Antarktyczne rośliny mają nowego wroga. Ukrywa się w ocieplającej się glebie
Gdyby lodowce Antarktyki ustąpiły, rośliny mogłyby zająć nowe tereny - brzmi to jak dobra wiadomość. Niestety, w glebie czai się wróg, który może zniweczyć te nadzieje: groźne grzyby. Im cieplej, tym ich więcej.
Spis treści
Wydawałoby się, że dla roślin Antarktydy topnienie lodowców to szansa. Nowe połacie lądu, uwolnione z wielowiekowej lodowej czapy, czekają na kolonizację. Ale natura rzadko bywa tak przewidywalna. Zespół naukowców odkrył, że wraz z ociepleniem klimatu w glebie budzi się uśpione zagrożenie - grzyby, które potrafią zabijać rośliny szybciej, niż te zdążą się osiedlić.
Nie taki raj na ziemi odmarzniętej
→ Czytaj też: Fala Kelvina zalewa Kalifornię. „To dopiero przedsmak tego, co zrobi zmiana klimatu”
Antarktyda to kontynent ekstremalny. Mniej niż jeden procent jej powierzchni jest wolny od lodu. Nawet na stosunkowo łagodnym Półwyspie Antarktycznym i pobliskich wyspach roślinność ma ciężkie życie, spędzając nawet osiem miesięcy w roku pod śniegiem. O dziwo, przystosowały się do tego mchy i wątrobowce - nieliczni mieszkańcy tego lodowego świata. Gdyby lodowce się cofnęły, mogłyby liczyć na ekspansję. Jest jednak poważne „ale”, które może storpedować te plany.
Badanie, które ukazało się w czasopiśmie „Global Change Biology”, rzuca nowe światło na zagrożenie, które dotąd pozostawało w cieniu. - „Często zakłada się, że wraz z cofaniem się lodu rośliny po prostu skolonizują nowe tereny” - mówi Kevin Newsham, ekolog gleby i roślin z British Antarctic Survey w Cambridge. - „W rzeczywistości tak nie będzie. Rośliny nie będą miały łatwo”.
Grzyby czekają w glebie
→ Czytaj też: Dziura ozonowa nad Antarktydą znów ogromna. Dlaczego, skoro warstwa ozonowa się goi?
Grzyby wywołujące choroby roślin są obecne w glebach na całym świecie, ale do tej pory mało kto badał, jakie zagrożenie stanowią dla antarktycznej flory. Newsham wraz z kolegami postanowili to sprawdzić. Przeanalizowali DNA grzybów w ponad 50 próbkach gleby pobranych na trasie długości 1900 kilometrów - od południowego Chile, przez wyspy antarktyczne, aż po Półwysep Antarktyczny. Dodatkowo skorelowali dane klimatyczne z liczebnością i różnorodnością grzybów.
Wynik okazał się zaskakująco prosty i niepokojący: im wyższa temperatura powietrza, tym więcej i bardziej zróżnicowanych grzybów chorobotwórczych znajdowało się w glebie. Zgodnie z prognozami, przy średnio wysokim i wysokim scenariuszu emisji gazów cieplarnianych, liczebność tych patogenów może podwoić się do końca stulecia w niektórych przybrzeżnych glebach Antarktydy.
Jeden nowy gatunek może zdziesiątkować florę
Na pierwszy rzut oka podwojenie liczby patogenów w glebach, które i tak mają ich niewiele, nie brzmi katastroficznie. Badacze uspokajają, że nie chodzi o miliony nowych grzybów, ale o - być może - kilka dodatkowych gatunków. I właśnie tu tkwi największe niebezpieczeństwo. - „Pojedynczy gatunek patogenu, który trafi do środowiska, gdzie rośliny rzadko stykają się z chorobami, może wywołać nieproporcjonalnie duże skutki” - ostrzega Newsham.
Historia zna takie przypadki. Rak kory kasztana zdziesiątkował kasztany w Ameryce Północnej, holenderska choroba wiązów spustoszyła Europę, a grzyby atakujące korzenie eukaliptusów w Australii zniszczyły całe lasy. Antarktyda, ze swoją izolacją i brakiem ewolucyjnego doświadczenia w walce z patogenami, może być wyjątkowo podatna na taki scenariusz.
Co to oznacza dla przyszłości kontynentu?
Odkrycie każe spojrzeć na ocieplenie Antarktydy z innej, mniej oczywistej perspektywy. Zamiast bujnej zieleni na nowo odsłoniętych terenach, możemy być świadkami powolnej choroby i wymierania antarktycznych mchów. To z kolei wpłynie na cały, niezwykle delikatny ekosystem - od bezkręgowców, które żyją wśród mchów, po ptaki i ssaki, które pośrednio zależą od tej niskiej roślinności.
Rośliny Antarktydy nie muszą walczyć z pożarami, suszami czy inwazyjnymi owadami. Ich największym wrogiem okazuje się to, co niewidoczne gołym okiem - i co budzi się do życia wraz z globalnym ociepleniem. Naukowcy z British Antarctic Survey zapowiadają dalsze monitorowanie sytuacji. Pytanie, czy rośliny zdążą wykształcić obronę, zanim grzyby przejmą kontrolę nad antarktycznymi glebami.


