🎬 Higgsfield Plus na rok 549 zł 1 990 zł -72% zostało 8 szt. albo Gemini Pro na 18 miesięcy 170 zł Kup teraz →
Przejdź do treści
Technologia

Wynajęli robotaksówkę, by strzelać do ludzi. Samochód sam wezwał policję

Dwóch nastolatków z Kalifornii wsiadło do autonomicznej taksówki Waymo, żeby popijać alkohol i strzelać do przechodniów z zabawkowych pistoletów. Nie przewidzieli, że samochód doniesie na nich policji.

4 min read
Wynajęli robotaksówkę, by strzelać do ludzi. Samochód sam wezwał policję
Czy autonomiczna taksówka może stać się Twoim najbardziej czujnym nadzorcą?

Dwóch nastolatków z Kalifornii wsiadło do autonomicznej taksówki Waymo, żeby popijać alkohol i strzelać do przechodniów z zabawkowych pistoletów na żelowe kulki. Nie przewidzieli jednego: że samochód doniesie na nich policji. Incydent z 8 lipca 2026 roku pokazuje, że robotaksówki nie tylko wożą pasażerów — stają się również cichymi strażnikami własnych regulaminów.

Kamera wszystko widzi, algorytm nie wybacza

Czytaj też: Zamrozili światłowód do -196°C. Efekt może zmienić komputery na zawsze

Z pozoru plan był prosty. Wynająć autonomiczny pojazd, który nie ma kierowcy, i urządzić sobie przejażdżkę po San Mateo. Szesnastolatkowie zabrali ze sobą alkohol oraz pomalowany na czarno pistolet SplatRBall, strzelający żelowymi kulkami Orbeez. Z okien jadącego samochodu ostrzeliwali przypadkowych przechodniów.

Problem w tym, że Waymo wyposaża swoje pojazdy w zaawansowany system kamer wewnętrznych. Firma otwarcie przyznaje, że może przeglądać nagrania wideo z wnętrza pojazdu, a w nagłych przypadkach — uzyskać dostęp do transmisji na żywo. Pasażer nie ma tu prawa do prywatności. Gdy system wykrył podejrzane zachowanie, samochód po prostu się zatrzymał.

Jak podaje Ars Technica, operator natychmiast powiadomił policję w San Mateo. Funkcjonariusze przybyli na miejsce i zatrzymali obu pasażerów. W swoim komunikacie policja skomentowała sprawę z sardonicznym humorem: „Po wezwaniu nas i zatrzymaniu samochodu bezpiecznie wyciągnęliśmy obu osobników i ustaliliśmy, że strzelali Orbeezami z auta, popijając popołudniowe trunki, gdy byli wożeni po mieście w pojeździe bez kierowcy”.

Zabawka, która wygląda jak broń

Czytaj też: Most z drukarki 3D w 20 godzin. MIT tnie beton o 76% i zmienia budownictwo

Choć nastolatkowie wiedzieli, że ich pistolet to tylko zabawka na żelowe kulki, dla zewnętrznego obserwatora sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Pomalowana na czarno replika, widziana przez kamery lub z perspektywy przechodnia, do złudzenia przypominała prawdziwą broń. To właśnie ten szczegół najprawdopodobniej uruchomił alarm w systemie monitoringu Waymo.

Policja z San Mateo podkreśliła w swoim oświadczeniu powagę sytuacji: „Choć w tym planie była pewna pomysłowość, pistolety-zabawki, pistolety na wodę i wiatrówki niosą ze sobą realne zagrożenia, szczególnie dla niewprawnego oka. Samo posługiwanie się nimi może wywołać strach u przechodniów lub u tych, którzy nie przyjrzą się dokładnie”. Funkcjonariusze dodali też, że strzelanie pociskami przy dużej prędkości może wyrządzić realne szkody.

Lista złamanych zasad była długa. Regulamin Waymo jednoznacznie zabrania spożywania alkoholu i narkotyków w pojeździe, niezależnie od lokalnych przepisów. Osoby poniżej 18. roku życia muszą podróżować z dorosłym opiekunem. Nie wolno również wyrzucać niczego z samochodu — a to obejmuje strzelanie z okna. Zakazane są też wszelkie rodzaje broni.

Donosiciel na czterech kołach

To nie pierwszy przypadek, gdy autonomiczna taksówka Waymo donosi na swoich pasażerów. W ubiegłym roku dwóch mężczyzn w Los Angeles zostało zgłoszonych policji za picie alkoholu wewnątrz pojazdu. Firma konsekwentnie egzekwuje swój regulamin, wykorzystując technologię, która pierwotnie miała służyć bezpieczeństwu jazdy.

W Kalifornii przepisy dotyczące otwartych pojemników z alkoholem są skomplikowane. Pasażerowie tradycyjnych taksówek nie podlegają tym ograniczeniom, ale klienci usług ride-hailingowych już tak. Waymo idzie o krok dalej — całkowicie zakazuje używek w swoich pojazdach, nawet jeśli lokalne prawo na to pozwala. Firma stawia własne zasady ponad stanowe regulacje.

Policja z San Mateo, mimo powagi sytuacji, doceniła ironię całego zdarzenia. W swoim wpisie na Facebooku funkcjonariusze zauważyli, że nastolatkowie przynajmniej uniknęli zarzutu prowadzenia pod wpływem alkoholu — w końcu za kierownicą nie siedział nikt. „Wszystko to były dziś złe pomysły dla tej dwójki” — podsumowali.

Koniec ery anonimowych przejażdżek

Incydent w San Mateo wyznacza nowy standard w relacji między pasażerem a autonomicznym pojazdem. Samochody bez kierowcy oferują pozorną wolność — nie ma tu człowieka, który zwróci uwagę na niewłaściwe zachowanie. W rzeczywistości jednak system kamer i algorytmów obserwuje każdy ruch, a operator może interweniować w czasie rzeczywistym.

Dla nastolatków z Kalifornii lekcja okazała się bolesna. Zamiast beztroskiej przejażdżki skończyli w rękach policji, z zarzutami nieletniego spożywania alkoholu i potencjalnie niebezpiecznego zachowania. Ich historia to przestroga dla wszystkich, którzy myślą, że brak kierowcy oznacza brak nadzoru. W erze robotaksówek Wielki Brat nie siedzi za kierownicą — patrzy przez obiektyw kamery.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje