Ojciec roku w świecie zwierząt? Pingwin głoduje tygodniami, by ogrzać jajo
W przyrodzie opiekę nad potomstwem kojarzymy z matkami. Ale w wielu gatunkach to ojcowie poświęcają wszystko - czasem dosłownie własne ciało.

Spis treści
Samiec pingwina cesarskiego potrafi karmić pisklę wydzieliną z przełyku, gdy matka jeszcze nie wróciła z morza.
Pingwin, który tygodniami nie je i ogrzewa jedno jajo na lodzie. Ryba, która zamienia własny pysk w salę porodową. W świecie zwierząt opieka ojcowska potrafi przybierać formy skrajne - i to dosłownie kosztem ciała rodzica.
Dlaczego ojcowie w przyrodzie pozostają w cieniu?
→ Czytaj też: Sfinks i krokodyl bez nosa. Co łączy te dwie zagadki sprzed 45 milionów lat?
Troskę o potomstwo niemal automatycznie przypisujemy matkom. Karmią, bronią, wychowują - u ludzi i u zwierząt. Tymczasem, jak zauważa włoski serwis Focus w tekście Gabriele Ferrariego, w wielu gatunkach to samce biorą na siebie cały ciężar opieki.
Nie chodzi o symboliczny udział. W siedmiu opisanych przypadkach ojcowie oddają potomstwu wszystko, łamiąc utarte reguły natury.
Mistrzowie poświęcenia: lód, pysk i nogi
→ Czytaj też: Bursztyn sprzed 400 milionów lat znaleziony w Chinach. Co to oznacza dla nauki?
Najsłynniejszy z nich to pingwin cesarski. Po złożeniu jedynego jaja samica wraca do morza, a samiec inkubuje je w najmniej wygodnym miejscu świata - na antarktycznym lodzie, w środku zimy. Trzyma jajo na stopach, okryte fałdem skóry zwanym kieszenią lęgową, by nie dotknęło zmrożonego podłoża.
Przez wiele tygodni samiec głoduje, znosi polarne temperatury i tłoczy się z innymi, by nie tracić ciepła. Gdy pisklę się wykluwa, a samica jeszcze nie wróciła, ojciec potrafi karmić je wydzieliną produkowaną w przełyku. Piec, kołyska i spiżarnia w jednym.
Równie oddany jest rospo ostetrico, czyli ropucha babienica. Samiec zapładnia sznury jaj, a potem owija je sobie wokół tylnych nóg i nosi przez dni lub tygodnie. Chroni je przed drapieżnikami i pleśnią, nawilża w razie potrzeby i wraca do wody dopiero, gdy są gotowe do wyklucia.
Ojcostwo w wersji jeszcze bardziej intymnej praktykuje pesce cardinale di Banggai. Samiec zbiera zapłodnione jaja do jamy gębowej i trzyma je tam tygodniami. Jedzenie staje się wtedy niemal niemożliwe - to wysoka cena. Gdy maluchy opuszczają pysk ojca, nie są bezbronnymi larwami, lecz w pełni ukształtowanymi rybkami.
Inżynierowie, niani i żywe bukłaki
Niektóre samce stawiają na pomysłowość. Australijski nogal (tacchino di boscaglia) nie wysiaduje jaj, lecz buduje ogromny kopiec z ziemi i gnijącej materii roślinnej. Ciepło fermentacji działa jak naturalny inkubator, a ojciec reguluje temperaturę, dodając lub usuwając materiał.
Pluskwiaki wodne idą inną drogą: samica przykleja jaja samcowi do grzbietu, zamieniając go w ruchomy żłobek. Poruszając się, ojciec dotlenia jaja i utrzymuje je w odpowiednich warunkach.
Natomiast stepówki - ptaki suchych terenów - rozwiązują problem wody. Samce mają na brzuchu pióra zdolne wchłaniać i zatrzymywać wilgoć. Lecą do odległej kałuży, moczą się, wracają do gniazda, a pisklęta piją prosto z ich upierzenia. Żywe bukłaki.
Co to mówi o naturze?
Wreszcie kazuar - wielki, ciemny ptak z hełmem na głowie, często przywoływany jako dowód, że ptaki to dinozaury. Samica składa duże zielone jaja i odchodzi, a samiec wysiaduje je tygodniami, a potem przez miesiące prowadzi pisklęta przez las i broni przed drapieżnikami.
To właśnie dlatego spotkanie kazuara z młodymi bywa niebezpieczne. Te przypadki pokazują, że ojcowska troska bywa w przyrodzie równie skrajna co matczyna - czasem oznacza głód, ból i ryzyko podejmowane w pojedynkę.


