Faza cyklu w dniu szczepienia może decydować, jak długo działa ochrona
Kobiety zaszczepione przeciw COVID-19 w fazie lutealnej cyklu szybciej łapały zakażenie przełamujące niż te zaszczepione w fazie folikularnej. Czy harmonogram szczepień powinien uwzględniać kalendarz menstruacyjny?

Ten sam preparat, ta sama dawka, ta sama osoba — a jednak ochrona może wypaść inaczej w zależności od dnia cyklu, w którym wbije się zastrzyk. Tak przynajmniej sugeruje obserwacja dotycząca szczepień przeciw COVID-19.
Co zauważono
→ Czytaj też: Dieta, która chroni twój spokój. Naukowcy odkryli jej nową moc u osób po pięćdziesiątce
Według analizy opisanej przez New Scientist kobiety zaszczepione przeciw COVID-19 w fazie lutealnej cyklu menstruacyjnego zgłaszały zakażenie przełamujące wcześniej niż te, które przyjęły szczepionkę w fazie folikularnej.
Mówiąc prościej: moment szczepienia względem cyklu wiązał się z tym, jak długo utrzymywała się skuteczna ochrona. To nie znaczy, że szczepionka u jednych działa, a u innych nie. Chodzi o czas, po jakim pojawiało się zakażenie mimo zaszczepienia.
Dwie fazy, dwa różne tła hormonalne
→ Czytaj też: Biologiczna czy mechaniczna? Wybór zastawki, który decyduje o macierzyństwie
Cykl menstruacyjny dzieli się na kilka okresów, a dla układu odpornościowego liczy się głównie podział na dwie główne fazy:
- Faza folikularna — pierwsza połowa cyklu, prowadząca do owulacji, w której rośnie poziom estrogenu.
- Faza lutealna — druga połowa cyklu, po owulacji, zdominowana przez progesteron.
Hormony płciowe nie są dla odporności obojętne. Estrogen i progesteron wpływają na pracę komórek odpornościowych, w tym na sposób, w jaki organizm reaguje na nowy antygen. Skoro szczepionka to właśnie trening układu odpornościowego, tło hormonalne w dniu tego treningu może modyfikować jego efekt.
To prawdopodobnie wyjaśnia, dlaczego dwie kobiety przyjmujące identyczny preparat mogą wytworzyć nieco inną odpowiedź — nie z powodu samej szczepionki, lecz z powodu wewnętrznych warunków, w jakich ją otrzymały.
Dlaczego to ważne — i czego jeszcze nie wiemy
Obserwacja opiera się na danych zgłaszanych przez same uczestniczki, dotyczących momentu zakażenia przełamującego. To istotne zastrzeżenie. Samoraportowanie bywa nieprecyzyjne, a na ryzyko infekcji wpływa mnóstwo czynników: liczba kontaktów, wariant wirusa, wcześniejsze zakażenia, wiek czy choroby współistniejące.
Dlatego wynik należy traktować jako sygnał, a nie gotową wytyczną. Nie wiadomo, czy ten sam efekt dotyczy innych szczepionek niż przeciw COVID-19. Nie wiadomo też, jak duża jest realna różnica w praktyce ani czy utrzymuje się po uwzględnieniu wszystkich zmiennych.
Mimo to spostrzeżenie wpisuje się w szerszy, coraz wyraźniejszy nurt w medycynie: kobiece ciało nie jest po prostu „mniejszą wersją” męskiego, a cykl hormonalny to zmienna, która przez dekady bywała w badaniach pomijana. Jeśli faza cyklu rzeczywiście wpływa na trwałość odpowiedzi poszczepiennej, może to dotyczyć ogromnej liczby pacjentek.
Co dalej
Zanim ktokolwiek zacznie planować szczepienia według kalendarza menstruacyjnego, potrzebne są kontrolowane badania mierzące twarde wskaźniki odporności — na przykład poziom przeciwciał — a nie tylko zgłoszenia uczestniczek. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy timing szczepienia znaczy coś klinicznie, czy jest jedynie statystyczną ciekawostką.
Na razie wniosek jest skromniejszy, ale interesujący: skuteczność szczepionki może zależeć nie tylko od tego, co wstrzykujemy, lecz również od tego, w jakim momencie biologicznym znajduje się organizm, który ją przyjmuje. To pytanie, na które medycyna dopiero zaczyna szukać odpowiedzi.


