Dwóch dawek wystarczyło, by rak zniknął. Historia 3-latka, która zmienia onkologię
Trzyletni chłopiec z agresywnym rakiem wątroby nie reagował na chemioterapię ani operacje. Dwie dawki eksperymentalnej terapii CAR-T sprawiły, że nowotwór zniknął całkowicie.

Spis treści
Czy dwie infuzje genetycznie zmodyfikowanych komórek wystarczą, by pokonać śmiertelnego raka u dziecka?. Fot. JCunha (WMB), Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Trzyletni chłopiec z agresywnym nowotworem wątroby, który rozsiał się do płuc i kości, nie reagował na chemioterapię ani kolejne operacje. Rak powracał błyskawicznie. Wtedy lekarze sięgnęli po eksperymentalną terapię, która - jak się okazało - potrzebowała zaledwie dwóch dawek, by całkowicie usunąć chorobę.
Wyścig z czasem przy hepatoblastoma
→ Czytaj też: Płyn z jamy brzusznej skrywał rzadkie komórki odpornościowe. Teraz mogą pomóc w walce z rakiem
Gdy u dziecka zdiagnozowano hepatoblastoma, złośliwy nowotwór wątroby, guz w lewym płacie mierzył już 11,2 na 9,6 na 7,1 centymetra. Mimo trzech cykli chemioterapii, chirurgicznego usunięcia pierwotnej zmiany i dwóch operacji przerzutów w płucach, choroba szybko wróciła - w płucach pojawił się nowy guz. Standardowe metody zawiodły.
W tej krytycznej sytuacji chłopiec został włączony do badania klinicznego CARE - pierwszego testu na ludziach nowej wersji terapii CAR-T, zaprojektowanej do walki z guzami litymi. Dotychczas ta forma immunoterapii odnosiła sukcesy głównie w nowotworach krwi. Przypadek opisany w The New England Journal of Medicine pokazuje, że bariera ta właśnie pęka.
Genetycznie uzbrojone komórki idą na łowy
→ Czytaj też: Badanie: popularny gen chroni przed rakiem. Gdy mutuje, niszczy leczenie

Terapia CAR-T polega na pobraniu od pacjenta limfocytów T i genetycznym zmodyfikowaniu ich tak, by stały się drapieżnikami polującymi na komórki nowotworowe. W tym przypadku naukowcy z Baylor College of Medicine i Seattle Children’s Hospital wyposażyli limfocyty w receptor rozpoznający glipikan-3 (GPC3) - białko występujące w dużych ilościach na powierzchni komórek raka wątroby.
To jednak nie wszystko. Do komórek wprowadzono dodatkowe geny kodujące interleukiny 15 i 21 - białka immunologiczne, które zwiększają żywotność i zdolność zabijania zmodyfikowanych limfocytów. Pomysł oparto na wcześniejszych, obiecujących testach przedklinicznych.
„Ten przypadek dowodzi, że trwałą całkowitą odpowiedź w chemioopornym guzie litym można osiągnąć całkowicie w warunkach ambulatoryjnych, bez toksyczności ogólnoustrojowej” - komentuje David Steffin, onkolog dziecięcy z Baylor College of Medicine i pierwszy autor raportu.
Dwie infuzje i cisza w obrazie CT
Chłopiec otrzymał dwie infuzje eksperymentalnej terapii GPC3-CAR. Po pierwszej dawce tomografia komputerowa pokazała częściową odpowiedź - guzy zaczęły się kurczyć, a poziom alfa-fetoproteiny, markera aktywności nowotworu, gwałtownie spadał. Osiem tygodni później podano drugą dawkę.
Kolejne skany nie wykazały już żadnych oznak choroby. Jedyne, co pozostało, to blizny po wcześniejszych zmianach. Po dwunastu miesiącach chłopiec nadal był wolny od nowotworu - wynik, który dla rodziny i lekarzy oznaczał powrót z najgorszego scenariusza do normalnego dzieciństwa.
Andras Heczey, onkolog dziecięcy z Seattle Children’s Hospital i współautor badania, podkreśla wagę tego pojedynczego przypadku: „To badanie dostarcza dowodów, że te nowe komórki CAR-T mogą być bezpieczną i skuteczną metodą leczenia hepatoblastoma i wskazuje na potrzebę dalszych testów u pacjentów z guzami litymi wykazującymi ekspresję GPC3”.
Jeden pacjent, ogromna nadzieja
Rak wątroby jest trzecią główną przyczyną zgonów z powodu nowotworów na świecie. Postęp w immunoterapii guzów litych to jeden z najważniejszych celów współczesnej onkologii. Opisany przypadek to na razie pojedynczy sukces we wczesnej fazie badań - potrzeba znacznie więcej danych, by ocenić skuteczność i bezpieczeństwo terapii GPC3-CAR w szerszej grupie chorych.
Badania są kontynuowane w ramach próby CARE w Baylor College of Medicine oraz bliźniaczego testu IMPACT w Seattle Children’s Hospital. Jeśli kolejne wyniki potwierdzą skuteczność obserwowaną u trzyletniego pacjenta, onkologia dziecięca zyska narzędzie, które jeszcze niedawno wydawało się poza zasięgiem nauki.


