Ten robot zamieszkał na dnie morza. Sam patroluje kable i ładuje się bez pomocy człowieka
Norwescy naukowcy z NTNU stworzyli autonomiczny pojazd podwodny, który przez wiele tygodni może samodzielnie przebywać na dnie morza, inspekcjonując infrastrukturę krytyczną i wracając do stacji dokującej, by naładować baterie. To odpowiedź na rosnącą liczbę sabotaży podmorskich kabli i rurociągów.

Podmorskie kable i rurociągi to dziś strategiczna infrastruktura warta miliardy – i coraz częstszy cel sabotażu. Norwescy inżynierowie zbudowali autonomicznego robota-strażnika, który może miesiącami przebywać na dnie, inspekcjonować instalacje i wracać do stacji dokującej, by się naładować.
Krytyczna infrastruktura na celowniku
→ Czytaj też: 30 proc. komputerów wciąż na Windows 10
Przecięcie kabla komunikacyjnego na Svalbardzie w styczniu 2022 roku oraz seria incydentów sabotażowych na Bałtyku w latach 2023–2024 – niektóre uznane za działania wojny hybrydowej – ujawniły wrażliwość podmorskich sieci. Światowy ruch internetowy w ponad 95% opiera się na kablach ułożonych na dnie oceanów. Tymczasem inspekcje tych instalacji są powolne i kosztowne: zazwyczaj wymagają wysłania dużego statku, który opuszcza pojazd podwodny lub nurków.
„To nie jest już tylko problem konserwacji” – komentuje profesor Martin Ludvigsen z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii (NTNU). Potrzebne jest rozwiązanie, które zapewni stały nadzór bez stałej obecności człowieka.
Jak działa podwodny wartownik
→ Czytaj też: Agent OpenAI uciekł i zaatakował Hugging Face. Firma przyznaje: to mógł być GPT-6
Zespół Ludvigsena postawił na autonomiczny pojazd podwodny (AUV), który ma własną stację dokującą na dnie morza. W testach wykorzystano zmodyfikowanego Blueye X3 – niewielkiego robota o masie około 10 kg, pierwotnie przeznaczonego na rynek konsumencki. Naukowcy wyposażyli go w kamerę, sonar, cewkę do ładowania indukcyjnego oraz magnetyczny system cumowania.
Kluczem jest dokowanie. Robot działa pod wodą, gdzie GPS nie działa, więc nawigacja opiera się na połączeniu akustycznego pozycjonowania USBL i wizualnych znaczników odczytywanych przez pokładowe algorytmy widzenia maszynowego. Gdy zbliży się do stacji, przełącza się na modem optyczny do wymiany danych na krótkim dystansie, a po zadokowaniu ładuje się indukcyjnie – bez odsłoniętych styków elektrycznych – i przesyła zebrane dane szerokopasmowym łączem.
Jak opisuje New Atlas, robot w trakcie testów spędził łącznie cztery tygodnie w służbie, realizując misje inspekcyjne i osiągając 90-procentową skuteczność autonomicznego dokowania.
Nad czym jeszcze muszą popracować
90% skuteczności to wciąż za mało. Pozostałe 10% prób może oznaczać, że robot pozostanie na dnie bez możliwości powrotu, co wymusza interwencję statku – dokładnie to, czemu projekt ma zapobiegać. „Dokowanie jest absolutnie krytyczne. Bez operatora konsekwencje błędów są znacznie poważniejsze” – podkreśla Ludvigsen. Docelowa niezawodność musi wynosić 100%.
Innym wyzwaniem są ryby. Przepływające przed kamerą osobniki potrafią zmylić oprogramowanie widzenia maszynowego, interpretując je jako przeszkodę. Dochodzą też ograniczenia energetyczne – nawigacja podwodna, oparta na czujnikach bezwładnościowych i dopplerowskich rejestratorach prędkości, jest wyjątkowo prądożerna. Podczas dotychczasowych testów robot był dodatkowo zabezpieczony linką, co ma być kontynuowane aż do uzyskania pełnej niezawodności cumowania.
Co dalej z podwodną autonomią?
Zespół z NTNU zapowiada kolejne próby w nadchodzącej wiośnie borealnej, tym razem bez zabezpieczającej liny. Jeśli uda się osiągnąć stuprocentową powtarzalność, technologia może radykalnie obniżyć koszty nadzoru nad infrastrukturą krytyczną. „Testy pokazały, że to rozwiązanie działa, a operacje są powtarzalne. Rezydentne pojazdy podwodne to skalowalne i ekonomicznie opłacalne rozwiązanie do monitorowania dna morskiego” – mówi Ludvigsen.
Projekt jest realizowany w ramach centrum Vista CAROS na NTNU i inicjatywy badawczej Safeguard, finansowanej przez Research Council of Norway oraz wspieranej przez Norweską Akademię Nauk i Equinor. Choć do komercyjnego wdrożenia droga jeszcze daleka, autonomiczny strażnik dna oceanu powoli przestaje być tylko wizją z science fiction.


