Wchodzisz do lasu, a jeleń zmienia trasę. Jak sama obecność człowieka przestawia zwierzynę
Ponad 65% dzikich gatunków zmienia swoje zachowanie w odpowiedzi na samą obecność człowieka w lesie. Nowe, przełomowe badanie z wykorzystaniem danych GPS i telefonów komórkowych ujawnia, że nasza aktywność rekreacyjna bywa groźniejsza niż urbanizacja.

Wyobraź sobie, że jesteś jeleniem w dzikim lesie. Przez setki lat twój gatunek uczył się, że zapach drapieżnika oznacza śmiertelne niebezpieczeństwo. Dziś jednak największym zagrożeniem nie są wilki, ale istoty, które nie wydzielają woni strachu – a mimo to potrafią całkowicie przeprogramować twoje życie. Czy sama obecność człowieka w lesie, nawet bez wycinania drzew czy budowania dróg, wystarczy, by zmusić dzikie zwierzęta do zmiany zachowania? Wyniki największego w historii badania tego zjawiska nie pozostawiają złudzeń.
GPS, telefony i pandemia – jak to zmierzono
→ Czytaj też: Orka uczyła młode polować. Nagranie zmienia sposób, w jaki myślimy o zwierzętach?
Międzynarodowy zespół pod kierunkiem Yale Center for Biodiversity and Global Change przeanalizował ruchy 22 gatunków ptaków i 15 gatunków ssaków na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Naukowcy zebrali około 11,8 miliona punktów lokalizacji od ponad 4500 osobników wyposażonych w nadajniki GPS. Wśród śledzonych zwierząt znalazły się jelenie wirginijskie, wilki, kojoty, szopy pracze, a także sępy, jastrzębie, żurawie i bociany.
Kluczem do sukcesu było połączenie dwóch źródeł danych. Po pierwsze, badacze sięgnęli po anonimowe dane z telefonów komórkowych, by określić codzienną intensywność ludzkiej obecności w danym obszarze. Po drugie, wykorzystali satelitarne pomiary stopnia przekształcenia krajobrazu. Dzięki temu mogli po raz pierwszy oddzielić wpływ samej fizycznej obecności człowieka od trwałych zmian w środowisku, takich jak urbanizacja czy rolnictwo. Wyjątkową okazję stworzyła pandemia COVID-19. Lockdowny w 2020 roku radykalnie zmieniły wzorce przemieszczania się ludzi, tworząc naturalny eksperyment na niespotykaną skalę.
Zaskakujące reakcje – wilki i kruki kontra reszta świata
→ Czytaj też: Myśleli, że wylesienie napędza malarię. Okazało się, że to granica lasu.
Wyniki, opublikowane w czasopiśmie Science, są jednoznaczne. Ponad 65% badanych gatunków zmieniało użytkowanie przestrzeni w odpowiedzi na obecność człowieka. Co istotne, efekt ten był najsilniejszy w środowiskach najmniej przekształconych przez człowieka. Wejście turysty w dzikie, nienaruszone tereny wywiera silniejszy wpływ na tamtejszą faunę niż te same działania na terenach już dawno przez nas zmodyfikowanych. Zwierzęta żyjące w miastach albo się przyzwyczaiły, albo po prostu nie mają już dokąd uciec.
Reakcje poszczególnych gatunków okazały się jednak dalekie od jednolitości. Większość ssaków zmniejszała obszar swoich wędrówek, prawdopodobnie starając się unikać kontaktu z ludźmi. Wyjątkiem był wilk, który w odpowiedzi na ludzką aktywność swój zasięg rozszerzał. Gatunek ten, prześladowany przez stulecia i wyjątkowo wrażliwy na naszą obecność, prawdopodobnie musi pokonywać większe dystanse, by znaleźć bezpieczne schronienie. Z kolei kruki rozszerzały terytoria, korzystając z antropogenicznych źródeł pożywienia, podczas gdy kojoty – mimo podobnego apetytu na ludzkie odpadki – ograniczały swoje ruchy. Powód? W odróżnieniu od kruków, kojoty są przez nas intensywnie tępione.
Ochrona przyrody to nie tylko rezerwaty
Profesor Walter Jetz, dyrektor Yale Center for Biodiversity and Global Change, podkreśla, że to pierwsze badanie, które w tej skali bezpośrednio ocenia obie przyczyny – osobno i łącznie. Dotychczas dominującym wskaźnikiem ludzkich wpływów był stan krajobrazu: stopień zabudowy, fragmentacja siedlisk, zasięg rolnictwa. Nowe badanie pokazuje, że to za mało. Efekty modyfikacji krajobrazu nie mogą być rozumiane bez uwzględnienia obecności człowieka, która może zarówno wzmacniać, jak i łagodzić jej skutki.
Praktyczna rekomendacja, jaka z tego wynika, jest zarazem prosta i rewolucyjna. Oprócz zachowania siedlisk, kluczowe staje się umiejętne zarządzanie czasem i intensywnością ludzkiej aktywności. Ograniczenie ruchu drogowego w kluczowych okresach lęgowych, zmniejszenie zakłóceń w wrażliwych refugiach czy sezonowe zamykanie szlaków turystycznych może pomóc w koegzystencji zwierząt i ludzi. Nie chodzi o wykluczenie człowieka z przyrody, lecz o mądrzejsze, dynamiczne zarządzanie tym, kiedy i jak intensywnie korzystamy z określonych obszarów.
Jak ujął to Scott Yanco, jeden z głównych autorów badania, zaawansowane technologie pozwalają nam zobaczyć z bezprecedensową dokładnością, jak zróżnicowane są reakcje dzikich zwierząt na ludzką aktywność – co oznacza, że strategie ochrony muszą być bardzo ukierunkowane, a nie jednolite dla wszystkich. W świecie, gdzie presja klimatyczna i utrata siedlisk będą się nasilać, właśnie ta precyzja może okazać się kluczowa.


