Koniec ekspertów? Gra na rynku przewidzi przełom naukowy szybciej niż naukowcy
Czy rynek zakładów może konkurować z prognozami naukowców? Platformy predykcyjne wchodzą na teren zarezerwowany dotąd dla ekspertów – z zaskakująco trafnymi wynikami w klimatologii i spektakularnymi wpadkami w epidemiologii.

Czy rynek, na którym anonimowi gracze obstawiają pandemie, katastrofy klimatyczne i przełomy w fizyce kwantowej, może konkurować z prognozami naukowców z najlepszych laboratoriów świata? Platformy takie jak Polymarket i Kalshi przyciągają miliardy dolarów zakładów, a ich użytkownicy coraz śmielej wkraczają na teren zarezerwowany dotąd dla recenzowanych badań i modeli matematycznych. Sprawdzamy, gdzie mądrość tłumu wygrywa z ekspertem, a gdzie zamienia się w niebezpieczną grę pozorów.
Zamiast eksperta – rynek
→ Czytaj też: 56% taniej. Ten robot sprzątający zmywa podłogę – promocja kończy się dziś o północy
Mechanizm jest prosty i bezwzględny. Na platformach predykcyjnych nie obowiązują kursy ustalane przez bukmachera ani opinie autorytetów. O cenie akcji danego zdarzenia decyduje wyłącznie popyt i podaż – a tym samym „zbiorowe przekonanie” uczestników rynku o prawdopodobieństwie jego wystąpienia. Richard Borghesi, badacz finansów i rynków predykcyjnych z University of South Florida, tłumaczy w rozmowie z Scientific American, że platformy te mogą być „potencjalnie pomocnym uzupełnieniem prognoz”, szczególnie w ocenie tego, jak społeczeństwo odbiera ryzyko naukowe.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Borghesi ostrzega, że rynki predykcyjne nie są „substytutem modeli, recenzji naukowej ani osądu ekspertów”. Stają się wręcz bezużyteczne, gdy handlujący nie mają specjalistycznej wiedzy. Wówczas transakcje napędza zbiorowa emocja – a ta, jak pokazuje historia, bywa zwodnicza.
Pandemia, której nie było
→ Czytaj też: 200 razy wydajniejsze od poprzednika. Nowe układy AMD zmienią twojego chatbota?
Najlepszym przykładem tej pułapki jest sprawa hantawirusa. Kiedy na początku maja 2026 roku media obiegła wiadomość o jego ognisku na statku wycieczkowym, rynek na Polymarket eksplodował. Prawdopodobieństwo ogłoszenia przez WHO pandemii hantawirusa podskoczyło do 19 procent, a wolumen obrotu sięgnął milionów dolarów. Po kilku tygodniach, gdy opadł kurz, wartość zakładów skurczyła się do zaledwie 5 procent, a podobny rynek na Kalshi wskazywał 7-procentową szansę na ogłoszenie stanu zagrożenia zdrowia publicznego.
Dla porównania – eksperci byli niemal jednomyślni. Vaithi Arumugaswami, specjalista chorób zakaźnych z University of California w Los Angeles, ocenił ryzyko globalnej pandemii jako „bardzo, bardzo niskie”. Dane amerykańskiego CDC oraz WHO potwierdzały, że transmisja wirusa między ludźmi jest niezwykle rzadka. Skąd więc ten wystrzał na rynkach? Bill Hanage, epidemiolog z Harvardu, wskazuje na syndrom postcovidowy: użytkownicy, wciąż naznaczeni traumą niedawnej pandemii, przeszacowują ryzyko przy każdym nowym sygnale zagrożenia. W tym sensie rynek rzeczywiście coś mierzy – nie faktyczne prawdopodobieństwo, ale poziom społecznego niepokoju.
Gdzie tłum widzi ostrzej
Nie oznacza to, że należy przekreślać mądrość tłumu. W obszarze prognoz klimatycznych wyniki są zaskakująco zbieżne z modelami naukowymi. Rynek Polymarket wycenia na 34 procent szansę, że rok 2026 będzie najcieplejszym w historii pomiarów. Platforma Kalshi daje temu scenariuszowi 32 procent prawdopodobieństwa. Tymczasem Zeke Hausfather, klimatolog z Berkeley Earth, własne projekcje oparte na danych Copernicus szacuje na 28 procent. Różnica jest minimalna, a kolejne prognozy – dotyczące drugiego miejsca na podium – również idą łeb w łeb.
Zupełnie inaczej wygląda sprawa komputerów kwantowych. Tutaj oczy tłumu i ekspertów wyraźnie się rozjeżdżają. Polymarket daje 3 procent szans na złamanie klucza Bitcoina przez maszynę kwantową do końca 2026 roku i 16 procent do końca 2027. Scott Aaronson, teoretyk informatyki z University of Texas, uważa te ramy czasowe za „prawdopodobnie zbyt optymistyczne”. Z kolei Chloe Martindale, specjalistka kryptografii postkwantowej z Uniwersytetu w Bristolu, studzi emocje, przypominając, że przełom w pokonywaniu głównych przeszkód może nastąpić zarówno w tym roku, jak i „za trzydzieści lat”.
Widmo manipulacji pozostaje realnym zagrożeniem dla wiarygodności tych narzędzi – jesienią 2025 roku norwescy urzędnicy badali podejrzany skok zakładów na kandydatkę do Pokojowej Nagrody Nobla na kilka godzin przed ogłoszeniem werdyktu. Być może kluczem jest zasada, którą formułuje Borghesi: traktować rynek jako jeden z wielu sygnałów, nigdy jako zamiennik eksperckiej wiedzy. W świecie, w którym granica między informacją a hazardem coraz bardziej się zaciera, ta przestroga brzmi wyjątkowo trzeźwo.


