Leki na odchudzanie maskują anoreksję. Psychoterapeutka bije na alarm
Leki na odchudzanie, takie jak semaglutyd, mogą wywoływać lub maskować zaburzenia odżywiania. Specjaliści alarmują, że skutki uboczne leku bywają mylone z objawami anoreksji, a restrykcja kaloryczna jest nagradzana zamiast leczenia.
Leki na odchudzanie, takie jak semaglutyd, stały się jednym z największych farmaceutycznych hitów ostatnich lat. Miliony ludzi na całym świecie sięgają po nie, by pozbyć się zbędnych kilogramów. Ale co, jeśli te same preparaty, które mają leczyć otyłość, paradoksalnie wywołują lub maskują zaburzenia odżywiania? Coraz więcej specjalistów bije na alarm: cienka granica między terapią a chorobą zaciera się, a skutki uboczne leku mogą być mylone z objawami anoreksji.
Gdy sukces leczenia przypomina chorobę
→ Czytaj też: AI znalazła naturalny zamiennik Ozempicu. Działa lepiej niż zastrzyki?
Carolyn Karoll, psychoterapeutka specjalizująca się w zaburzeniach odżywiania, opisuje w artykule dla Psychology Today niepokojący scenariusz: pacjentka skarży się na ciągłe myślenie o jedzeniu, je bardzo mało, traci zainteresowanie posiłkami, które kiedyś lubiła. Jej włosy stają się rzadsze, a zmęczenie nie ustępuje po śnie. To klasyczne sygnały ostrzegawcze zaburzeń odżywiania. Jednak w tym przypadku pacjentka nie jest zaniepokojona, a jej lekarz jest zadowolony. „Lek działa” – słyszy. Karoll podkreśla, że rzeczy, które terapeuci są szkoleni zauważać – zaabsorbowanie jedzeniem, kurcząca się podaż kalorii, rozpad własnych mięśni – są odczytywane jako postęp, bo towarzyszy im recepta.
„Szum jedzeniowy” – objaw czy normalna reakcja?
→ Czytaj też: 5 mitów o zaniedbaniu emocjonalnym, w które wierzą nawet terapeuci
Kluczowym elementem marketingu leków z grupy GLP-1 jest obietnica wyciszenia tzw. „food noise” – natrętnych myśli o jedzeniu. Rzadko jednak mówi się, że te myśli nie są wadą, ale jedną z najbardziej niezawodnych reakcji organizmu na niedojadanie. Karoll przypomina Eksperyment Głodowy z Minnesoty z lat 40. XX wieku, w którym zdrowych młodych mężczyzn przez miesiące karmiono dawkami znacznie poniżej ich potrzeb. Uczestnicy byli zafiksowani na punkcie jedzenia: śnili o posiłkach, zbierali przepisy, nie mogli przestać mówić o jedzeniu. „Z ich umysłami nie było nic złego; byli głodni” – pisze terapeutka. Gdy traktujemy „food noise” jak usterkę do wyłączenia, ryzykujemy patologizowaniem normalnej reakcji, jednocześnie przeoczając rozwijające się zaburzenie odżywiania. Ludzie przychodzą do lekarza z zaabsorbowaniem jedzeniem, poczuciem utraty kontroli nad jedzeniem, cierpieniem związanym z własnym ciałem i pragnieniem bycia mniejszym. To nie są poboczne uwagi – to dokładnie te punkty, które widnieją w formularzach diagnostycznych Karoll, tyle że są odczytywane jako powód do przepisania leku, a nie do oceny ryzyka.
Kiedy skutki uboczne naśladują chorobę
Druga strona medalu to skutki uboczne leków GLP-1. Opóźnione opróżnianie żołądka, zmniejszony apetyt, utrata masy mięśniowej, zmęczenie, mgła poznawcza i fizyczne zmiany towarzyszące szybkiej utracie wagi – to wszystko brzmi jak lista objawów anoreksji. „Gdyby pacjentka z jadłowstrętem psychicznym prezentowała się w ten sposób, zmobilizowalibyśmy siły” – zauważa Karoll. Ocenilibyśmy stan odżywienia, ryzyko medyczne i interweniowalibyśmy. Tymczasem, gdy te same objawy pojawiają się w przypadku recepty, są często przedstawiane jako oczekiwany, a nawet pożądany rezultat. Leki GLP-1 mogą naśladować oznaki zaburzeń odżywiania, równocześnie maskując te, które się rozwijają. Zmiany, które w innym przypadku wzbudziłyby niepokój kliniczny, są przypisywane „działaniu leku”, co utrudnia rozpoznanie, kiedy ktoś staje się coraz bardziej niedożywiony, psychicznie zaabsorbowany wagą i jedzeniem lub zagrożony medycznie.
Gdy restrykcja zaczyna smakować jak sukces
Terapia zaburzeń odżywiania polega na wspieraniu pacjenta w odczuwaniu głodu i sytości oraz zaufaniu sygnałom własnego ciała, zamiast ich ignorowania lub oceniania. Leki GLP-1 wyciszają właśnie te sygnały. Dla niektórych osób to właśnie tam zaczyna się zaburzenie odżywiania. Restrykcja rzadko pozostaje tam, gdzie się zaczyna. Eskaluje, a kultura jest stworzona, by ją oklaskiwać. „Zanim wszyscy zaczną chwalić restrykcję, przestaje ona być restrykcją, a zaczyna być sukcesem, a aprobata lekarza tylko to wzmacnia” – konkluduje Karoll. Jej zdaniem, badanie przesiewowe przed rozpoczęciem przyjmowania leków nie jest opcją, a skierowanie do specjalisty jest obowiązkiem, gdy pojawiają się wzorce zaburzeń odżywiania. Problem w tym, że gdy wszyscy wokół chwalą efekt, trudno dostrzec, że sukces może być początkiem poważnej choroby.
Wniosek jest niepokojący: rewolucja w leczeniu otyłości może nieświadomie tworzyć nową falę zaburzeń odżywiania, które pozostaną niezdiagnozowane, bo będą wyglądać jak… skuteczna terapia.


