Młodsze pokolenia starzeją się szybciej. Czy to wyjaśnia falę nowotworów przed 55. rokiem życia?
Zegar biologiczny kolejnych generacji bije coraz szybciej. Badania pokazują, że osoby urodzone w latach 90. są biologicznie starsze od swoich rówieśników z przeszłości, co może napędzać epidemię wczesnych nowotworów.

Rak od dawna uchodzi za chorobę wieku podeszłego — im więcej lat za nami, tym więcej uszkodzeń komórkowych kumuluje się w ciele. Tyle że od kilku dekad statystyki uparcie przeczą tej logice. Kolejne pokolenia, zamiast być zdrowsze, zapadają na nowotwory coraz wcześniej. Dlaczego trzydziestolatek z 1990 roku miałby być bardziej narażony niż trzydziestolatek z 1950? Odpowiedź może kryć się nie w metryce, ale w tempie starzenia się organizmu.
Zespół kierowany przez Yin Cao, epidemiologa molekularnego z Washington University School of Medicine w St. Louis, przeanalizował dane biomedyczne ponad 154 tysięcy osób z brytyjskiego UK Biobank oraz ponad 10 tysięcy uczestników amerykańskiego programu All of Us Narodowych Instytutów Zdrowia. Wnioski, opublikowane 22 czerwca w Nature Medicine, są niepokojące: młodsze kohorty urodzeniowe starzeją się biologicznie znacznie szybciej niż ich poprzednicy w tym samym wieku chronologicznym. A to przyspieszenie ma konkretną cenę — od 8 do 15 procent wyższe ryzyko wczesnych guzów litych.
Pokoleniowa luka w zegarze biologicznym
→ Czytaj też: Bezpieczeństwo Polski czy ekologia? Naukowcy w Sejmie stawiają sprawę jasno
Naukowcy nie mierzyli wieku wyłącznie datą urodzenia. Sięgnęli po algorytmy takie jak PhenoAge, które analizują dziewięć markerów biochemicznych krwi — między innymi albuminę produkowaną przez wątrobę czy kreatyninę, której poziom zdradza kondycję nerek. W ten sposób obliczyli rozbieżność między wiekiem biologicznym a chronologicznym dla każdego uczestnika. Wyniki zestawili według dekad urodzenia.
Różnica okazała się uderzająca. W brytyjskiej kohorcie osoby urodzone między 1965 a 1974 rokiem wykazywały starzenie systemowe wyższe o 23 procent jednego odchylenia standardowego w porównaniu z grupą z lat 1950–1954. W Stanach Zjednoczonych trend eksplodował: uczestnicy urodzeni w latach 1990–1999 byli biologicznie starsi aż o 92 procent odchylenia standardowego względem kohorty 1965–1969. Mówiąc prościej — organizm dzisiejszego trzydziestolatka nosi ślady zużycia, jakich nie miał trzydziestolatek pół wieku temu.
„Naszym ostatecznym celem jest rozszyfrowanie, w jaki sposób współczesne środowisko zostaje biologicznie wbudowane w organizm i napędza ryzyko nowotworowe” — komentuje Yin Cao, współprowadząca zespół PROSPECT w ramach globalnej inicjatywy Cancer Grand Challenges.
Nie tylko ogólne zużycie — konkretne organy zdradzają zagrożenie
→ Czytaj też: Co dziesiąty Amerykanin na lekach na odchudzanie. Rekord, który zmienia medycynę
Badanie poszło o krok dalej niż ogólne wskaźniki starzenia. Wykorzystując dane proteomiczne krwi, naukowcy oszacowali tempo biologicznego zużycia poszczególnych układów — odpornościowego, tkanki tłuszczowej, wątroby. I tu wyłonił się wzór uderzająco precyzyjny. Przyspieszone starzenie układu immunologicznego wiązało się wyłącznie z podwyższonym ryzykiem wczesnego raka płuc. Z kolei tkanka tłuszczowa, która biologicznie wyprzedzała wiek metrykalny, korelowała z rakiem jelita grubego diagnozowanym przed 55. rokiem życia.
To nie jest rozmyta korelacja „wszystkiego ze wszystkim”. Organy starzeją się w swoim tempie i każde z nich pisze własną historię ryzyka. „Zamiast ogólnego rozpadu komórkowego, konkretne układy narządowe celują w konkretne nowotwory” — podkreślają autorzy w omówieniu na Neuroscience News. Odkrycie to otwiera drogę do badań przesiewowych nowej generacji — zamiast szukać guza, można by szukać sygnatur starzenia się organów, zanim ten guz w ogóle powstanie.
Geny nie tłumaczą wszystkiego
Do najbardziej intrygujących aspektów badania należy to, czego w nim nie znaleziono. Podwyższone ryzyko związane z przyspieszonym starzeniem utrzymywało się nawet po skorygowaniu wyników o dziedziczne mutacje nowotworowe i genetyczne predyspozycje do szybkiego starzenia. Innymi słowy, nawet osoby bez obciążonej historii rodzinnej płacą biologiczny podatek za życie w erze, która z niejasnych jeszcze powodów zużywa organizm szybciej.
Co dokładnie napędza ten efekt? Zespół Cao od lat tropi pojedyncze czynniki — otyłość, zaburzenia metaboliczne, alkohol, siedzący tryb życia, ubogą dietę. Żaden z nich samodzielnie nie tłumaczy skali zjawiska. Dlatego badacze spoglądają teraz na interakcję wielu ekspozycji naraz — na to, jak środowisko, styl życia i być może zanieczyszczenia łączą się w koktajl, który przyspiesza tykanie wewnętrznego zegara. „To przybliża nas do identyfikacji ryzyka wcześniej i opracowania strategii prewencyjnych dopasowanych do biologii konkretnej osoby” — zaznacza Cao w komunikacie Washington University.
Od szerokich zaleceń do precyzyjnej interwencji
Wyniki te wpisują się w szerszy zwrot w medycynie prewencyjnej — odejście od uniwersalnych porad w stylu „ruszaj się i jedz warzywa” na rzecz mierzalnych biomarkerów, które pozwalają wychwycić zagrożenie u pozornie zdrowego trzydziestolatka. Jeśli PhenoAge lub proteomiczne zegary narządowe wejdą do rutynowej praktyki, lekarz mógłby powiedzieć pacjentowi nie tylko „masz 35 lat”, ale też „twój układ odpornościowy ma lat 45 — zróbmy niskodawkową tomografię płuc”.
To nie jest futurystyka. Badanie opublikowane w Nature Medicine dostarcza twardych liczb: 8 procent wzrostu ryzyka dla wszystkich wczesnych guzów litych przy przyspieszonym starzeniu systemowym i 15 procent dla osób w najwyższym kwartylu tego przyspieszenia. Skala jest wystarczająco duża, by uzasadnić zmianę paradygmatu. Pytanie brzmi już nie „czy”, ale „kiedy” biologiczny wiek stanie się standardowym parametrem życiowym — obok ciśnienia, cholesterolu i glukozy. A dla pokoleń, które starzeją się szybciej niż ich rodzice, odpowiedź może brzmieć: im szybciej, tym lepiej.


