Lit jest w USA, ale brakuje wody, by go wydobyć. Pułapka zielonej transformacji
USA planują otwarcie ponad 115 kopalni litu, by uniezależnić się od importu. Problem w tym, że większość z nich leży tam, gdzie brakuje wody. Nowe badanie ujawnia paradoks.

Stany Zjednoczone siedzą na ogromnych złożach litu — metalu kluczowego dla baterii i zielonej transformacji. Tyle że większość z nich leży tam, gdzie wody jest najmniej. To pułapka bez łatwego wyjścia.
Jedna kopalnia, ponad sto planów
→ Czytaj też: Bezpieczeństwo Polski czy ekologia? Naukowcy w Sejmie stawiają sprawę jasno
Dziś w USA działa tylko jedna czynna kopalnia litu — Silver Peak w Nevadzie. Tymczasem rząd i firmy planują otwarcie co najmniej 115 nowych zakładów wydobywczych w całym kraju.
Powód jest oczywisty: popyt na lit ma w najbliższych latach gwałtownie wzrosnąć. Metal ten ceni się za wysoką gęstość energetyczną i niską wagę, co czyni go idealnym do baterii samochodów elektrycznych i magazynów energii. Obecnie USA importują ponad połowę zużywanego litu, głównie z Chile i Argentyny.
Problem w tym, że nawet z istniejącą kopalnią i 22 najbardziej zaawansowanymi projektami kraj nie wyprodukuje wystarczająco dużo metalu, by pokryć własne potrzeby.
Woda kontra lit
→ Czytaj też: Tropikalny wirus na progu Europy. Czy komary przeniosą chikungunyę nad Wisłę?
Badanie opublikowane w Communications Earth & Environment pokazuje sedno problemu. Wydobycie litu pochłania gigantyczne ilości wody — metal pozyskuje się ze solanek przez wielkoskalowe odparowanie albo ze skał zwanych pegmatytami, co wymaga agresywnej obróbki słodką wodą.
Naukowcy z Northwestern University obliczyli przyszłe zużycie wody przez 23 kopalnie, które najprawdopodobniej będą działać w 2050 roku. Nałożyli te prognozy na zapotrzebowanie innych sektorów — rolnictwa, przemysłu, gospodarstw domowych — w czterech scenariuszach klimatyczno-społecznych na lata 2040–2060.
Wniosek był jednoznaczny. W większości przypadków dostępna woda nie wystarczy, by zasilić nowe kopalnie. Złoża litu w USA skupiają się w Nevadzie, Arizonie i Kalifornii — a to jedne z najbardziej suchych i deficytowych w wodę stanów kraju.
„Przyszła dostępność wody w warunkach zmiany klimatu może decydować o tym, czy nowe kopalnie litu będą miały jej dość, by działać” — powiedziała Live Science Jennifer Dunn, profesor inżynierii chemicznej i biologicznej oraz dyrektor Center for Engineering Sustainability and Resilience.
Salton Sea: skarb nie do wydobycia?
Najbardziej jaskrawym przykładem jest Salton Sea w południowej Kalifornii. Pod tym kurczącym się od dekad jeziorem kryje się jedno z największych złóż litu na świecie — około 4,5 mln ton.
Akwen zasila rzeka Kolorado, której przepływ stale maleje. To właśnie tam badacze stwierdzili najmniejszą rezerwę wody na potrzeby wydobycia. Skarb leży na wyciągnięcie ręki, ale brakuje płynu, by go wydobyć.
Według analizy gdyby wszystkie 22 zaawansowane projekty plus jedyna czynna kopalnia działały do 2050 roku, dałyby od 0,14 do 0,25 mln ton litu rocznie. To znacznie mniej niż 0,75–1,7 mln ton, których — jak szacowali wcześniej inni naukowcy — USA będą potrzebować na własne potrzeby.
Catch-22 zielonej energii
Badanie wskazuje też inne zagrożenia. Wiele amerykańskich złóż leży w pobliżu rezerwatów rdzennych plemion, a kopalnie mogłyby naruszać ich prawa. Do tego dochodzą zanieczyszczenia, erozja gleby i skażenie wody.
Były wyjątki — złoża w Karolinie Północnej i Arkansas mogą mieć dość wody. Autorzy nie analizowali jednak ani usprawnień zużycia wody, ani międzyzlewiskowych transferów, które, jak zaznacza Dunn, „mogłyby dostarczać wodę do suchych regionów”.
Wymowa pozostaje gorzka. Lit jest niezbędny dla transformacji energetycznej, która ma hamować globalne ocieplenie — ale to samo ocieplenie kurczy zasoby wody potrzebnej do jego wydobycia. USA prawdopodobnie nadal będą zależne od zagranicznych dostawców metali krytycznych.


