Przejdź do treści
Technologia

44 procent więcej operacji robotowych w rok. Chirurgia w Polsce przyspiesza

W 2025 roku polscy chirurdzy wykonali ponad 24,5 tysiąca operacji z asystą robotów – o 44% więcej niż rok wcześniej. Roboty na stałe wchodzą na bloki operacyjne, a konkurencja wobec systemu da Vinci rośnie. Czy to już standard, nie eksperyment?

4 min read
44 procent więcej operacji robotowych w rok. Chirurgia w Polsce przyspiesza
Konsola chirurga i ramiona robota da Vinci – czy precyzja maszyny na zawsze zmieni standardy operowania?

Cztery lata temu polscy pacjenci mogli tylko pomarzyć o tym, co dziś staje się standardem. W 2025 roku chirurdzy wykonali nad Wisłą ponad 24,5 tysiąca operacji z asystą robotów – wynika z raportu Modern Healthcare Institute. To skok o 44 procent w ciągu jednego roku.

Cicha rewolucja na bloku operacyjnym

Czytaj też: Hot dog w jednej lidze z azbestem. 90 procent konsumentów nie ma o tym pojęcia

Polska chirurgia robotowa nadrabia właśnie blisko dwudziestoletnie opóźnienie. Dość powiedzieć, że w 2022 roku zaledwie 58 szpitali dysponowało przynajmniej jednym robotem operacyjnym. W 2025 było ich już 93. Tempo zmian zapiera dech – w ciągu trzech lat liczba placówek oferujących tę technologię wzrosła o 60 procent – i nic nie wskazuje na spowolnienie.

Za tymi liczbami kryje się konkretna zmiana filozofii leczenia. Robot nie męczy się, nie ma drżenia rąk i widzi pole operacyjne w dziesięciokrotnym powiększeniu 3D. Dla pacjenta oznacza to operację przez kilka centymetrowych nacięć zamiast rozległej rany. „Technika robota oznacza krótszą rekonwalescencję, mniejszą liczbę powikłań i szybszy powrót do normalnego funkcjonowania” – podkreśla dr Piotr Kania, ordynator Oddziału Urologii i Onkologii Urologicznej w Siedlcach i kierownik Siedleckiego Ośrodka Robotycznego.

Prostata, jelito, kolano – robot wchodzi na nowe pola

Czytaj też: Pierwsza osoba uratowana przez edycję zasad CRISPR. Miała wtedy 13 lat

Na razie polska robotyka ogranicza się niemal wyłącznie do onkologii – w 2025 roku aż 95 procent zabiegów dotyczyło nowotworów. Króluje urologia. Radykalna prostatektomia, czyli usunięcie gruczołu krokowego, stanowiła 13 231 operacji, co przekłada się na 54 procent wszystkich zabiegów robotowych w kraju. Rzecz w tym, że dziś już 82 procent usunięć prostaty odbywa się w asyście robota. Laparoskopia i chirurgia otwarta stają się na tym polu technologią schyłkową.

Ale robot nie chce być specjalistą od jednej procedury. W 2025 roku na metodę robotową przypadało już prawie 20 procent operacji usunięcia guza jelita grubego. Chirurdzy wykonali też ponad tysiąc zabiegów na nerkach i niemal pół tysiąca cystektomii, czyli usunięcia pęcherza moczowego – to już 22 procent wszystkich takich operacji w kraju. Ginekologia dołączyła z leczeniem endometriozy. Ortopedia – z wszczepianiem sztucznego stawu kolanowego (5,4 procent zabiegów robotowych).

Raport „Chirurgia robotowa 2026” wskazuje też na 15 ośrodków robotowej neurochirurgii, gdzie systemy asystują przy stabilizacji kręgosłupa i operacjach mózgu. Precyzja, jakiej wymaga ingerencja w struktury nerwowe, czyni robota partnerem nie do zastąpienia.

Da Vinci ma konkurencję

Przez lata słowo „robot chirurgiczny” oznaczało jedno: system da Vinci. W Polsce pracuje już ponad sto takich instalacji. To wciąż dominujący sprzęt, ale monopol pęka. Do szpitali wchodzą Versius, Hugo oraz MP1000 Edge Medical. Każdy z nich oferuje inne zalety – od mniejszych rozmiarów konsoli po modułową budowę, która ułatwia adaptację sali operacyjnej. Konkurencja wymusza obniżkę cen i przyspiesza adopcję technologii w mniejszych ośrodkach.

Równolegle rośnie armia chirurgów władających konsolą. W 2025 roku było ich prawie 450, w tym 40 kobiet. To wzrost z poziomu garstki entuzjastów sprzed kilku lat. Bez tej masy krytycznej lekarzy najdroższy robot stoi bezużytecznie. Raport podkreśla: przyrost wyszkolonych specjalistów ma kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju metody. Sprzęt można kupić za pieniądze, ludzi trzeba wyszkolić – a to wymaga czasu i kodu.

Kto płaci za rewolucję

Mogłoby się wydawać, że tak zaawansowana technologia to domena prywatnych klinik. Tymczasem Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje aż 98 procent operacji robotowych. Co więcej, 56 procent tych zabiegów refundowanych jest według wyższych stawek – dotyczy to zwłaszcza operacji raka prostaty, jelita grubego i endometriozy, które są bardziej kosztowne. Zaledwie 440 operacji w całym 2025 roku pacjenci opłacili z własnej kieszeni lub w ramach prywatnych pakietów. Połowa z nich przypada na warszawski szpital Medicover – jednego z pionierów robotyki w kraju.

Koszt zakupu i utrzymania robota bywa jednak barierą, której nie przeskoczy nawet hojny kontrakt z NFZ. Dlatego to właśnie publiczna refundacja napędza wzrost. Bez niej chirurgia robotowa pozostałaby butikową usługą dla nielicznych. Z nią – staje się standardem dostępnym dla Kowalskiego, który o raku prostaty dowiaduje się przypadkiem na rutynowym badaniu PSA.

Co przyniesie kolejny rok

Analitycy Modern Healthcare Institute nie mają wątpliwości: trend się utrzyma. Liczba robotów, procedur i przeszkolonych chirurgów będzie rosła. Pytanie brzmi, kiedy robotyka przekroczy barierę onkologii i na stałe zadomowi się w ortopedii, ginekologii czy chirurgii ogólnej. Pierwsze jaskółki już widać – 5,4 procent alloplastyk kolana to wciąż margines, ale margines, który rok wcześniej praktycznie nie istniał.

Polska medycyna dostała lekcję pokory, gdy przespała debiut robotów dwie dekady temu. Dziś odrabia ją w tempie, które czyni nas jednym z szybciej rosnących rynków robotyki chirurgicznej w Europie.

Redakcja noktus.pl

Redakcja noktus.pl

AUTHOR
Redaguje