimatu?

Erupcja Hunga Tonga–Hunga Ha’apai w 2022 roku była jedną z najpotężniejszych w historii. Nowe badania pokazują, że wulkan nie tylko wyemitował ogromne ilości metanu, ale też – dzięki nieoczekiwanej reakcji chemicznej – częściowo go unicestwił. Czy natura podpowiada nam, jak walczyć z globalnym ociepleniem?

3 min read
A massive volcanic plume rising from the ocean, illuminated by lightning, with a subtle blue glow of chemical reactions in the upper atmosphere. In the foreground, a single green leaf floating on water, symbolizing both destruction and potential renewal.

„To, że chmura wulkaniczna niszczyła metan przez ponad tydzień, było dla nas całkowitym zaskoczeniem” – mówi Maarten van Herpen, współautor badania opublikowanego w maju w Nature Communications. Erupcja podmorskiego wulkanu Hunga Tonga–Hunga Ha’apai w styczniu 2022 roku była jedną z najgwałtowniejszych w epoce nowożytnej. Wyrzuciła do stratosfery tyle pary wodnej, że wystarczyłoby do wypełnienia ponad 58 000 olimpijskich basenów. Jednak to, co działo się potem w atmosferze, może okazać się równie ważne – i daje do myślenia inżynierom klimatu.

Niespodzianka w stratosferze

Czytaj też: Upadek czterech cywilizacji w jednym momencie. Archeolodzy rozwiązali zagadkę epoki brązu

Naukowcy przeanalizowali zdjęcia satelitarne pióropusza wulkanicznego i odkryli w nim zaskakująco wysokie stężenie formaldehydu. Ten gaz powstaje tylko przejściowo, gdy metan ulega rozpadowi w atmosferze. „Formaldehyd istnieje zaledwie kilka godzin, więc fakt, że utrzymywał się w chmurze przez dziesięć dni, aż do Ameryki Południowej, dowodzi, że metan był niszczony w sposób ciągły” – wyjaśnia van Herpen, badacz z holenderskiej firmy konsultingowej Acacia Impact Innovation BV.

Wulkan wyemitował łącznie około 300 000 ton metanu. Według obliczeń zespołu każdego dnia rozkładowi ulegało około 900 ton tego gazu. To wciąż kropla w morzu w porównaniu z emisjami ludzkimi, ale sam mechanizm – jak podkreślają autorzy – jest „nowy i całkowicie zaskakujący”.

Jak wulkan sprząta po sobie?

Czytaj też: Zaginione Miasto pod Atlantykiem. Naukowcy przewiercili się do systemu, który je zasila

Kluczowym elementem układanki okazały się aerozole z soli żelaza. Podobny proces zaobserwowano już w 2023 roku nad Atlantykiem, gdzie pył z Sahary łączył się z solą morską, tworząc cząstki, które pod wpływem światła słonecznego uwalniają atomy chloru. To właśnie chlor niszczy metan. W przypadku Tonga wulkan wyrzucił w górę ogromne ilości słonej wody oceanicznej, a para wodna w stratosferze – wystawiona na działanie słońca – mogła zapoczątkować identyczną reakcję.

„To, że takie stężenia formaldehydu w ogóle wystąpiły, wskazuje na coś, czego sam wcześniej nie znałem” – komentuje Folkert Boersma, atmosferyk z Wageningen University, który nie brał udziału w badaniu.

Matthew Johnson, chemik z Uniwersytetu Kopenhaskiego i współautor pracy, zaznacza, że wulkaniczny mechanizm oczyszczania metanu nie był wcześniej znany. „Wiedzieliśmy, że wulkany emitują metan, ale nie wiedzieliśmy, że popiół wulkaniczny potrafi częściowo usuwać to zanieczyszczenie” – dodaje w oświadczeniu.

Dlaczego metan jest ważny?

Metan jest około 80 razy silniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla w perspektywie 20 lat. Utrzymuje się w atmosferze od 7 do 12 lat – znacznie krócej niż CO₂, który może tam pozostawać przez stulecia. Dziś odpowiada za około jedną trzecią globalnego ocieplenia. Dlatego każda metoda, która pozwoliłaby szybko usunąć go z powietrza, byłaby na wagę złota.

Odkrycie naturalnego procesu rozkładu metanu w stratosferze rodzi pytanie: czy można go naśladować? Badanie opublikowane w Nature Communications sugeruje, że tak – ale droga jest wyboista.

Kontrowersje wokół geo-inżynierii

Pete Edwards, atmosferyk z University of York, ostrzega, że wpływ takiej strategii byłby trudny do przewidzenia. Wulkaniczny mechanizm zadziałał w stratosferze, podczas gdy jakakolwiek interwencja człowieka musiałaby odbywać się w troposferze – bliżej powierzchni Ziemi. Warunki są tam zupełnie inne.

Jeszcze bardziej sceptyczny jest Boersma. „Wszyscy wiemy, co robić – tłumaczy w rozmowie z Science News. – Nie chodzi o wstrzykiwanie chloru do stratosfery, tylko o ograniczenie emisji”. Jego zdaniem zanim zaczniemy majstrować przy atmosferze, powinniśmy po prostu przestać ją zatruwać.

Erupcja Hunga Tonga–Hunga Ha’apai była potężnym, ale jednorazowym eksperymentem natury. Pokazała, że przyroda potrafi sama łagodzić skutki własnych katastrof. Pytanie, czy my – jako gatunek – potrafimy wyciągnąć z tego lekcję, nie popełniając przy tym nowych błędów.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje