Przejdź do treści
Archeologia

Trucizna czy malaria? DNA rozwiązało 500-letnią zagadkę śmierci braci Medyceuszy

Przez pięć wieków krążyła plotka, że dwaj synowie Kozimy I zostali otruci arszenikiem. Analiza DNA z ich kości ujawniła jednak zupełnie inną prawdę.

3 min read

Przez pięć wieków krążyła makabryczna plotka: dwóch synów wielkiego księcia Toskanii miał otruć arszenikiem inny członek rodu. Analiza DNA z ich kości właśnie tę wersję obaliła — i przy okazji odsłoniła nieznany wcześniej szczep malarii.

Renesansowa dynastia i seria podejrzanych zgonów

Czytaj też: Archeolodzy odkryli cmentarz I wojny w Bieszczadach. Co kryją mogiły?

Ród Medyceuszy zbudował potęgę w XV wieku, tworząc największy bank w Europie. Fortunę przeznaczyli na finansowanie artystów renesansu i na polityczną dynastię, w której znaleźli się liczni książęta, czterej papieże i dwie królowe Francji.

W XVI wieku Kozima I przejął całą Toskanię jako wielki książę. Ale w ciągu ćwierćwiecza co najmniej pięcioro członków jego rodziny zmarło z powodu wysokiej gorączki. To wystarczyło, by narodziła się plotka o otruciu arszenikiem — choć większość współczesnych sądziła, że przyczyną była malaria.

Podejrzenia wzmacniały okoliczności. Wielki książę Francesco I de’ Medici zmarł w 1587 roku w wieku 46 lat niemal równocześnie z żoną. Kardynał Giovanni de’ Medici odszedł w 1562 roku, mając zaledwie 19 lat — w tym samym miesiącu co jego matka i młodszy brat Garzia. Tak nagłe zgony aż prosiły się o teorię spiskową.

Pasożyt schowany w kościach

Czytaj też: Upadek czterech cywilizacji w jednym momencie. Archeolodzy rozwiązali zagadkę epoki brązu

Międzynarodowy zespół postanowił rozstrzygnąć tę sprawę naukowo. Badacze wyekstrahowali starożytne DNA z kości obu braci i przetestowali je pod kątem Plasmodium falciparum — pasożyta wywołującego najgroźniejszą postać malarii, przenoszonego przez komary. Wyniki opublikowano w czasopiśmie iScience 17 czerwca 2026 roku.

W kościach obu Medyceuszy znaleziono ślady P. falciparum. Potwierdziło to relacje ówczesnych lekarzy dworskich, którzy opisywali braci jako chorych na „gorączkę trzeciaczkę” — typ wysokiej gorączki nawracającej co trzy dni, klasyczny objaw malarii. Kroniki wspominały też, że stosowano wobec nich upuszczanie krwi.

„Teraz możemy z naukową pewnością stwierdzić, że to malaria, a nie otrucie, zabiła wielkiego księcia Francesca de Medici” — powiedziała współautorka badania Valentina Giuffra, historyk medycyny z Uniwersytetu w Pizie.

Diagnozie sprzyjał styl życia rodu. Medyceusze często odwiedzali swoje wille położone na bagnistych, podmokłych terenach Toskanii, gdzie malaria występowała jeszcze w XX wieku.

Dwie niespodzianki ukryte w genomie

Analiza przyniosła jednak dwa zaskakujące odkrycia. Kości wielkiego księcia były dodatnie nie tylko na P. falciparum, ale też na Plasmodium malariae — inny gatunek pasożyta wywołujący malarię u ludzi. Sugeruje to, że obie infekcje przyczyniły się do ciężkiej choroby, która zabiła Francesca i jego żonę.

Kardynał Giovanni miał tylko P. falciparum, lecz szczep, który go zaatakował, był nieznany nauce. Przypominał odmiany spotykane w dawnej i wczesnonowożytnej Europie, ale nosił dwie mutacje, jakich badacze nigdy wcześniej nie widzieli.

Właśnie tu kryje się szersze znaczenie tej pracy. „Badanie starożytnego DNA daje nam okazję nie tylko do zdiagnozowania malarii u osób z przeszłości, ale też otwiera okno na zrozumienie ewolucji gatunków malarii” — ocenił pierwszy autor Alexander Ochoa, biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Yale. Poznanie, jak patogen adaptował się w czasie, może pomóc w walce z chorobą, która wciąż zabija miliony.

Zespół zapowiada dalsze analizy kości, by ustalić pokrewieństwo między szczepami noszonymi przez obu braci. Renesansowa zagadka kryminalna okazała się kluczem do historii ewolucji jednego z najgroźniejszych pasożytów świata.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje