Idealny robot nie ma twarzy. Ma za to 20 nóg i wynik lepszy niż cokolwiek przed nim
Robot bez przodu i tyłu, przypominający morskiego jeżowca, uzyskał najwyższy w historii wynik dynamicznej izotropii. Konstruktorzy z Duke University porzucili naśladownictwo natury na rzecz czystej matematyki — i stworzyli maszynę, która zmienia definicję idealnej robotycznej anatomii.

Od dziesięcioleci konstruktorzy robotów szukali odpowiedzi w naturze. Kopiowali anatomię psa, konia, owada, człowieka. Ale co, jeśli to był błąd? Co, jeśli idealna maszyna wcale nie powinna mieć „przodu” i „tyłu”, głowy ani orientacji — a zamiast tego przypominać… rozdętą, dwudziestonogą kulę morskiego jeżowca?
Brak orientacji zamiast naśladownictwa
→ Czytaj też: Insekt dostał 68-sekundowy skafander. Teraz może uratować życie lub polecieć na Marsa
Zespół z Duke University porzucił biologiczne wzorce na rzecz matematycznej abstrakcji. Zamiast rzeźbić robota na obraz znanego stworzenia, badacze skupili się na koncepcji dynamicznej izotropii — mierze mówiącej o tym, jak równomiernie maszyna może przyspieszać swój środek ciężkości we wszystkich kierunkach. Skala od 0 do 1. Zdecydowana większość współczesnych konstrukcji — od humanoidów po czworonogi Boston Dynamics — nie przekracza 0,6. Są sprawne, owszem, ale przewidywalnie lepsze w jednych płaszczyznach ruchu, a gorsze w innych.
Nowy robot dostał imię Argus na cześć stuokiego olbrzyma z mitów. Jego 20 teleskopowych nóg, każda o długości przypominającej rozcapierzone odnóża szkarłupni, rozchodzi się promieniście z centralnego korpusu uformowanego na bazie dwunastościanu foremnego. Publikacja w Science Robotics z maja 2026 roku ujawniła wynik symulacji: Argus uzyskał notę 0,91. Granica teoretycznego ideału.
Po co maszynie dwadzieścia kończyn?
→ Czytaj też: KUKA po chińsku: pięć lat po przejęciu patenty wciąż śpią w Augsburgu
Praktyczny sprawdzian odbył się na kampusie Duke’a — nie w sterylnych laboratoriach, lecz na trawie, mokrej korze, sypkim piasku i gęstym listowiu. Argus pokonywał przeszkody sięgające blisko 13 centymetrów i pchał przed sobą metrową kostkę, zachowując równowagę nawet po silnych szturchnięciach. Utrata trzech nóg nie zatrzymywała go — maszyna dostosowywała chód na bieżąco. Udźwig: 4,5 kilograma, co przy wadze własnej robota jest wartością nietrywialną. Kamery głębi na końcówkach odnóży zastępują oczy — pole widzenia jest niemal sferyczne.
„Pierwszy raz, gdy zobaczyliśmy, jak Argus manewruje między drzewami i nierównym podłożem, nawet przy silnych kolizjach, wiedzieliśmy, że to jest coś innego” — opowiada Jiaxun Liu, doktorant w General Robotics Lab i współautor badania. Komentarz oddaje przełom w myśleniu: dla Argusa „do przodu” i „do tyłu” to pojęcia pozbawione sensu. Lewa strona równa się prawej.
Zmierzch antropomorfizacji maszyn
Konstrukcja Argusa dowodzi słuszności tezy, którą lapidarnie ujął Boyuan Chen, dyrektor laboratorium: roboty nie potrzebują imitować ludzi ani psów, by być zwinne — mogą wyrastać z głębokich zasad matematycznych. To podejście zmienia zasady gry w terenach, gdzie przewidywalna geometria ciała przegrywa z chaosem podłoża. Trudno o lepszego kandydata do inspekcji zawalonych budynków, eksploracji jaskiń, a nawet — na co wskazują autorzy — poruszania się w warunkach obniżonej grawitacji.
W przeciwieństwie do większości robotów kroczących, Argus nie musi tracić ułamków sekund na obrócenie korpusu przed zmianą kierunku. Ta oszczędność czasu i energii w środowiskach nieustrukturyzowanych — na przykład na gruzowisku po trzęsieniu ziemi — może decydować o powodzeniu misji ratunkowej. Jego macki nie są tanie: każda kosztuje około 300 dolarów, co składa się na konstrukcję droższą od przeciętnych platform badawczych, lecz technologicznie uzasadnioną.
Argus w obecnej formie jest dowodem koncepcji, a nie produktem gotowym do seryjnej produkcji. „Projektowanie pod kątem dynamicznej symetrii nie jest już tylko teoretyczną ciekawostką. Tworzy maszynę, którą można wypuścić w dzicz, na nierówny grunt, w gąszcz przeszkód, a nawet w warunki niskiej grawitacji” — podsumowuje Boxi Xia, stażysta podoktorski w laboratorium Duke’a.
Dla inżynierów oznacza to tyle: od dziś optymalna anatomia przyszłości może nie mieć twarzy. Będzie za to miała dwadzieścia kończyn i zero uprzedzeń co do tego, gdzie jest przód.


