Steam Controller sam wraca do ładowarki. Programista pokazał, jak to możliwe
Ray Foss stworzył system, który sprawia, że Steam Controller po odłożeniu na biurko sam wraca do ładowarki. Wykorzystuje kamerę i sztuczną inteligencję, a całość działa w przeglądarce.

Po odłożeniu na biurko Steam Controller nie tkwi bezczynnie. Dzięki pomysłowemu systemowi wizji komputerowej powoli przesuwa się w stronę stacji dokującej – zupełnie jak miniaturowy robot sprzątający. Autorem projektu jest programista Ray Foss, który postanowił sprawdzić, jak daleko można rozciągnąć możliwości kontrolera.
Kamera, AI i odrobina sprytu
→ Czytaj też: AI rozszyfrowała śpiew ptaków. Co mówią nam od lat?
Sercem układu jest aplikacja internetowa Auto-Charge Vision Tracker, która nie wymaga instalacji – działa bezpośrednio w przeglądarce. Kamera umieszczona nad biurkiem śledzi położenie pada, a algorytmy wizji komputerowej wyznaczają kierunek ruchu. System analizuje obraz w czasie rzeczywistym i decyduje, które silniki wibracyjne należy uruchomić, by przesunąć kontroler o kilka centymetrów w wybranym kierunku – niczym w małym robocie krocionym. Samo przemieszczanie odbywa się bez kółek czy silników krokowych. Wykorzystano wbudowane w kontroler silniczki wibracyjne, które – uruchamiane w odpowiedniej sekwencji – przesuwają urządzenie milimetr po milimetrze.
Jak opisuje serwis benchmark.pl, efektem jest kontroler, który porusza się po blacie samodzielnie, omijając przeszkody i konsekwentnie zmierzając do ładowarki. Całość przypomina uproszczoną wersję robota sprzątającego – z tą różnicą, że zamiast odkurzać, „szuka prądu”.
Pliki CAD i duch Valve
→ Czytaj też: Pamięci do AI wykańczają rynek aut. Twój następny samochód może być droższy o 8 tys. zł?
To nie pierwszy raz, gdy społeczność modyfikuje Steam Controller. Valve udostępniło pliki CAD dla kontrolera, co otworzyło pole do eksperymentów – od wymiany obudów po integrację z nietypowymi systemami. Dzięki tym danym kontroler stał się platformą dla majsterkowiczów: powstały alternatywne obudowy, uchwyty, a nawet integracje z drukarkami 3D. Ray Foss poszedł o krok dalej: zamiast fizycznej przebudowy, skupił się na oprogramowaniu i otoczeniu peryferyjnym. Jego projekt nie wymaga ingerencji we wnętrze pada – wszystko opiera się na obrazie z kamery i sygnałach wysyłanych do silników wewnętrznych.
Projekt Fossa to dowód, że nawet starzejący się kontroler potrafi zaskoczyć. Twórca przyznaje jednak, że pomysł ma swoje granice.
Idealnie płaskie biurko i zero kabli
Autonomiczny pad działa wyłącznie na gładkiej powierzchni – każdy kabel, nierówność czy rozsypana myszka mogą go zatrzymać. Dodatkowo, ciągłe przesuwanie urządzenia po blacie grozi rysami na obudowie, a nawet na blacie. Twórca proponuje rozwiązanie: gumowe nóżki, które poprawią przyczepność i ochronią kontroler. Na razie jednak całość to bardziej demonstracja koncepcji niż gotowy produkt.
Projekt Raya Fossa to kolejny sygnał, że urządzenia peryferyjne stają się coraz bardziej autonomiczne. Od selfie-dronów po inteligentne podstawki ładujące – technologia zmierza w kierunku sprzętu, który sam dba o własne potrzeby.
Co dalej? Autonomiczne peryferia
Czy za kilka lat każdy kontroler będzie sam wracał do ładowarki? Na razie to wizja z pogranicza majsterkowania i sztucznej inteligencji. Wymagałoby to znacznej miniaturyzacji kamer i algorytmów, by system działał niezawodnie w codziennym bałaganie na biurku. Niemniej, eksperyment pokazuje, że granice między sprzętem a robotyką zacierają się szybciej, niż myślimy.
Ray Foss udowodnił, że czasem wystarczy odrobina sprytu, by zwykły kontroler do gier zamienił się w autonomiczny pojazd. Jego projekt to nie tylko ciekawostka, ale i inspiracja dla kolejnych modyfikacji. Choć na razie trudno oczekiwać, że producenci sprzętu pójdą tą drogą, jedno jest pewne – pomysłowość społeczności nie zna granic.


