Twój MacBook czyta w myślach kabli USB-C. Darmowa aplikacja ujawnia, które kłamią
Darmowa aplikacja WhatCable zamienia MacBooka w precyzyjny tester USB-C. Odczytuje dane, które Apple ukrywa przed użytkownikami - i demaskuje kable, które kłamią na temat swoich możliwości.

Spis treści
WhatCable ujawnia, że jeden na trzy kable USB-C nie spełnia swoich deklaracji.
„The data isn’t hidden, Apple’s firmware does the negotiation and publishes the result. It’s just not surfaced anywhere in standard macOS tooling.” - tymi słowami Darryl Morley, twórca aplikacji WhatCable, opisuje rzecz, która od lat irytuje posiadaczy MacBooków. Każdy z nas ma w szufladzie plątaninę kabli USB-C, z których połowa ładuje wolno, a reszta nie wiadomo, co potrafi. Okazuje się, że rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki - i darmowe.
Jak działa aplikacja, która czyta w myślach MacBooka?
→ Czytaj też: Humanoidy za 20 tysiêcy dolarów już wkrótce? Ojcowiec AI mói: nikt nie wie, jak je uczynić użytecznymi
WhatCable to narzędzie instalujące się w pasku menu macOS. Po kliknięciu wyświetla szczegółowe informacje o każdym podłączonym kablu i urządzeniu. Nie wymaga roota ani specjalnych uprawnień - korzysta z publicznych API Apple’a. Jak tłumaczy Morley: „Każdy Mac z Apple Silicon ma kontroler portu obsługujący negocjacje USB Power Delivery. Gdy podłączasz kabel z e-markerem, kontroler wysyła do niego zapytanie 'Discover Identity’ i otrzymuje odpowiedź: ID producenta, prędkość, natężenie, napięcie, czy kabel jest aktywny czy pasywny”.
macOS zapisuje tę odpowiedź w rejestrze IOKit. WhatCable odczytuje ją - i pokazuje użytkownikowi. To, co Apple ukrył przed wzrokiem zwykłych śmiertelników, nagle staje się czytelne. Aplikacja nie tylko odczytuje dane z e-markera, ale też sprawdza rzeczywistą prędkość połączenia, szybkość łącza Thunderbolt oraz bieżące napięcie i natężenie na każdym porcie.
Kabel kłamie? WhatCable demaskuje oszustów
→ Czytaj też: Gdzie wyrośnie kryształ? Naukowcy właśnie nauczyli się dyktować naturze, gdzie ma zacząć
W trakcie testów redakcji The Verge wyszły na jaw zaskakujące fakty. Jeden z kabli reklamowany jako USB 2.0 (480 Mbps) w rzeczywistości miał e-marker informujący o obsłudze USB 3.2 Gen 2 (10 Gbps). „Ten kabel wystawił czek, którego jego ciało nie mogło zrealizować” - skomentował Sean Hollister. Inny, codziennie używany przewód Supercalla, który według e-markera powinien działać z prędkością 10 Gbps, w rzeczywistości ledwo osiągał 480 Mbps. WhatCable wykrył, że połączenie trzykrotnie się zrywało - kabel był po prostu zużyty.
Stary, zaufany przewód od dysku LaCie z 2019 roku, oznaczony jako 10 Gbps, raportował się jako kabel Thunderbolt 20 Gbps. „Będę musiał sprawdzić to z dyskiem Thunderbolt” - przyznał Hollister. Aplikacja pozwala więc nie tylko wykryć oszustwa producentów, ale też ocenić rzeczywisty stan techniczny kabli.
Darmowe narzędzie, które oszczędza czas i pieniądze
WhatCable jest dostępny za darmo w podstawowej wersji. Twórca zapewnia, że „zawsze pozostanie darmowy w rdzeniu”. Za 9,99 funta można kupić wersję Pro, która dodaje monitor mocy w czasie rzeczywistym, diagnostykę i widok terminala. Morley pracuje też nad wersją na Linuksa, ale przyznaje, że port na Windows jest niemożliwy: „Jest zbyt duża różnorodność sprzętu, a API Windows nie udostępnia tego, czego potrzebuje WhatCable”.
Dla posiadaczy MacBooków to jednak przełom. Zamiast kupować za 8 dolarów tester kabli, który - jak się okazało - został wycofany z produkcji, wystarczy ściągnąć darmową aplikację. I mieć pewność, który kabel nadaje się do szybkiego ładowania, a który tylko do transmisji danych z prędkością godną początku XXI wieku.
Co dalej? Morley zapowiada ciągły rozwój narzędzia. Być może wkrótce doczekamy się wersji, która ostrzeże nas, zanim kabel ulegnie całkowitemu zniszczeniu. Na razie warto zajrzeć do szuflady i sprawdzić, co tak naprawdę kryje się w plątaninie przewodów.


