Wrak pełen porcelany leżał 600 metrów pod wodą. Talerze ułożone w stosy przetrwały nietknięte
U wybrzeży Norwegii spoczął XVIII-wieczny statek, którego ładunek przetrwał w stanie niemal idealnym. Całe stosy chińskiej porcelany, kandelabry, beczki zboża - i pytanie, co stało się z załogą.

Spis treści
Statek opadł na dno niemal pionowo, dzięki czemu stosy porcelany przetrwały dokładnie tam, gdzie je załadowano.
Espen Saastad badał dno cieśniny Skagerrak między Norwegią a Danią, gdy niemal 600 metrów pod powierzchnią dostrzegł coś, czego się nie spodziewał. Statek pełen delikatnej porcelany - w dużej części wciąż nietkniętej.
Co znaleziono na dnie Skagerraku?
→ Czytaj też: Neandertalscy stolarze sprzed 60 tysięcy lat. Znaleźli ślady narzędzi, jakich dotąd nie widziano
Saastad, zegarmistrz prowadzący niewielką firmę zajmującą się badaniami podwodnymi, skontaktował się z archeologami z Norweskiego Muzeum Morskiego. Odkrycie zrobiło na nich ogromne wrażenie. Statek, ochrzczony „Wrakiem Porcelanowym”, ma około 22 metrów długości i od jesieni jest dokumentowany za pomocą zdalnie sterowanego pojazdu podwodnego z kamerą.
Część naczyń to tak zwana porcelana Batavia - chińska ceramika z biało-niebieską dekoracją wewnątrz i brązową glazurą na zewnątrz. Inne fragmenty przypominają Blanc de Chine, porcelanę wytwarzaną w mieście Dehua na południowo-wschodnim wybrzeżu Chin. Na denku jednego z kubków widnieje coś w rodzaju monogramu, którego badacze jak dotąd nie rozszyfrowali.
„Często znajdujemy ładunek i fracht, ale zwykle jest połamany albo pokryty morskimi naroślami. Tutaj całe talerze leżały ułożone w stosy na dnie” - mówi Sven Ahrens, dyrektor ds. badań w Norweskim Muzeum Morskim, cytowany przez ScienceNorway w relacji Smithsonian Magazine.
Dlaczego ładunek przetrwał tak dobrze?
→ Czytaj też: Czy egipscy faraonowie mordowali własny dwór? Czaszki sprzed 5000 lat ujawniają mroczny rytuał
Oprócz ceramiki badacze odkryli beczki ze zbożem oraz luksusowe wyroby europejskie - od kandelabrów po kieliszki na nóżce. Natrafili też na skrzynię z tajemniczymi substancjami, być może kawą, herbatą, kakao lub lekami. Na tej głębokości zachowały się nawet materiały organiczne.
Niemal pionowe ułożenie wraku sugeruje, że statek zatonął szybko i opadł prosto na dno. Dzięki temu większość ładunku pozostała dokładnie tam, gdzie ją załadowano wieki temu. Chińską porcelanę przewożono zwykle na najniższym poziomie statku, bo była odporna na działanie wody. Ślady ryżowej słomy w niektórych skrzyniach wskazują na pochodzenie z Chin lub Indonezji.
Skąd pochodził statek i kiedy zatonął?
Badacze szacują, że jednostka zatonęła w XVIII wieku, prawdopodobnie około 1750 roku. To czas głębokich przemian politycznych, gospodarczych i społecznych w Europie Północnej, gdy kształtowała się nowoczesna kultura konsumpcyjna, a handel surowcami i luksusem łączył się w jeden morski system wymiany.
Statek raczej nie płynął po porcelanę aż do Azji. Prawdopodobnie odebrał ładunek z północnoeuropejskiego portu aukcyjnego - być może z Göteborga, Kopenhagi lub Amsterdamu. Jedną z poszlak jest cegła z kuchni okrętowej, wykonana przez firmę Lübecker Ratsziegelei z Lubeki, działającą od XV wieku do 1772 roku. Ze względu na rozmiar i kształt jednostkę uznano za statek handlowy typu galiot.
Co dalej?
W maju badacze użyli drona z ramieniem zakończonym przyssawkami, by wydobyć około 40 zabytków. Trafiły do muzeum w Oslo, które planuje stałą wystawę. Liczba przedmiotów wciąż spoczywających na dnie może iść w tysiące.
Najwięcej emocji budzą pytania bez odpowiedzi. Co zatopiło statek - sztorm? I co stało się z załogą, która zwykle liczyła pięciu lub sześciu ludzi? „Wciąż są nieotwarte skrzynie i mogą kryć niespodzianki” - zaznacza Frode Kvalø, archeolog morski kierujący projektem.


