Wytrzymuje ponad 14 godzin i kosztuje mniej niż 3000 zł. MacBook ma powody do obaw
Test nowego Lenovo Yoga Slim 7i pokazuje, że za mniej niż 3000 zł można dostać sprzęt, który w kluczowych kategoriach wygrywa z dwukrotnie droższym MacBookiem Air.

Rynek laptopów premium od lat należy do MacBooków. Są smukłe, ciche i trzymają baterię przez cały dzień pracy. Ale co, jeśli w budżecie domowym na 2026 rok nie ma miejsca na wydatek rzędu 7-8 tysięcy złotych? Test nowego Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 dowodzi, że granica między „aspiracyjnym sprzętem” a „rozsądnym zakupem” właśnie się zatarła – i to za mniej niż 3 tysiące złotych.
Kosztuje ułamek ceny MacBooka. Ma to, czego brakuje Apple
→ Czytaj też: Chleb zdradzi obcą cywilizację? Nowa teoria astrobiologów
Testowany przez redakcję Spider’s Web najnowszy model Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 (wersja 14 cali) to laptop, który w podstawowej konfiguracji z procesorem Intel Core Ultra 5 kosztuje zaledwie 2999 złotych. To mniej niż połowa ceny podstawowego MacBooka Air z 2025 roku. Wariant testowy z mocniejszym procesorem Intel Core Ultra 7, 32 GB RAM-u i dyskiem 1 TB w regularnej sprzedaży wyceniono na 4799 zł, jednak i tak jest to kwota znacząco niższa od porównywalnie skonfigurowanego sprzętu z Cupertino.
Co ciekawe, Lenovo nie próbuje już bezrefleksyjnie kopiować rozwiązań Apple. W czasach, gdy MacBooki mają tylko dwa porty USB-C, chiński producent stawia na praktyczność. Czytelnik znajdzie tu port USB-A (wielu wciąż używa pendrive’ów czy myszek na klasyczne złącze), pełnowymiarowe gniazdo HDMI do podłączenia zewnętrznego monitora bez przejściówek oraz gniazdo słuchawkowe jack 3,5 mm. To szczegóły, które przy korzystaniu z laptopa na co dzień – w kuchni, sali konferencyjnej czy w podróży – potrafią uratować nerwy.

Ponad 14 godzin na jednym ładowaniu. Windows w końcu dogonił Apple Silicon
→ Czytaj też: Czy NASA znalazła już życie na Marsie? Naukowcy: byliśmy zbyt ostrożni
Dla wielu użytkowników po czterdziestce, którzy pamiętają nieudane próby pracy na Windowsie z dala od gniazdka, to będzie największy szok. W teście odtwarzania wideo YouTube przy jasności ekranu 200 nitów Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 osiągnął wynik aż 14 godzin i 20 minut. W symulacji codziennej pracy biurowej z włączonym Wi-Fi i przeglądarką Chrome to około 11 godzin realnej pracy. Rzeczpospolita Polska to kraj, w którym pociągi dalekobieżne często nie mają sprawnych gniazdek – taki wynik na baterii to nie abstrakcyjny parametr techniczny, tylko realna wolność na trasie Warszawa-Gdańsk w obie strony bez torby pełnej kabli.
Redakcja nie ukrywa, że Intel w końcu dokonał przełomu. Platforma Lunar Lake, na której oparto ten komputer, to pierwsza od lat architektura, która w testach wytrzymałości może śmiało konkurować z energooszczędnymi chipami Apple M3 i M4. Po latach frustracji związanych z głośnymi wentylatorami w laptopach z Windowsem, ta jednostka pozwala na pasywne chłodzenie przy podstawowych zadaniach, co oznacza całkowitą ciszę.

Wyjątkowy wyświetlacz, który chroni oczy po zmroku
Ekran to miejsce, z którego producenci lubią ucinać koszty w tańszych modelach. Nie tutaj. Panel OLED o rozdzielczości 1920 na 1200 pikseli i proporcjach 16:10 (dających większy pionowy obszar roboczy niż klasyczne 16:9) obsługuje częstotliwość odświeżania 120 Hz. W praktyce oznacza to aksamitnie płynne przewijanie stron internetowych i ostrzejszy obraz w ruchu. W testach kolorymetrycznych ekran pokrywa 100 proc. przestrzeni barw sRGB oraz DCI-P3, a głęboka czerń typowa dla OLED sprawia, że wieczorne czytanie długich raportów w ciemnym trybie nie męczy wzroku.
To ważny punkt dla dojrzałego użytkownika. Im jesteśmy starsi, tym większy dyskomfort sprawia migotanie ekranu o niskiej częstotliwości PWM przy niskiej jasności. W Yoga Slim 7i Gen 9 Lenovo zastosowało certyfikację pod kątem niskiego poziomu emisji niebieskiego światła i migotania, co przekłada się na mniejsze łzawienie oczu po kilku godzinach pracy nad dokumentami.
Nie jest to jednak laptop bez wad. Obudowa ze stopu aluminium zbiera odciski palców w tempie błyskawicznym, a klawiatura – choć wygodna z przyjemnym skokiem 1,5 mm – nie ma wydzielonego bloku numerycznego, za którym tęsknią księgowi i analitycy danych. Głośniki, mimo certyfikatu Dolby Atmos, schowane są pod spodem obudowy i przy odtwarzaniu muzyki w trybie „namiotu” lub na kolanach tracą sporą część mocy.
Największym atutem jest jednak stosunek ceny do możliwości. Za mniej niż 3000 złotych w wariancie podstawowym dostajemy metalową obudowę, matrycę OLED wysokiej jakości, czas pracy na baterii realnie wystarczający na cały dzień i porty, które nie zmuszają do noszenia przejściówek. To sprzęt, który na rok 2026 wydaje się rozsądnym kompromisem między wyrzeczeniami a komfortem, zwłaszcza jeśli domowy budżet nie chce słyszeć o ratach za sprzęt z logiem nadgryzionego jabłka.


