Przejdź do treści
Technologia

Twój robotaksówkarz właśnie zadzwonił na policję. Co widziały kamery Waymo?

Dwóch nastolatków wsiadło do robotaksówki Waymo. Kilka minut później algorytm wezwał policję, bo wykrył broń. Incydent odsłania niewygodną prawdę o prywatności w autonomicznych pojazdach.

4 min read
Czy wnętrze autonomicznej taksówki to przestrzeń prywatna, czy strefa nadzorowana przez algorytm?
Czy wnętrze autonomicznej taksówki to przestrzeń prywatna, czy strefa nadzorowana przez algorytm?. Fot. Steve Jurvetson, Wikimedia Commons, CC BY 2.0
Spis treści

Czy wnętrze autonomicznej taksówki to przestrzeń prywatna, czy strefa nadzorowana przez algorytm?. Fot. Steve Jurvetson, Wikimedia Commons, CC BY 2.0

Wsiadasz do taksówki bez kierowcy. Drzwi się zamykają. Jesteś sam - tak ci się przynajmniej wydaje. Na początku września 2026 roku dwóch nastolatków w Los Angeles przekonało się, że we wnętrzu autonomicznego pojazdu Waymo nie ma miejsca na prywatność. Firma wykryła broń, wezwała policję, a przejażdżka zakończyła się kajdankami.

Co wydarzyło się w Los Angeles?

→ Czytaj też: Znak wodny w AI miał chronić przed oszustwami. Badania pokazują, że ułatwia ataki

Dwóch nieletnich pasażerów zamówiło przejazd robotaksówką Waymo. W trakcie jazdy systemy pojazdu zarejestrowały przedmiot przypominający broń palną. Firma nie czekała na rozwój sytuacji - autonomiczny samochód sam powiadomił służby ratunkowe, po czym bezpiecznie zatrzymał się na poboczu. Policjanci, którzy przybyli na miejsce, znaleźli w pojeździe naładowany pistolet typu „ghost gun” wzorowany na karabinku AR. Obaj pasażerowie zostali aresztowani.

To nie pierwszy taki przypadek. W lipcu 2026 roku Waymo zgłosiło na policję dwóch innych nastolatków, którzy strzelali z zabawkowego pistoletu na wodne kulki i spożywali alkohol. Różnica jest jednak zasadnicza: tym razem to nie człowiek, lecz algorytm zdecydował o eskalacji sytuacji.

Oczy, które nigdy nie mrugają

→ Czytaj też: 30 proc. komputerów wciąż na Windows 10

Oczy, które nigdy nie mrugają.
Oczy, które nigdy nie mrugają. Fot. Dietmar Rabich, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Waymo od lat znajduje się w centrum debaty o prywatności. Jego flota naszpikowana jest kamerami - zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz pojazdów. Organy ścigania wielokrotnie uzyskiwały nakazy przeszukania nagrań z tych kamer. W ubiegłym roku policja Los Angeles wykorzystała materiał zarejestrowany przez przejeżdżające Waymo, by zidentyfikować sprawcę wypadku, w którym kierowca uciekł z miejsca zdarzenia. Podczas protestów antyimigracyjnych w Los Angeles pięć pojazdów Waymo zostało podpalonych - właśnie z obawy, że kamery mogą rejestrować twarze demonstrantów.

Rzeczniczka Waymo, Julia Ilina, potwierdziła w oświadczeniu przesłanym redakcji The Verge, że firma wykorzystuje kamery wewnętrzne do egzekwowania warunków korzystania z usługi. „Jeśli Waymo wykryje broń palną w pojeździe, możemy skontaktować się z lokalnymi organami ścigania” - dodała. Co istotne, firma nie ujawniła, jak dokładnie działa system automatycznego wykrywania, z jaką pewnością musi zidentyfikować zagrożenie ani jaka jest rola człowieka między alertem algorytmu a telefonem na policję.

Algorytm dzwoni po gliny

Bob Somers, były inżynier firmy Zoox zajmującej się pojazdami autonomicznymi, tłumaczy, że oprogramowanie nie musi mieć stuprocentowej pewności, by podnieść alarm. „Jeśli wykryty zostanie pewien zestaw obiektów, prawdopodobnie do akcji wkracza zdalny operator, który ocenia sytuację” - wyjaśnia. Phil Koopman, profesor Carnegie Mellon University badający bezpieczeństwo pojazdów autonomicznych, przyznaje, że systemy wizji komputerowej można wytrenować do rozpoznawania niebezpiecznych sytuacji. „Jeśli potrafisz nauczyć komputer patrzeć na drogę i podejmować decyzje, możesz nauczyć go rozpoznawać, czy ktoś trzyma broń” - mówi. Po czym dodaje kluczowe zastrzeżenie: „Te systemy nigdy nie są w stu procentach dokładne”.

I tu pojawia się problem. Ludzki taksówkarz ma kontekst. Słyszy rozmowę, widzi zachowanie pasażerów przez cały kurs. Może zapytać, czy przedmiot to prawdziwa broń, zabawka czy coś zupełnie innego. Zdalny operator, który dostaje krótki fragment nagrania do oceny, nie ma tej wiedzy. Waymo przyznaje, że mikrofony wewnętrzne są aktywne tylko podczas połączeń z obsługą klienta - recenzent może więc nie słyszeć, co działo się przed incydentem.

„To naprawdę ważne, żeby Waymo robiło to dobrze, kiedy alarmuje policję o czymś niebezpiecznym” - podkreśla Koopman.

Fałszywy alarm to nie tylko podważenie zaufania do robotaksówek. To realne ryzyko dla pasażerów - interwencja uzbrojonych funkcjonariuszy przy błędnym zgłoszeniu o broni może skończyć się tragicznie.

Prywatność, której nie ma

Brak kierowcy za kierownicą stwarza iluzję intymności. W 2023 roku serwis San Francisco Standard rozmawiał z czterema osobami, które uprawiały seks w robotaksówkach Cruise, mimo obecności kamer. Nikt nie znalazł nikogo, kto przyznałby się do tego samego w pojeździe Waymo, ale sama historia pokazuje, jak łatwo pasażerowie mylą nieobecność człowieka z nieobecnością świadka.

Regulamin Waymo zabrania przewożenia broni, narkotyków i stwarzania niebezpiecznych sytuacji. Firma może zawiesić konto pasażera, jeśli uzna, że złamał zasady. Nigdzie jednak nie informuje wprost, że może wezwać policję na podstawie tego, co zobaczy wewnątrz kabiny. Ta luka między regulaminem a rzeczywistością właśnie wyszła na jaw w najmniej komfortowy sposób.

Autonomiczne taksówki obiecują wygodę i bezpieczeństwo. Przypadek z Los Angeles stawia pytanie, które dopiero zaczynamy rozumieć: kto - lub co - naprawdę siedzi z tyłu głowy, gdy zamawiasz przejazd bez kierowcy.

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

AUTHOR

Wydawca i redaktor noktus.pl. Piszę o nauce od strony tego, co z badania realnie wynika, i tego, czego z niego jeszcze nie wiadomo. Prowadzę też serwis promptowy.com. Znalazłeś błąd w tekście? Napisz na admin@noktus.pl - sprostowania mają u mnie pierwszeństwo przed wszystkim innym.

Redaguje